Polscy producenci owoców zwiększają sprzedaż. Konkurencyjność sadowników zależy teraz od kosztów i ochrony upraw

0

Polska utrzymuje czołową pozycję w Unii Europejskiej w produkcji owoców jagodowych i jabłek, a krajowi producenci z powodzeniem zwiększają eksport. Utrzymanie konkurencyjności na rynku krajowym i za granicą będzie jednak zależeć od inwestycji w automatyzację produkcji, ograniczanie kosztów oraz ochronę plantacji przed skutkami coraz częstszych anomalii pogodowych.

 Miliony ton owoców, które produkują nasi sadownicy, trafiają zarówno na stoły w Polsce, jak i na rynki zagraniczne. Zajmujemy czołowe miejsca, jeśli chodzi o produkcję jabłek i owoców miękkich. Podobnie jak w przypadku całej żywności i produktów rolno-spożywczych, 75 proc. naszych produktów trafia na rynek europejski, pozostałe do krajów trzecich – mówi agencji Newseria Stefan Krajewski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Według danych GUS w 2025 roku produkcja owoców z krzewów owocowych i plantacji jagodowych wyniosła 489,7 tys. t i była o 1,7 proc. wyższa niż rok wcześniej. Zbiory malin wzrosły do 79,1 tys. t (+2,9 proc.), porzeczek do 112,3 tys. t (+12 proc.), a borówki wysokiej do 64,7 tys. t (+4,3 proc.). Mniejsze były natomiast zbiory truskawek, które wyniosły 150,6 tys. t (-5 proc.), aronii (-5,3 proc.) i agrestu (-9,6 proc.). Polska jest największym producentem malin, porzeczek i wiśni w Unii Europejskiej oraz drugim producentem truskawek. Całkowite zbiory owoców osiągnęły 4,72 mln t, w tym 3,82 mln t jabłek.

Polska systematycznie zwiększa sprzedaż żywności za granicę. Według danych KOWR w 2025 roku wartość eksportu produktów rolno-spożywczych osiągnęła rekordowe 58,4 mld euro i była o 8,6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Produkty te odpowiadają już za ok. 16 proc. całego polskiego eksportu.

– Od lat budujemy naszą pozycję, stąd udział naszych firm, przetwórni i producentów w różnego rodzaju targach, w misjach handlowych, żeby otwierać kolejne rynki zagraniczne. To też duże wyzwanie dla naszych służb, które muszą uzgadniać warunki eksportu naszych produktów – mówi Stefan Krajewski.

Przykładem są targi Summer Fancy Food Show, które odbyły się pod koniec czerwca br. w Nowym Jorku. Jak informuje resort rolnictwa, Stany Zjednoczone są jednym z najważniejszych odbiorców polskiej żywności poza Unią Europejską. W czerwcu odbyła się także misja przedstawicieli ministerstwa i przedsiębiorców sektora zbożowego i młynarskiego do Egiptu, podczas której rozmawiano o warunkach dostępu do rynku egipskiego również dla innych towarów rolno-spożywczych z Polski. W ubiegłym roku eksport tej kategorii do Egiptu osiągnął wartość 104 mln euro, a eksportowano głównie jabłka, gruszki i świeże pigwy (ok. 40 proc. wartości eksportu).

Jak podkreślił podczas konferencji w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Mirosław Maliszewski, przewodniczący Związku Sadowników RP, przewagą polskich producentów – zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym – ma być jakość. Z badania CBOS z 2025 roku wynika, że dla 55 proc. Polaków jest ona najważniejszym kryterium przy zakupie żywności. Dla 21 proc. kluczowe znaczenie ma polskie pochodzenie produktów, a dla 17 proc. – cena. Jednocześnie 79 proc. respondentów deklaruje, że stara się kupować przede wszystkim żywność wyprodukowaną w Polsce. W przypadku świeżych owoców i warzyw konsumenci mogą łatwo sprawdzić ich pochodzenie, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami sprzedawcy mają obowiązek podawania kraju pochodzenia oferowanych produktów.

– Korzystamy z programu informacyjnego „Produkt polski”. Producenci chętnie znakują nim swoje wyroby, co wyróżnia je spośród innych. Obowiązują też przepisy dotyczące oznaczania kraju pochodzenia owoców, dzięki czemu konsumenci wiedzą, które owoce są z Polski, a które z innych krajów i kontynentów – mówi minister rolnictwa.

Popularyzacji wiedzy o jakości i bezpieczeństwie żywności oraz promowaniu świadomych wyborów konsumenckich służy kampania edukacyjna „To Twój Pewniak”. Jednym z jej elementów jest promocja owoców „zero pozostałości pestycydów”, czyli takich, w których badania laboratoryjne nie wykazały wykrywalnych pozostałości środków ochrony roślin. Podczas inauguracji kampanii minister zachęcał do świadomego wybierania polskich owoców i produktów. Jak podkreślił, takie wsparcie ze strony konsumentów nabiera szczególnego znaczenia w kontekście wyzwań, które stoją przed producentami.

 Największe wyzwania to kwestie ceny i obniżania kosztów produkcji. Wiele procesów automatyzuje się ze względu na brak rąk do pracy. Rozmawiam chociażby z producentami truskawek, którzy się skarżą, że nie ma osób chętnych do zbioru. Niektóre owoce możemy zbierać mechanicznie, możemy do tego wykorzystywać najnowsze technologie, ale to oczywiście wymaga jeszcze nakładów – ocenia Stefan Krajewski.

Utrzymanie konkurencyjności polskich producentów wymaga nie tylko ograniczania kosztów, ale także inwestycji chroniących uprawy przed skutkami zmian klimatu. Wiosenne przymrozki, gradobicia czy fale upałów powodują coraz większe straty w sadach i na plantacjach jagodowych, dlatego rośnie znaczenie systemów zabezpieczających uprawy.

– Duże pieniądze trafiają na to, żeby chronić nasze plantacje wieloletnie przed anomaliami pogodowymi. Z jednej strony to zabezpieczenie przed przymrozkami wiosennymi, inwestycje w wiatraki, w systemy do zraszania drzew, a z drugiej strony specjalne siatki chroniące plantacje przed gradobiciem – wymienia minister.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polscy-producenci-owocow,p1993782873

Globalne firmy coraz częściej wycofują się ze swoich deklaracji ESG. Paradoksalnie może to wzmocnić obszar zrównoważonego rozwoju

0

– Firmy na całym świecie coraz częściej wycofują się z deklaracji ESG lub przestają o nich mówić – podkreśla John Elkington, światowy autorytet w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, twórca koncepcji Triple Bottom Line. W jego opinii nie oznacza to jednak odwrotu od zrównoważonego rozwoju. Przeciwnie, presja związana z polityką administracji Donalda Trumpa może się stać impulsem do potrzebnej zmiany podejścia. – Przechodzimy w kierunku „twardego” zrównoważonego rozwoju związanego z geopolityką – mówi John Elkington.

Nie ma wątpliwości, że obserwujemy opór wobec ESG, a w pewnym stopniu także wobec zrównoważonego rozwoju. Wynika to przede wszystkim z działań Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych. Uważam jednak, że to dobrze, ponieważ oba te obszary potrzebowały presji i bodźca do ponownego przemyślenia tego, jak działamy i z kim współpracujemy. Dlatego moim zdaniem jest to największa szansa ostatnich 20 lat na ponowne zdefiniowanie naszych priorytetów – mówi agencji Newseria John Elkington, założyciel i prezes Volans.

Podczas swojego wystąpienia w trakcie Targów Idei ESG 2026 w Warszawie, zorganizowanych przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu, John Elkington stwierdził nawet, że druga kadencja Donalda Trumpa może być jedną z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły się ruchom na rzecz ESG oraz zrównoważonego rozwoju – o ile właściwie odpowiedzą na tę sytuację.

– Firmy wycofują się z deklaracji ESG, bardziej w Stanach Zjednoczonych niż w Europie, a przynajmniej rzadziej mówią publicznie o swoich działaniach w obszarze ESG i zrównoważonego rozwoju – komentuje John Elkington.

