Strona główna Blog Strona 2

Rząd zapowiada walkę o inwestycje w wiatraki. Przyspieszają prace nad rozporządzeniem dotyczącym modernizacji turbin

0

W tym tygodniu do uzgodnień międzyresortowych trafi rozporządzenie, które ma przyspieszyć modernizacje turbin wiatrowych. Ministra klimatu i środowiska zapowiada, że to pierwsze z rozporządzeń, które pozwolą pobudzić inwestycje w energetyce wiatrowej mimo weta prezydenta dla ustawy wiatrakowej. Część rozwiązań znajdzie się także w ustawie. Eksperci oceniają, że weto jest problematyczne z perspektywy dalszej transformacji energetycznej kraju.

– Weto prezydenta nie zatrzyma nas. Będziemy dalej zmieniać polską energetykę, żeby coraz większy udział miały w niej źródła najtańsze, w tym wiatr na lądzie. Dlatego będziemy zmieniać rozporządzenia, różne regulaminy, wewnętrzne procedury RDOŚ, by przyspieszyć proces inwestycyjny, ale też pewnie w niektórych obszarach ustawy – powiedziała agencji Newseria Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska, podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. – Będziemy wracać z pewnymi rozwiązaniami, poza oczywiście odległością, która, jak rozumiem, dla prezydenta jest nie do przyjęcia.

W sierpniu Karol Nawrocki zawetował tzw. ustawę wiatrakową, w której były zapisy liberalizujące przepisy dotyczące inwestycji w wiatraki na lądzie. Chodzi m.in. o zmniejszenie dopuszczalnej odległości turbin wiatrowych od budynków mieszkalnych z 700 m do 500 m. Jak podkreślił prezydent, ludzie nie chcą mieć przy swoich gospodarstwach domowych 150-metrowych wiatraków i dlatego zmniejszenie odległości do 500 m nie jest rzeczą akceptowalną społecznie. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej wyliczyło, że zmiana wymaganego minimalnego dystansu zwiększyłaby o 100 proc. powierzchnię dostępną pod potencjalne inwestycje wiatrowe. Wzrosłaby ona z 2 proc. do 4 proc. powierzchni kraju.

Rząd nazwał weto prezydenta kosztownym błędem. Z szacunków przytaczanych przez ministra energii Miłosza Motykę 1 GW mocy więcej z lądowych elektrowni wiatrowych przekłada się na 1020 zł mniej za megawatogodzinę na rachunku. Dlatego rząd zapowiada dalsze próby zmiany obowiązujących przepisów.

– Pierwsze rozporządzenie, które ma przyspieszyć tzw. repowering, czyli modernizację istniejących w Polsce turbin wiatrowych na lądzie, jeszcze w tym tygodniu trafi do uzgodnień międzyresortowych. Kolejne odsłony kolejnych przepisów będą w kolejnych tygodniach – zapowiada Paulina Hennig-Kloska.

Jak wynika z raportu Forum Energii „Transformacja energetyczna Polski 2025”, na koniec ub.r. w OZE zainstalowanych było 33,6 GW, z czego mniej więcej jedna trzecia to elektrownie wiatrowe na lądzie. Ich moc w ciągu roku wzrosła o 0,8 GW (+7,7 proc.), a w ciągu 10 lat – o 5,6 GW (+112,6 proc.). W ubiegłym roku produkcja energii z wiatru osiągnęła rekordowy poziom – 24,5 TWh (14,5 proc. ogólnej produkcji). W ogóle za pomocą odnawialnych źródeł wyprodukowano 29,4 proc. energii w 2024 roku.

Według nowych danych podawanych przez Forum Energii w sierpniu br. z OZE pochodziło łącznie 37,5 proc. wyprodukowanej energii (4,8 TWh), o 15 proc. więcej niż rok temu. Elektrownie wiatrowe odpowiadały za 27,9 proc. generacji OZE (1,3 TWh). To o 5,2 proc. więcej w zestawieniu z sierpniem 2024 roku. Moc zainstalowana w elektrowniach wiatrowych na początku lipca wynosiła 11 GW.