Jego zdaniem wynika to stąd, że wiele przedsiębiorstw nie wiedziało, jak zrealizować cele, które wyznaczyły sobie na 2040 czy 2050 rok. W wielu przypadkach ich strategie były deklaracjami, a nie realnym planem działania. Z ubiegłorocznego raportu ERM Sustainability Institute, GlobeScan i Volans „Sustainability at a Crossroads” wynika, że 93 proc. spośród blisko 850 ekspertów ds. ESG z 72 krajów oceniło, że program zrównoważonego rozwoju wymaga rewizji, a 56 proc. wzywa do radykalnej przebudowy. Siedmiu na 10 ekspertów twierdzi, że program ten spotyka się ze znacznym sprzeciwem, co stanowi wzrost o 13 pkt proc. od 2024 roku. W Ameryce Północnej 91 proc. respondentów doświadczyło znacznego sprzeciwu, a w regionie Azji i Pacyfiku – 38 proc.

John Elkington podkreśla, że jednocześnie nie widać odwrotu od inwestycji w czystą energię. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Jak zauważa, nakłady inwestycyjne na energię odnawialną i transformację energetyczną są już obecnie około dwukrotnie wyższe niż wydatki na paliwa kopalne, a w nadchodzących latach przewaga ta znacznie wzrośnie.

– Rynki kapitałowe dostrzegają nową rzeczywistość i muszą się z nią zmierzyć. Presja polityczna wywierana na osoby wprowadzające zmiany nasiliła się, a jedną z przyczyn jest to, że przedstawiciele branż związanych z paliwami kopalnymi zdają sobie teraz sprawę, iż stanowi to egzystencjalne zagrożenie dla ich przyszłości. Dlatego finansują polityków, aby ci podjęli walkę w ich imieniu. Jednak, choć może się to wydawać sprzeczne z intuicją, postrzegam to jako dobry znak, który świadczy o tym, że robimy postępy. Rzeczywiście, z dużym optymizmem patrzę na najbliższe 15–20 lat – podkreśla założyciel i globalny ambasador firmy Volans.

Według raportu „Sustainability at a Crossroads” wiele organizacji zaangażowanych na rzecz zrównoważonego rozwoju nie jest wysoko ocenianych przez ekspertów biorących udział w badaniu. Rządy krajowe otrzymują najniższe oceny za swój wkład – jedynie 5 proc. ekspertów ds. ESG ocenia ich wkład pozytywnie. Sektor prywatny jest oceniany dobrze przez 14 proc. respondentów, ONZ – przez 29 proc., a organizacje pozarządowe – przez 45 proc. badanych. We wszystkich przypadkach wyniki są znacznie słabsze niż w 2021 roku.

– Jedną z rzeczy, które obserwowaliśmy w ciągu ostatnich 15–20 lat, jest to, że wiele firm w coraz większym stopniu angażuje interesariuszy, sporządza różnego rodzaju raporty dotyczące zrównoważonego rozwoju, stawia wyzwania swoim dostawcom. To się nie zmieni. Jednak ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że nie chodzi już tylko o te „miękkie” kwestie, którymi musimy się zająć – uważa John Elkington.

Jego zdaniem prezydent Stanów Zjednoczonych wstrząsnął dotychczasowym porządkiem światowym, który raczej nie powróci do poprzedniego stanu. Jednak rozpad starego systemu otwiera przestrzeń dla prawdziwej przebudowy i zmiany systemu. Jak podkreśla ekspert, można obecnie zaobserwować przejście z „miękkiego” zrównoważonego rozwoju, który obejmował inicjatywy skoncentrowane na ludziach, społecznościach lokalnych, środowisku i ładzie korporacyjnym, w kierunku „twardego”, o bardziej strategicznym i geopolitycznym charakterze. Może to oznaczać przesunięcie akcentów z raportowania i dobrowolnych zobowiązań na kwestie bezpieczeństwa surowcowego, odporności łańcuchów dostaw czy polityki przemysłowej.

– Jednym z przykładów jest cieśnina Ormuz. To właśnie tam rzeczywistość geopolityczna nagle wywiera presję na nasze gospodarki i nie mamy innego wyboru, jak tylko na nią zareagować. Myślę, że będziemy świadkami wielu podobnych sytuacji, w tym wykorzystywania zaawansowanych chipów produkowanych przez firmę Nvidia oraz wody jako broni. Dlatego twierdzę, że przejdziemy od „miękkiego” do „twardego” zrównoważonego rozwoju – mówi ekspert.

Innym przykładem jest polityka Chin w kontekście dostępu do metali ziem rzadkich i minerałów, kluczowych dla produkcji baterii, elektroniki i technologii niskoemisyjnych. Azjatycki gigant kontroluje cały sektor: od wydobycia, przez przetwórstwo, po eksport, więc może to wykorzystywać w swojej polityce.

– Historia pełna jest konfliktów. Nie muszę tego podkreślać w kraju takim jak Polska. Jednak wiele osób zaangażowanych w ruch na rzecz zrównoważonego rozwoju wierzyło, że pokój jest niemal pewny. Paradoksalnie za każdym razem, gdy nasz gatunek dochodzi do takiego wniosku, wybuchają konflikty. Inwazja Rosji na Ukrainę wywarła głęboki wpływ na sposób myślenia przedsiębiorców – podkreśla John Elkington. – Podczas lockdownu związanego z COVID-19 współpracowałem z brytyjskim ministerstwem obrony, z admirałami, generałami i wyższymi oficerami sił powietrznych. Doskonale rozumieją oni konsekwencje zagrożeń związanych z bezpieczeństwem wodnym, chaosem klimatycznym i przymusową migracją. Jest to również, w pewnym sensie, ilustracja „twardego” zrównoważonego rozwoju. Biznes sądzi, że może zwolnić tempo, ale bardzo szybko się przekona, że agenda zrównoważonego rozwoju powróci z większą siłą, szybciej i w różnych formach.

Ekspert ocenia, że środowisko ESG i zrównoważonego rozwoju stało się zbyt wygodne i skupiło się głównie na raportowaniu, jednocześnie nie do końca wiedząc, czemu to raportowanie i gromadzone dane miałyby służyć. Jego zdaniem organizacje zbytnio skupiają się na dostarczaniu informacji, zamiast dbać o to, by były one właściwie wykorzystywane przez odpowiednie osoby. W tym zakresie rozwój technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji, może się okazać szansą, ponieważ umożliwi ona syntezę i analizę tych danych. Rola dyrektorów ds. ESG czy sama sprawozdawczość nie stracą na znaczeniu, ale z pewnością będą ewoluować.

W ramach badania „Business Breakthrough Barometer 2026”, opublikowanego niedawno przez WBCSD, przeprowadzono wywiady z ponad 500 członkami kierownictwa wyższego szczebla z 50 krajów, których łączny przychód wynosi 2 bln dol. 92 proc. z nich postrzega zrównoważony rozwój jako źródło przewagi konkurencyjnej w ciągu najbliższych 5–10 lat. 89 proc. twierdzi, że w ciągu ostatniego roku utrzymało lub zwiększyło inwestycje. Jednak 68 proc. uważa, że chaotyczna transformacja jest bardziej prawdopodobna niż rok temu, a 40 proc. postrzega to jako poważne ryzyko. Tylko 15 proc. przedsiębiorstw jest przekonanych, że jest w pełni przygotowanych do sprostania tym wyzwaniom.

– Zamiast więc tracić na znaczeniu, kwestia ta wkrótce wkroczy do głównego nurtu w dość nieoczekiwany sposób – podkreśla założyciel i prezes Volans.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/globalne-firmy-coraz,p984089802

Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności rusza z pierwszymi naborami. 26 mld zł na schrony, drogi i przemysł

0

Pierwsze nabory z Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności mają ruszyć w ciągu kilku tygodni. Na inwestycje, które wzmocnią bezpieczeństwo państwa, trafi 26 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy. Połowa środków trafi do samorządów, a druga połowa do przedsiębiorstw i spółek Skarbu Państwa. Finansowanie obejmie m.in. budowę schronów, modernizację dróg o znaczeniu obronnym oraz zwiększanie zdolności produkcyjnych przemysłu.

Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności to nowy instrument utworzony w ramach rewizji Krajowego Planu Odbudowy. Będzie działał poprzez dwa instrumenty. Samorządy otrzymają preferencyjne, długoterminowe pożyczki z Banku Gospodarstwa Krajowego na inwestycje związane m.in. z ochroną ludności i infrastrukturą podwójnego zastosowania. Program pożyczkowy BGK ma ruszyć od lipca. Z kolei spółka BGK Chrobry będzie odpowiadała za inwestycje kapitałowe wspierające rozwój przedsiębiorstw z sektora obronnego. Pożyczki dla samorządów będą nieoprocentowane, a okres ich spłaty ma wynosić nawet 20 lat. W określonych przypadkach część zobowiązań będzie mogła zostać umorzona. 

To będą pierwsze środki z Krajowego Planu Odbudowy przeznaczone na bezpieczeństwo i obronność. Nabory dla samorządów obejmą budowę schronów, dróg oraz infrastruktury podwójnego zastosowania – mówi agencji Newseria Jan Szyszko, sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.

Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności będzie finansował inwestycje w czterech głównych obszarach. Największa część środków, ok. 9,9 mld zł, trafi na ochronę ludności, w tym budowę schronów, miejsc ukrycia oraz zabezpieczenie infrastruktury krytycznej. Kolejne 6,4 mld zł wesprze rozwój infrastruktury podwójnego zastosowania, przede wszystkim dróg i linii kolejowych istotnych dla mobilności wojskowej. Nieco ponad 4 mld zł trafi do przedsiębiorstw zwiększających potencjał produkcyjny na potrzeby obronności, a 2,5 mld zł zostanie przeznaczone na cyberbezpieczeństwo.

Środki z Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności będą ogólnokrajowo rozdysponowane, więc nie możemy mówić z całą pewnością, do którego województwa trafi więcej, a do którego mniej. Natomiast skoro mowa o bezpieczeństwie, obronności i infrastrukturze, to w naturalny sposób w ubieganiu się o te środki uprzywilejowany jest wschód Polski – podkreśla wiceminister.

O wsparcie będą mogły się ubiegać samorządy realizujące inwestycje o podwójnym zastosowaniu, wykorzystywane zarówno w czasie pokoju, jak i w sytuacjach kryzysowych. Preferencyjne pożyczki będzie można przeznaczyć m.in. na budowę lub modernizację dróg wojewódzkich, powiatowych i gminnych, krótkich odcinków linii kolejowych czy – w uzasadnionych przypadkach – lądowisk. Przedsiębiorstwa będą natomiast mogły uzyskać wsparcie na inwestycje zwiększające moce produkcyjne na potrzeby przemysłu obronnego.

Mówimy o takich inwestycjach jak schrony, drogi wojewódzkie, gminne lub powiatowe, czyli samorządowe, w odcinkach nie dłuższych niż 15 km, krótkie odcinki kolei, w uzasadnionych przypadkach lądowiska, ale także środki na zwiększenie skali produkcji w zakładach przemysłowych bądź zbrojeniowych – wylicza Jan Szyszko.

Potrzeba rozbudowy infrastruktury ochronnej od lat należy do największych wyzwań systemu bezpieczeństwa. Według danych Państwowej Straży Pożarnej w Polsce znajduje się ok. 1,9 tys. schronów i blisko 8,7 tys. ukryć, mogących pomieścić łącznie ok. 1,4 mln osób. Najwyższa Izba Kontroli zwracała jednak uwagę, że wiele z tych obiektów nie spełnia współczesnych wymagań technicznych. Obowiązująca ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej przewiduje stopniową rozbudowę infrastruktury ochronnej, a Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności ma być jednym z głównych źródeł finansowania tych inwestycji.

Jednocześnie trwają negocjacje nowego wieloletniego budżetu Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Komisja Europejska proponuje, aby bezpieczeństwo i odporność państw członkowskich stały się jednym z głównych priorytetów nowej perspektywy finansowej. Polska zabiega o utrzymanie pozycji największego beneficjenta polityki spójności oraz o zwiększenie środków na inwestycje związane z bezpieczeństwem.

Polska będzie największym beneficjentem nowego unijnego budżetu. 123 mld euro trafi do naszego kraju. W tym momencie trwają negocjacje o warunkach inwestowania tych pieniędzy. Na pewno duża część z nich trafi na szeroko pojęte bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo jest również rozumiane jako dobra jakość infrastruktury, która zapewni dobre usługi publiczne na miejscu i w razie potrzeby schrony, a także rozwinie zakłady zbrojeniowe, oferując dobre miejsca pracy – mówi wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/fundusz-bezpieczestwa-i,p507234785

Przemysł nie rezygnuje z inwestycji mimo dużej niepewności. Napędzają je wysokie ceny energii

0

Mimo trudnej sytuacji rynkowej przedsiębiorstwa przemysłowe nie chcą wstrzymywać inwestycji. Jak wynika z raportu ABB Trends 2026/2027, blisko siedem na 10 firm planuje utrzymać lub zwiększyć nakłady. Motywacją są m.in. wysokie ceny energii, na które zwraca uwagę połowa badanych przedsiębiorstw. Jako priorytety inwestycyjne firmy wskazują efektywność energetyczną, automatyzację produkcji, sztuczną inteligencję i cyberbezpieczeństwo.

Szeroko rozumiany przemysł odpowiada dziś za ponad 20 proc. polskiego PKB, około 45 proc. eksportu i 4 mln miejsc pracy. Jego kondycja coraz mocniej zależy jednak od zdolności firm do automatyzacji produkcji, wykorzystania danych, ograniczania kosztów energii i wdrażania nowych technologii. Przedsiębiorstwa, które pozostaną na etapie punktowych wdrożeń i pilotaży, mogą w kolejnych latach zacząć tracić przewagę wobec konkurentów.

Na dalszy proces cyfryzacji najbardziej powinno wpływać dążenie firm do optymalizacji kosztów. Cyfryzacja pozwala na analizę procesów, wdrażanie nowych, efektywnych rozwiązań, a to jest konieczne, żeby firma mogła się rozwijać i zachować konkurencyjność na rynku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Stanisław Tański, prezes ABB Sp. z o.o.

W badaniu ABB, przeprowadzonym na 145 przedstawicielach polskiego przemysłu, 51 proc. z nich ocenia poziom automatyzacji w swojej organizacji jako minimalny lub niski. Wprawdzie prawie połowa korzysta z systemów SCADA/DCS, służących do monitorowania, sterowania i automatyzacji procesów przemysłowych, ale w wielu przypadkach są to rozwiązania wdrożone ponad 10 lat temu. To nie pozwala firmom w pełni efektywnie zarządzać energią i kosztami produkcji.

– Podstawowym problemem jest obecnie sytuacja na rynku energetycznym, związana z cenami energii, ale również bezpieczeństwem i stabilnością jej dostaw. Są to równocześnie, jak pokazuje nasze badanie, główne obszary planowanych inwestycji – wskazuje Stanisław Tański.

Na problem wysokich kosztów energii i surowców wskazuje 48 proc. badanych firm, a 68 proc. postrzega je jako zagrożenie dla własnej rentowności. W takich warunkach firmy coraz rzadziej próbują przenosić rosnące koszty na klientów. Zamiast tego szukają trwałych źródeł oszczędności – przede wszystkim poprzez zastosowanie technologii.

Z raportu ABB Trends 2026/2027 wynika, że 35 proc. przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce planuje zwiększyć nakłady inwestycyjne, a 33 proc. zamierza utrzymać je na obecnym poziomie. 60 proc. respondentów planuje inwestycje w modernizację infrastruktury elektroenergetycznej.

– Na pierwszym miejscu priorytetów inwestycyjnych, z racji sytuacji rynkowej i dynamicznie zmieniających się cen energii, plasuje się efektywność energetyczna. Wychodzimy naprzeciw tym potrzebom i jesteśmy gotowi do współpracy w tym zakresie. Posiadamy szerokie portfolio rozwiązań, które umożliwia zwiększanie efektywności procesów produkcyjnych – mówi Sebastian Skała, dyrektor biznesu Systemów Napędowych w ABB w Polsce.

W obszarze efektywności energetycznej, którą jako priorytet wskazuje ok. 40 proc. respondentów, do tej pory inwestycje obejmowały głównie rozwiązania pozwalające na bieżący monitoring zużycia energii oraz odnawialne źródła energii. Znacznie rzadziej inwestycje skupiały się na wysokowydajnych silnikach elektrycznych czy magazynach energii.

Na drugim miejscu wśród priorytetów są automatyzacja i cyfryzacja. W obszarze automatyki dominują rozwiązania zwiększające kontrolę nad procesami i ograniczające ryzyko przestojów. Nowoczesne systemy SCADA/DCS wdrożyła prawie połowa przedsiębiorstw, a zdalny monitoring i diagnostykę urządzeń – 45 proc.

Jak podkreślają eksperci, to pokazuje, że polskie firmy zbudowały już fundamenty cyfryzacji, ale dopiero zaczynają wykorzystywać dane do predykcyjnego zarządzania procesami i automatyzacji decyzji operacyjnych. W tym modelu coraz większą rolę będą odgrywać takie technologie jak sztuczna inteligencja, analityka danych oraz głębsza integracja systemów IT i OT.

Mamy też widoczne inwestycje w cyberbezpieczeństwo – to jest coraz wyraźniejszy trend, ponieważ automatyzacja i cyfryzacja wymagają prawidłowego zabezpieczenia procesów produkcyjnych oraz danych – dodaje Sebastian Skała

Z raportu ABB wynika, że ponad jedna trzecia firm miała już do czynienia z incydentami cyberbezpieczeństwa, a niemal drugie tyle stwierdziło, że woli się w tej kwestii nie wypowiadać. Siłą rzeczy przedsiębiorcy planują zwiększać inwestycje również w tym obszarze.

Coraz większe znaczenie zyskuje także sztuczna inteligencja, choć jej wykorzystanie nadal pozostaje ograniczone. Dane Eurostatu pokazują, że europejskie przedsiębiorstwa wciąż wykorzystują AI w ograniczonym stopniu. W 2025 roku mniej niż 20 proc. przedsiębiorstw w UE (w większości przypadków są to duże firmy) wykorzystywało technologie sztucznej inteligencji.

AI powoli wdziera się w sferę przemysłu. Ten trend będzie się dynamicznie rozwijał. Musimy tylko dać mu nieco czasu – mówi dyrektor biznesu Systemów Napędowych w ABB w Polsce.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przemysl-nie-rezygnuje-z,p2115732700

Grypa ptaków uderza w branżę drobiarską. Producenci mierzą się z coraz większymi kosztami i obostrzeniami eksportowymi

0

Polska branża drobiarska mierzy się z najpoważniejszą od lat grypą ptaków. Do 2 czerwca potwierdzono 143 ogniska tej choroby zakaźnej, które obejmują ponad 9,7 mln ptaków – wynika z danych Głównego Lekarza Weterynarii. Dla porównania w całym ubiegłym roku ognisk było 121. Hodowcy ponoszą coraz większe koszty walki z chorobą i zabezpieczania ferm, a zakłady przetwórcze mają coraz większy problem z dostępem do drobiu z terenów wolnych od wirusa. Kolejne ograniczenia zaczynają uderzać także w eksport.

– Sytuacja producentów drobiu w Polsce jest dosyć zróżnicowana i zależy od tego, czy mówimy o hodowli, czy o przetwórstwie. Rynek przetwórstwa drobiu jest jedną z największych i najdynamiczniej rozwijających się gałęzi polskiego sektora food and agro. Według naszych szacunków wartość całego łańcucha produkcji sektora drobiarskiego to ponad 52 mld zł. Chociaż rentowność przetwórstwa drobiu w 2025 roku poprawiła się i wyniosła 6,6 proc. marży EBITDA, to jednak producenci, przetwórcy drobiu mierzyli się z wyższymi o 15 proc. kosztami żywca drobiowego, a także wyższymi kosztami energii oraz pracy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria dr Magdalena Kowalewska, dyrektorka Biura Analiz Sektora Rolno-Spożywczego w BNP Paribas.

Jak podkreśla, do tej pory pozytywnie na sektor przetwórstwa drobiu działał za to eksport.

– W 2025 roku odnotowano 4-proc. spadek wolumenów eksportowych, ale wzrost cen spowodował 20-proc. wzrost wartości eksportu. Eksport jest jednym z najważniejszych kanałów zbytu polskiego drobiu – mówi dr Magdalena Kowalewska podczas Międzynarodowej Konferencji Drobiarskiej zorganizowanej przez Krajową Radę Drobiarstwa – Izbę Gospodarczą. – Jeśli chodzi o hodowców drobiu, nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku producentów kurcząt brojlerów, a inaczej w przypadku producentów kaczek, indyków czy gęsi. Ta pierwsza grupa mogła się przez ostatnie lata cieszyć bardzo dobrą koniunkturą na rynku.

Polska jest największym producentem mięsa drobiowego w Unii Europejskiej. Z danych MRiRW wynika, że w całym 2025 roku produkcja mięsa drobiowego mogła wynieść ok. 3,23 mln t. Niemal 60 proc. krajowej produkcji trafia na eksport. Produkcja jaj konsumpcyjnych w Polsce wzrosła z 507 tys. t w 2015 roku do ok. 690 tys. t w 2025 roku. Wartość eksportu jaj wzrosła o 25 proc. r/r mimo niższego wolumenu sprzedaży, głównie dzięki wyższym cenom uzyskiwanym przez eksporterów.

– Zagrożeń dla producentów drobiu jest sporo i należy zacząć od chorób zwierząt, które wywierają coraz większą presję nie tylko na wolumeny produkcyjne w kraju, ale też mają określone implikacje rynkowe w postaci obostrzeń eksportowych i mniejszych wolumenów produkcji drobiu z tzw. białych stref. Przetwórcy muszą poszukiwać  mięsa z obszarów, które nie są objęte wirusem, co powoduje presję kosztową – tłumaczy dyrektorka Biura Analiz Sektora Rolno-Spożywczego w BNP Paribas.

Z danych Głównego Lekarza Weterynarii wynika, że w 2025 roku w Polsce stwierdzono 86 ognisk rzekomego pomoru drobiu (ND). Łącznie utrzymywane w nich było ponad 8,5 mln sztuk drobiu. Do 2 czerwca br. potwierdzono 50 ognisk ND u drobiu. W tym samym czasie wykryto 143 ogniska grypy ptaków (HPAI) u drobiu, głównie w województwach mazowieckim i wielkopolskim. Łączna liczba drobiu w ogniskach przekroczyła 9,7 mln. Największe zakażone stado liczyło prawie 1,5 mln kur niosek. Dodatkowo w 2026 roku potwierdzono kilkanaście ognisk HPAI u ptaków utrzymywanych w niewoli i ponad 220 ognisk u ptaków dzikich, co pokazuje, że wirus intensywnie krąży w środowisku.

Nawet lokalne ogniska choroby mogą prowadzić do ograniczeń eksportowych obejmujących większe obszary kraju, bo część państw trzecich nadal nie uznaje unijnej zasady regionalizacji.

 Straty są duże ze względu na to, że sama likwidacja ognisk jest procesem bardzo kosztownym, również odszkodowania dla hodowców drobiu w przypadku wystąpienia ogniska. Również straty dla zakładu – wynikające czy to z zakazów eksportu na określone rynki, czy braku możliwości wykorzystania surowca do eksportu, jeżeli pochodzi on z obszarów objętych ograniczeniami, czy w końcu brak uznawania regionalizacji przez niektóre państwa trzecie – są dużo większe niż tylko to, co można znaleźć w informacjach o tym, ile kosztowało zwalczanie ognisk z rezerwy celowej – podkreśla Karolina Florek, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii.

Walka z grypą ptaków opiera się przede wszystkim na ograniczaniu ryzyka rozprzestrzeniania wirusa i działaniach administracyjnych. Największe problemy dotyczą regionów o dużej koncentracji ferm drobiarskich, gdzie choroba łatwo się przenosi pomiędzy gospodarstwami.

 Jeśli choroba wystąpi, to już jest za późno. Musimy się skupiać na bioasekuracji gospodarstw i wdrażaniu środków, żeby nie dopuszczać do występowania ognisk – mówi Karolina Florek. – Od 2021 roku mamy unijne przepisy wynikające z prawa o zdrowiu zwierząt. Tylko w ostatnim czasie one były doprecyzowane jeszcze przez nasze przepisy krajowe, więc teraz mamy pełny pakiet możliwości prawnych odnośnie do postępowania przy zwalczaniu chorób zakaźnych, w tym chorób zakaźnych drobiu.

Jak wskazuje GIW, wystąpienie ogniska HPAI jest związane z wdrożeniem rygorystycznych administracyjnych procedur likwidacji choroby. Obejmują one m.in. nakaz zabicia drobiu i unieszkodliwienie zwłok zwierząt w zakładach utylizacyjnych, ustanawianie obszarów objętych ograniczeniami w promieniu minimum 10 km wokół ogniska, na których obowiązują zakazy przemieszczania zwierząt i produktów pochodzenia zwierzęcego, oraz ustalenie źródeł zakażenia. Hodowców obowiązują ściśle określone zasady bioasekuracji na terenie gospodarstwa, w tym m.in. zabezpieczenie drobiu przed kontaktem z dzikimi ptakami, zabezpieczenie paszy, wody i ściółki przed dostępem gryzoni, zwierząt domowych i dzikich, wyłożenie mat dezynfekcyjnych przed wjazdami i wyjazdami z gospodarstwa oraz wejściami i wyjściami z budynków, w których jest utrzymywany drób.

Wraz ze wzrostem liczby ognisk rosną koszty działań prowadzonych przez Inspekcję Weterynaryjną oraz wysokość wypłacanych odszkodowań.

– Musimy występować o kolejne transze rezerwy na zwalczanie chorób zakaźnych. Walka w tych obszarach, gdzie jest bardzo wiele ognisk, wymaga ogromnego zaangażowania sił i środków na miejscu i bardzo ciężkiej pracy Inspekcji Weterynaryjnej. Wysyłamy zespoły do spraw dochodzeń epizootycznych z innych powiatów czy województw, żeby pomóc powiatowym lekarzom weterynarii, ponieważ tej pracy jest mnóstwo – podkreśla Karolina Florek.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/grypa-ptakow-uderza-w,p1650400246

Resort rolnictwa chce sprawdzić, czy na rynku wieprzowiny nie ma zmowy cenowej. Niskie ceny nie mają uzasadnienia w sytuacji rynkowej

0

W ubiegłym tygodniu minister rolnictwa Stefan Krajewski skierował pismo do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) w związku z podejrzeniem stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych oraz zmowy cenowej na rynku wieprzowiny. Chodzi o ceny skupu żywca wieprzowego, które w opinii resortu są zaniżane, szkodząc tym samym interesom rolników. Resort planuje kolejne rozwiązania, które mają wspierać producentów trzody chlewnej.

– W ostatnich tygodniach zaobserwowaliśmy znaczne spadki cen żywca wieprzowego, które nie mają uzasadnienia w sytuacji rynkowej, kosztach produkcji, w tym, co się dzieje wokół – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Adam Nowak, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi.

Zgodnie z danymi z biuletynu informacyjnego opracowanego na podstawie danych Zintegrowanego Systemu Rolniczej Informacji Rynkowej (ZSRIR) 17 maja ceny skupu żywca wieprzowego wynosiły 5,13 zł za kg masy żywej, a w klasie poubojowej E – 6,66 zł za kg. Oznacza to, że są o 11–13 proc. niższe niż miesiąc temu (odpowiednio 5,76 zł i 7,68 zł) oraz o 27–28 proc. niższe niż rok temu (7,01 i 9,27 zł).

W liście do UOKiK minister podkreślił, że w kontekście wysokich kosztów pasz, energii, opieki weterynaryjnej oraz rygorystycznych wymogów bioasekuracji związanych z ASF poziomy cenowe znajdują się na granicy lub poniżej progu opłacalności wielu polskich gospodarstw.

Chcemy, aby Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zweryfikował tę sytuację. Mamy obawy, że rolnicy, którzy są uzależnieni od przetwórców i mają dużo słabszą pozycję wobec nich, mogą być w tym przypadku ofiarą zmowy – podkreśla Adam Nowak.

W piśmie do prezesa UOKiK minister rolnictwa i rozwoju wsi zwrócił uwagę na niebezpieczną asymetrię siły rynkowej. Jak podkreślił, kilka dużych zakładów mięsnych dysponuje znaczną przewagą nad rozproszonymi i słabszymi ekonomicznie hodowcami.

– Biorąc pod uwagę bardzo duże wyzwania i problemy, z którymi boryka się sektor producentów trzody chlewnej, taka sytuacja nie może mieć miejsca – mówi wiceminister rolnictwa. – Chodzi i o tych, którzy produkują w cyklu zamkniętym, mają tucz kontraktowy, jak i tych, którzy mają cykl otwarty, kupują prosięta spoza gospodarstw, są bardzo narażeni na ceny warchlaków, prosiąt, a sprzedają w cenie, która generuje stratę w ich gospodarstwie.

MRiRW oczekuje od UOKiK wnikliwego zbadania relacji na linii producent – przetwórca żywca wieprzowego. Deklaruje też pełną gotowość do współpracy.

– Regulacje dotyczące przewag kontraktowych są obarczone dużymi ograniczeniami ze strony Unii Europejskiej. Natomiast poprzez działania, które Ministerstwo Rolnictwa prowadzi, choćby monitorowanie, zgłaszanie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wspieranie producentów w większym stopniu, staramy się wpływać na kierunki zmian rynkowych – podkreśla wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi.

O przewadze kontraktowej mowa wówczas, gdy dochodzi do znaczącej dysproporcji potencjałów ekonomicznych pomiędzy dostawcą a nabywcą produktów rolnych lub spożywczych. Obszar ten jest regulowany ustawą z 2021 roku o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi, która wdrożyła unijną dyrektywę w sprawie nieuczciwych praktyk handlowych w relacjach między przedsiębiorcami w łańcuchu dostaw produktów rolnych i spożywczych.

– Pozycja rynkowa rolników w odniesieniu do przetwórców, podmiotów skupowych, zwłaszcza w momencie nadprodukcji, wciąż jest wyjątkowo słaba. Nie dotyczy to tylko producentów trzody chlewnej, ale też innych gałęzi rolnictwa. Choć widzimy, że role się odwracają w sytuacji, gdy mamy deficyty i niedobory na rynku – wtedy to rolnicy mają silniejszą pozycję – uważa Adam Nowak. – W ramach dialogu ze środowiskiem rolniczym i organizacjami zrzeszającymi poszczególnych przedsiębiorców staramy się tę sytuację rozwiązywać.

Jak podkreśla, w najbliższym czasie resort ma przedstawić program wsparcia dla polskich producentów trzody chlewnej. Na razie gotowa jest jego wersja robocza, która jest konsultowana z przedstawicielami branży.

Przygotowujemy odpowiednie regulacje, które miałyby wspierać rodzimych producentów trzody chlewnej. Takie wsparcie byłoby kierowane raczej do hodowców, którzy mają maciory, ale również do producentów prosiąt krajowych. Tu widzimy największe potrzeby – zaznacza wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi. – Taki program jest potrzebny, zwłaszcza w kontekście trudnej sytuacji rynkowej związanej z niskimi cenami żywca wieprzowego. To zniechęca rolników do kontynuowania produkcji i jest największym zagrożeniem dla utrzymania bezpieczeństwa żywnościowego w tym wymiarze.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/resort-rolnictwa-chce,p1508505534

Polska nadal bez polityki architektonicznej. Branża chce przyspieszenia prac nad nową strategią

0

Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej bez państwowej polityki architektonicznej, która wyznaczałaby standardy planowania i jakości przestrzeni publicznej. Środowisko architektów wskazuje, że brak spójnych regulacji utrudnia prowadzenie inwestycji, ochronę zabytków i koordynację przepisów wpływających na sposób projektowania miast oraz budynków. 14–15 maja o potrzebie zmian i przyszłości zawodu architekta będą rozmawiać uczestnicy Kongresu Architektury Polskiej w Muzeum Historii Polski w Warszawie.

Polityki architektoniczne funkcjonują już w 35 państwach europejskich, więc Polska jest wśród nielicznych krajów, które tego dokumentu nie mają. W listopadzie 2025 roku Ministerstwo Rozwoju i Technologii powołało Zespół doradczy ds. opracowania Polityki Architektonicznej Państwa. Ma on przygotować pierwszy w Polsce dokument określający kierunki dotyczące architektury, urbanistyki i jakości przestrzeni publicznej.

– Oczekujemy, że pojawi się dokument strategiczny, który będzie wyznaczał ramy dla wielu aktów prawa materialnego, które mają bezpośredni wpływ na nasze życie. Taka wielobranżowa koordynacja uporządkuje sytuację i wykorzysta potencjał, który tkwi w wielu resortach oraz dziedzinach życia i który architekci będą potrafili wykorzystać – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Piotr Fokczyński, prezes Krajowej Rady Izby Architektów RP.

Według zapowiedzi resortu polityka ma objąć m.in. standardy projektowania budynków i infrastruktury, ochronę dziedzictwa kulturowego, rozwój ekologicznego budownictwa oraz zasady zrównoważonego zarządzania przestrzenią. Przedstawiciele środowiska wskazują, że celem jest również poprawa jakości przestrzeni publicznej jako dobra wspólnego.

 Czasami szczegół potrafi zablokować nawet bardzo dobry projekt architektoniczny. Dlatego oczekujemy polityki architektonicznej i zmian nie tylko punktowych, ale takich, które obejmują inne dziedziny życia, nawet w innych resortach. Są ważne, bo będą decydowały o sprawczości polityki architektonicznej i – na przykład – będą dawały szansę przywrócenia zabytku do życia i wykorzystania jego potencjału. Jedna z powszechnych bolączek architektów projektujących na substancji zabytkowej dotyczy tego, jak połączyć skomplikowane wymagania techniczne z charakterem historycznego budynku, pod którym nie ma szans przykładowo wybudować parkingu podziemnego – mówi Piotr Fokczyński.

Według danych Narodowego Instytutu Dziedzictwa do rejestru wpisanych jest ok. 90 tys. zabytków nieruchomych, w tym historyczne układy urbanistyczne, obiekty przemysłowe, kamienice czy budynki użyteczności publicznej. Znaczna część z nich wymaga modernizacji i dostosowania do współczesnych standardów użytkowych. Architekci od lat zwracają uwagę na trudności związane z łączeniem wymogów ochrony zabytków z obowiązującymi przepisami technicznymi.

– Państwo ma politykę zdrowotną, obronną, transportową, energetyczną, czyli dokumenty, które są bardzo wyspecjalizowane i dokądś nas prowadzą, ale nie ma polityki architektonicznej. To powoduje, że funkcjonujemy w żywiole, który chcemy opanować. Polityka architektoniczna to tak naprawdę deklaracja rządu, że chce taki dokument mieć. Gdybyśmy mieli powiedzieć, co jest najważniejsze, to można to streścić do dwóch słów: legislacja i edukacja. To się musi skończyć dokumentami rządowymi w postaci ustaw czy rozporządzeń. Podnoszenie świadomości społecznej i zawodowej to bieg długodystansowy. Kongres da temu impuls – przekonuje Piotr Gadomski, wiceprezes Krajowej Rady Izby Architektów RP.

Kongres Architektury Polskiej, organizowany pod hasłem „Przestrzeń – wartość i odpowiedzialność” przez Izbę Architektów RP, Stowarzyszenie Architektów Polskich oraz Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki, ma być miejscem rozmów nie tylko o jakości projektowania, ale również o zmianach legislacyjnych i edukacji architektonicznej. Program wydarzenia obejmuje kilkanaście paneli dotyczących m.in. planowania przestrzennego, ochrony dziedzictwa, mieszkalnictwa, transformacji energetycznej oraz wpływu architektury i przestrzeni na zdrowie psychiczne i fizyczne oraz codzienne funkcjonowanie mieszkańców.

Jednym z głównych tematów kongresu mają być problemy związane z planowaniem przestrzennym i ładem urbanistycznym. Najwyższa Izba Kontroli wskazywała, że w 2020 roku miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego obejmowały jedynie 32 proc. powierzchni Polski. Na terenach bez planów inwestycje realizowane są na podstawie decyzji o warunkach zabudowy. Tylko w 2022 roku wydano ich prawie 140 tys. NIK podkreślała, że brak spójnego gospodarowania przestrzenią prowadzi do rozproszenia zabudowy, degradacji krajobrazu i wysokich kosztów infrastrukturalnych.

– Czasami świetna architektura wykadrowana wygląda inaczej, niż kiedy odejdziemy na 100–200 m czy kilometr i zobaczymy ją z szerszej perspektywy. Niestety otoczenie nie wygląda tak dobrze. Teraz trzeba ten potencjał wykorzystywać do budowania harmonijnie ułożonej przestrzeni. To będzie mocny krok do przodu – podkreśla Piotr Fokczyński.

Projekty z Polski regularnie pojawiają się na listach nominacji do Nagrody Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe, jednej z najważniejszych europejskich nagród architektonicznych. W ostatnich latach wyróżnienia zdobywały m.in. realizacje związane z rewitalizacją przestrzeni publicznych, architekturą mieszkaniową, obiektami edukacyjnymi czy kulturalnymi. Według przedstawicieli branży poprawił się również poziom wykonawstwa i współpracy między projektantami różnych specjalizacji.

– Współczesne usługi projektowe, które świadczą usługi państwu w zamówieniach publicznych i indywidualnym odbiorcom, zostały stworzone od zera po 1989 roku. Ta gałąź została zbudowana przez projektantów, architektów, konstruktorów i pracownie projektowe różnych specjalizacji. Przez te lata doprowadziliśmy od zera do bardzo wysokiego poziomu biur projektowych, które dzisiaj mają swoich liderów współpracujących z największymi markami światowymi i europejskimi – podkreśla Piotr Gadomski. – Jednym z paneli na Kongresie Architektury Polskiej będzie „Architektura ambasadorem Polski w świecie”. Na tych przykładach chcemy pokazać, że dotrzymujemy tym markom kroku, chociaż przez kilkadziesiąt lat budowaliśmy te usługi od zera.

– Pod względem rzemiosła budowlanego jesteśmy na dobrym europejskim poziomie, co jeszcze 10–20 lat temu nie było takie powszechne. Wobec tego architektura ma się dobrze, natomiast ważne jest, żeby potraktować ją jako silnik dla stworzenia jak najlepszych warunków dla życia obywateli, żeby nie były to jednostkowe przypadki, bo niestety tu jest problem – dodaje Piotr Fokczyński.

W programie Kongresu Architektury Polskiej znalazły się również wydarzenia skierowane do mieszkańców i osób spoza branży. Między 9 a 17 maja w Warszawie i innych miastach odbędą się spacery miejskie, projekcje filmów, wystawy i wydarzenia edukacyjne organizowane przy współpracy z okręgowymi izbami architektów. Mają one pokazać mieszkańcom, jak architektura wpływa na codzienne funkcjonowanie i jakość przestrzeni wokół nich.

– To będzie bardzo dobry rok dla architektury i przestrzeni. Splotły się bardzo pozytywne okoliczności – mieliśmy prezydencję w Unii Europejskiej i w jej ramach pojawił się wątek polityk architektonicznych w krajach UE. Postanowiliśmy przygotować kongres, w którym będziemy mówili o architekturze, ale nie  ograniczając się do zachwytów nad jej stanem, ale poszukując potencjału dalszego rozwoju – ocenia prezes Krajowej Rady Izby Architektów RP.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-nadal-bez-polityki,p1940031863

Wielka rozbudowa lotniska w Katowicach. W tym roku powstanie infrastruktura zwiększająca bezpieczeństwo paliwowe

0

Jeszcze sześć lat potrwa realizacja największego programu inwestycyjnego w historii lotniska Katowice-Pyrzowice. Jego kulminacyjnym momentem będzie budowa nowego terminalu pasażerskiego, która rozpocznie się w 2029 roku. W tym roku spółka GTL, zarządca portu lotniczego, skupia się na ukończeniu budowy nowego multimodalnego węzła do przeładunku towarów i paliw wraz z infrastrukturą kolejową. Inwestycja, która ma zwiększyć bezpieczeństwo paliwowe, zostanie oddana do użytku pod koniec roku.

– W tym roku realizujemy inwestycje za ponad 170 mln zł. Główną inwestycją jest multimodalny węzeł do przeładunku towarów i paliw oparty na bocznicy kolejowej. Oddamy go do użytku już w październiku tego roku. To ważna, strategiczna infrastruktura – mówi agencji Newseria Artur Tomasik, prezes Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Prace nad tym projektem trwają od września 2024 roku, a jego wartość sięga 130 mln zł. Inwestycja uzyskała dofinansowanie ponad 10 mln euro ze środków UE w ramach instrumentu „Łącząc Europę” (CEF) 2021–2027 Military Mobility.

– Rozbudowa multimodalnego węzła do przeładunku towarów, a głównie do składowania paliwa, jest ważna w kontekście wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Jednym z ważnych elementów ciągłości działania portu jest dostęp do infrastruktury, która tę ciągłość gwarantuje, a paliwo to kluczowy czynnik. Budujemy infrastrukturę, która ma pojemność 4 tys. m3. Sprzedajemy ponad 200 tys. m3 paliwa, więc dokładnie spełnimy wszystkie warunki wynikające z zaleceń, zgodnie z którymi 2 proc. paliw będziemy mogli składować w tym obiekcie. Wzmocnimy tym samym bezpieczeństwo i ciągłość tankowania samolotów w Pyrzowicach – zapowiada Artur Tomasik.

Kolejne realizowane inwestycje mają poprawić pozycję lotniska w Katowicach w segmencie MRO, który obejmuje serwisowanie samolotów, działania konserwacyjne i eksploatacyjne. W kwietniu oddano do użytku nowy hangar techniczny H4, który pomieści dwa samoloty wielkości Airbusa A321. GTL zapowiada, że uruchomienie nowego obiektu oznacza około 200 nowych miejsc pracy. W obszarze mechaniki lotniczej Katowice Airport będzie pracować łącznie blisko 900 osób. Lotnisko do tej pory dysponowało czterema hangarami o łącznej powierzchni 33,5 tys. mkw., w których można było jednocześnie serwisować osiem maszyn.

– Ważny obszar to także cargo. Podpisaliśmy porozumienie z DHL na budowę pod klucz terminalu towarowego dla firmy DHL Express, z którą współpracujemy już od 30 lat. DHL skupi się na części operacyjnej, na wyposażeniu tego nowoczesnego obiektu, który chcielibyśmy oddać na początku 2029 roku – zapowiada prezes GTL.

Operator kurierski ma ponad 30-proc. udział w katowickim rynku przewozów towarowych. Nowy obiekt – o powierzchni ok. 4,5 tys. mkw. – ma powstać w południowo-wschodniej części lotniska, przy płycie postojowej dla samolotów cargo. Realizacja inwestycji rozpocznie się w przyszłym roku. GTL liczy, że nowy terminal towarowy wzmocni silną pozycję katowickiego lotniska w segmencie cargo. W ubiegłym roku obsłużono tu rekordowe 64,3 tys. t przewozów towarowych, a ten rok ma się zamknąć powyżej 50 tys. t. W I kwartale br. lotnisko odnotowało ponad 35-proc. wzrost cargo.  

Naszym core biznesem jest obsługa ruchu pasażerskiego. W związku z tym wszystkie wysiłki, które będziemy w najbliższych latach kłaść na rozwój infrastruktury, mają na celu poprawić komfort obsługi pasażerów, zwiększyć przepustowość i bezpieczeństwo, a jednocześnie zwiększyć możliwości generowania przychodów z powierzchni, które będą przeznaczone do handlu w tym obiekcie – wyjaśnia Artur Tomasik.

Głównym obiektem będzie nowy terminal pasażerski, którego budowa ma się rozpocząć w 2029 roku. Pierwsi podróżni zostaną z niego odprawieni trzy lata później.

– Prowadzimy cały czas przetarg na wybór projektanta nowej infrastruktury terminalowej. Mam nadzieję, że uda nam się w tym roku wybrać najlepszego projektanta z sześciu, których mamy, podpisać umowę i rozpocząć fizyczne prace nad projektem – mówi prezes GTL.

W międzyczasie przeprowadzona zostanie rozbudowa terminalu pasażerskiego C. W IV kwartale 2025 roku spółka podpisała w tej sprawie umowę z firmą Budimex. Powierzchnia obiektu zwiększy się z ok. 7 tys. mkw. do prawie 10,5 tys. mkw. Powiększona zostanie hala odbioru bagażu, w której liczba karuzel wzrośnie z trzech do pięciu. Inwestycja ma się zakończyć przed wakacjami 2027 roku.

Jednym z dużych zadań zaplanowanych w programie rozwoju infrastruktury katowickiego lotniska na lata 2024–2032 jest budowa nowych parkingów terenowych oraz parkingu wielopoziomowego. W kwietniu rozpoczął się drugi etap budowy parkingu P5, w ramach którego powstanie 1,1 tys. nowych miejsc postojowych. Po zakończeniu inwestycji parking pomieści w sumie prawie 2 tys. samochodów.

Inwestycje związane z obsługą pasażerów mają przygotować lotnisko na dynamicznie rosnący ruch. W ubiegłym roku liczba podróżnych wzrosła o 14 proc., do blisko 7,3 mln, a w tym roku prognozy zakładają obsługę co najmniej 7,9 mln osób.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wielka-rozbudowa-lotniska,p685835675

Nierówności na europejskim rynku pracy to zmarnowany potencjał dla gospodarki. Na ich zniwelowanie potrzeba co najmniej pół wieku

0

Równość kobiet i mężczyzn pozostaje bardziej celem niż rzeczywistością w Polsce i Unii Europejskiej, choć i tak na tle świata wypadamy relatywnie dobrze. Kobiety częściej niż mężczyźni są lepiej wykształcone, ale rzadziej awansują, mniej zarabiają i częściej „znikają” z rynku pracy ze względów rodzinnych. Eksperci ostrzegają, że to nie tylko problem społeczny, lecz także realna strata dla innowacyjności i konkurencyjności gospodarki. Wdrażane unijne regulacje dotyczące jawności płac i udziału kobiet we władzach spółek mogą się stać impulsem do zmian.

Z Gender Equality Index 2025, przygotowanego przez EIGE (Europejski Instytut ds. Równości Kobiet i Mężczyzn), wynika, że mimo postępów osiągnięcie pełnej równości płci w Europie zajmie co najmniej 50 lat. Polska pod względem stopnia równości płci plasuje się znacznie poniżej średniej unijnej w obszarze władzy (politycznej, ekonomicznej i społecznej).

Nadal mamy do czynienia z nierównościami ze względu na płeć. Ważne, żeby podkreślić, że te nierówności występują zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. W przypadku mężczyzn rozmawiamy często o m.in. nierównościach w edukacji, u kobiet zaś najczęściej o rynku pracy. Dlatego też w Konfederacji Lewiatan podejmujemy temat aktywności zawodowej kobiet i tego, że ich potencjał nie jest w pełni wykorzystywany – ocenia Alicja Wejdner-Cichy, ekonomistka, ekspertka ds. DEI w Konfederacji Lewiatan, w rozmowie z agencją Newseria przeprowadzonej podczas Europejskiego Forum Nowych Idei, które odbyło się w kwietniu w Warszawie.

Z ekspertyzy wykonanej w ramach realizowanego przez Konfederację Lewiatan projektu „Wzmocnienie dialogu społecznego w Polsce – model inicjowania dialogu społecznego przez stronę pracodawców” wynika, że zatrudnienie kobiet w relacji do mężczyzn wyraźnie spada w dwóch okresach: reprodukcyjnym (20–39 lat) oraz emerytalnym (60–64 lat). Hipoteza, że rodzicielstwo oddala Polki od rynku pracy, znajduje potwierdzenie we współczynnikach zatrudnienia. W grupie 25–54 lata luka w zatrudnieniu kobiet i mężczyzn wśród osób bezdzietnych jest minimalna i wynosi 1,5 pp. Rośnie natomiast wraz z liczbą dzieci: przy jednym sięga 13,9 pp., przy trójce – 34,3 pp. (na niekorzyść pań).

– Nie wykorzystując w pełni potencjału kobiet, odczuwamy negatywne skutki w kontekście innowacyjności i konkurencyjności gospodarki. Ten potencjał jest obecny, bo mówimy o kobietach, które częściej niż mężczyźni są lepiej wykształcone, mają wysokie kompetencje, więc niejako tracimy ten talent – ocenia Alicja Wejdner-Cichy.

Poważnym problemem kobiet na rynku pracy wciąż są nierówności płacowe. Z raportu przygotowanego przez Stowarzyszenie Kongres Kobiet wynika, że 67 proc. ankietowanych pań uznaje, że w Polsce na tych samych stanowiskach i z tymi samymi obowiązkami kobiety zarabiają mniej od mężczyzn. Taką odpowiedź wskazało natomiast zaledwie 39 proc. mężczyzn. Różnica w percepcji problemów związanych z równością płci może być przeszkodą we wdrażaniu projektów równościowych. Rozwiązania mające poprawić sytuację planuje Unia Europejska.

– Będziemy wdrażać dwie dyrektywy. Pierwsza dotyczy równowagi płci w spółkach giełdowych, a druga – transparentności i równości wynagrodzeń. Jest to impuls do zmiany i rozpoczęcia dyskusji o tym, że nierówności w wynagrodzeniach występują. To 15–18 proc. skorygowanej luki płacowej. Patrząc na największe spółki giełdowe, widzimy, że udział kobiet w zarządach jest bardzo niski, bo wynosi około 14 proc. Jesteśmy nadal na etapie dyskusji o tym, co możemy zrobić. Jeszcze nie doszliśmy do tego punktu, w którym mamy równość w społeczeństwie – mówi ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Chodzi o dyrektywę Women on Boards, która na spółki giełdowe (zatrudniające co najmniej 250 osób, osiągające obrót powyżej 50 mln euro lub sumę bilansową powyżej 43 mln euro) nałożyła obowiązek osiągnięcia do 30 czerwca 2026 roku jednego z dwóch celów. Pierwszym jest 40-proc. udział kobiet wśród dyrektorów niewykonawczych (czyli w radach nadzorczych), a drugim – 33-proc. udział kobiet we wszystkich stanowiskach zarządczych (zarówno wykonawczych, czyli w zarządach, jak i niewykonawczych). Z badania Fundacji Liderek Biznesu „Kobiety we władzach spółek giełdowych w Polsce. Gdzie jesteśmy po 10 latach?” wynika, że w 2024 kobiety stanowiły 13,6 proc. członków zarządów i 18,7 proc. członków rad nadzorczych. Ponad 60 proc. spółek nie miało ani jednej kobiety w zarządzie.

Druga ze wspomnianych regulacji wprowadza nowe obowiązki w zakresie transparentności zasad zarządzania wynagrodzeniami. Jawne mają być informacje o średnich wynagrodzeniach w poszczególnych kategoriach pracowników, a także kryteria ustalania wynagrodzeń i ich progresji. Dyrektywa przewiduje obowiązek raportowania różnic płacowych pomiędzy kobietami i mężczyznami. Termin jej wdrożenia przypada na 7 czerwca br.

– Wszystko wskazuje na to, że te terminy będą przesuwane i jeszcze chwilę na to poczekamy. Firmy dopiero zaczynają się przygotowywać do tych działań. Nadal pojawia się wiele punktów, które mogą być problematyczne i stanowią ciężar dla pracodawców. Potrzebujemy tu mądrych regulacji, ale nie ma co ukrywać, że te zmiany będą czasochłonne – ocenia Alicja Wejdner-Cichy.

Z badania przeprowadzonego wśród firm w ramach Obserwatorium DEI w Konfederacji Lewiatan wynika, że prawie połowa ankietowanych uważa, że raportowanie luki płacowej pomoże ograniczyć dyskryminację. Podobny odsetek ocenia, że nie wpłynie to na sytuację kobiet na rynku pracy. Najczęściej wskazywane obawy związane z ujawnianiem wynagrodzeń dotyczą możliwych napięć i konfliktów w zespole (62,3 proc.), presji płacowej (39,3 proc.) i podkupywania pracowników przez konkurencję (35,3 proc.).

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nierownosci-na,p1924901827

GUS chce policzyć udział krajowych firm w wielkich inwestycjach. Pilotaż rusza w czerwcu w energetyce

0

Local content, czyli udział krajowych firm, pracy i kosztów w dużych inwestycjach, ma w Polsce przestać być wyłącznie politycznym hasłem. Główny Urząd Statystyczny pracuje nad metodyką, która pozwoli mierzyć, jaka część wartości strategicznych projektów rzeczywiście zostaje w krajowej gospodarce.

 Od kilku miesięcy pracujemy nad metodyką pomiaru local content – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Cierpiał-Wolan, prezes Głównego Urzędu Statystycznego. – Wypracowanie efektywnej metodyki pomiaru nie jest łatwe, dlatego że musimy połączyć dwa aspekty. Jeden aspekt związany jest z klasyczną sprawozdawczością, czyli będziemy pytać zarówno zamawiającego, jak i wykonawcy i podwykonawców o pewne koszty i ponoszone wydatki związane z inwestycją: na wynagrodzenia, towary, materiały i usługi. Planujemy także wykorzystać na przykład dane z JPK, z eFaktur, jeśli ten system już wejdzie w sposób efektywny do polskiej gospodarki, żeby zapewnić precyzję informacji.

Krajowy System e-Faktur właśnie przechodzi etapowe wdrażanie: od 1 kwietnia 2026 roku obejmuje przedsiębiorców, których sprzedaż w 2024 roku nie przekroczyła 200 mln zł, a najmniejsi podatnicy o bardzo niskiej miesięcznej sprzedaży mają wejść do systemu od 1 stycznia 2027 roku. To oznacza, że administracyjne źródła danych mogą w kolejnych kwartałach stać się dla statystyki publicznej realnym wsparciem przy precyzyjniejszym badaniu local content.

Problem polega jednak na tym, że w Europie nie ma prostego, gotowego wzorca. GUS zaczął od przeglądu rozwiązań stosowanych za granicą, ale szybko się okazało, że przeniesienie ich na grunt unijny nie jest łatwe.

W Unii Europejskiej zamówienia publiczne opierają się na zasadach równego traktowania, przejrzystości i niedyskryminacji wykonawców. Dyrektywy unijne obejmują zarówno klasyczne zamówienia publiczne, jak i zamówienia w sektorach takich jak energetyka. Oznacza to, że państwo nie może po prostu wpisać do przetargu prostego wymogu „kupuj krajowe”, tak jak się to robi w części systemu amerykańskiego.

– Zaczynamy od energetyki. Jest to sektor wybrany przez Ministerstwo Aktywów Państwowych ze względu na to, że jest ważny, strategiczny, ale także ze względu na to, że firmy, które są zainteresowane i zostały zaproszone przez ministerstwo, Agencję Rozwoju Przemysłu i GUS do konsultacji tej metodyki pomiaru, pochodzą z sektora energetycznego – wyjaśnia Marek Cierpiał-Wolan.

Wybór energetyki ma też mocne uzasadnienie gospodarcze. Rząd w dokumentach strategicznych wprost wskazuje sektor energii jako dźwignię rozwoju gospodarki i obszar wykorzystania krajowego potencjału technologicznego, przemysłowego i kadrowego.

 W ciągu 30 dni zamawiający będzie miał obowiązek przesłać informacje na temat wybranych podwykonawców. Wykonawca i podwykonawcy na poszczególnych poziomach też będą musieli przesyłać sprawozdania do GUS-u odpowiednio 30 dni po uzyskaniu informacji od wyższego podwykonawcy. Chcemy w czerwcu uruchomić pilotaż, jak najszybciej go skończyć oraz przygotować systemy metodologiczne i informatyczne do tego, żeby można już było zacząć produkcję – mówi prezes GUS.

Local content to istotny aspekt w projekcie budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Jak niedawno informował Marek Woszczyk, prezes spółki Polskie Elektrownie Jądrowe, z krajowymi firmami zawarto już ponad 400 kontraktów na szacowaną łączną wartość ponad 1 mld zł. Wiele z nich to przedsiębiorstwa z Pomorza, gdzie powstanie elektrownia. Zdaniem prezesa udział local contentu przy budowie pierwszej instalacji jądrowej w Polsce może wynieść nawet 50 proc.

Rządowa zasada „Local First” jest wdrażana także w projekcie offshore. Jak wyjaśniają eksperci Baker Tilly TPA oraz CEE Energy w raporcie „Wpływ ekonomiczny budowy morskich farm wiatrowych w Polsce”, local content – dziś wynoszący ok. 20 proc. – wzrośnie docelowo do około 40 proc. wraz z budową krajowych kompetencji, rozwojem łańcuchów dostaw oraz rozbudową niezbędnej infrastruktury przemysłowej. Około 500 polskich przedsiębiorstw posiada dziś potencjał produkcyjny i usługowy dla tego sektora. Autorzy raportu podkreślają, że zasada wiodąca jest jasna: środki publiczne inwestowane w infrastrukturę energetyczną powinny wzmacniać potencjał krajowy, budować zrównoważone łańcuchy dostaw i przyczyniać się do długoterminowej konkurencyjności, a nie wypływać z kraju bez wygenerowania wartości dodanej dla polskiej gospodarki. W celu wdrożenia tego podejścia w MAP powstał międzyresortowy Zespół ds. local content.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/gus-chce-policzyc-udzial,p945084487