– Weto prezydenta to decyzja, która de facto bardzo ogranicza perspektywy rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie, perspektywy, które są w Polsce dosyć duże, bo obecnie działa 11 GW mocy w wiatrakach na lądzie, a myślę, że bez problemu moglibyśmy dobić do poziomu dwudziestu kilku, może nawet 30 GW mocy, co nie pozostałoby bez pozytywnego wpływu na sytuację energetyczną w kraju – ocenia Jakub Wiech, redaktor naczelny Energetyka24.

Kluczowa jest tu przede wszystkim perspektywa po 2030 roku, kiedy z systemu będą stopniowo wyłączane moce węglowe, co pociągnie za sobą lukę wytwórczą.

Każdy megawat w mocach wiatrakowych, po pierwsze, będzie dawał większe możliwości pokrycia zapotrzebowania, po drugie, będzie sprawiał, że będziemy mniej zależni od importowanego gazu, bo wiadomo, że to najprawdopodobniej gaz wypełni większość luki wytwórczej w krytycznych szczytowych momentach, więc to jest decyzja, która utrudnia, moim zdaniem, planowanie transformacji energetycznej Polski – ocenia Jakub Wiech.

Jak podkreśla, już teraz występują problemy wynikające z dość niezbalansowanego systemu elektroenergetycznego.

Nie mamy mocy jądrowych, które odgrywają rolę stabilnej, bezemisyjnej podstawy. Nie mamy dostatecznie dużych mocy w hydroenergetyce, żeby odgrywały one istotną rolę w naszej bezemisyjnej części energetyki, działając w sposób względnie kontrolowalny. Mamy zatrzymane w dużej mierze inwestycje w wiatraki i mamy bardzo dużo mocy w fotowoltaice, które są bardzo trudne, jeżeli chodzi o kontrolowanie w systemie, i środek ciężkości się przez to zaburzył. Cały czas mamy ciężar w postaci mocy węglowych, które będą odchodzić z systemu, często w sposób awaryjny – wymienia ekspert ds. energetyki. – Z tego właśnie względu tę część naszego miksu wytwórczego, której sobie nie zapełnimy takimi mocami jak wiatraki, zajmie po prostu gaz, którego nie mamy, który importujemy często po bardzo wysokich kosztach, co pokazały ostatnie trzy lata kryzysu energetycznego.

Zdaniem eksperta w tak zbudowanym systemie trudno mówić o możliwościach zmniejszenia kosztów energii. O ile rozwój OZE przyczynia się do spadku kosztów wytwarzania energii elektrycznej, o tyle ponosimy większe nakłady związane z zapóźnieniami transformacyjnymi i utrzymaniem całego systemu.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rzad-zapowiada-walke-o,p610611837

Przyspiesza transformacja w transporcie miejskim. Do 2050 roku 90 proc. autobusów będzie na prąd

0

Przedstawiciele branży elektromobilności prognozują, że za maksymalnie 25 lat pojazdy elektryczne będą odpowiadały za 90 proc. floty autobusowej w miastach.  Zastąpienie autobusów spalinowych elektrycznymi nie jest podyktowane wyłącznie polityką klimatyczną, ale czystym rachunkiem ekonomicznym – ocenia Katarzyna Pindral z Impact Clean Power Technology.

Branża elektromobilności, czyli głównie są to autobusy elektryczne, rozwija się bardzo dynamicznie i liczymy na to, że będzie się rozwijała dalej tak samo albo jeszcze szybciej. To jest związane nie tylko z regulacjami w zakresie transformacji energetycznej, polityk klimatycznych poszczególnych państw i regulacji w tym zakresie, ale jest również podyktowane stricte rachunkiem ekonomicznym. Już dzisiaj, jeżeli porównamy całkowity koszt użytkowania autobusu elektrycznego i spalinowego, to wygra ten elektryczny. Stąd według prognoz, i liczymy, że to faktycznie tak będzie albo jeszcze szybciej, do roku 2050 nawet 90 proc. floty autobusowej może być elektryczna – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Katarzyna Pindral, wiceprezeska zarządu Impact Clean Power Technology.

Zgodnie z nowelizacją ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych od 2026 roku miasta powyżej 100 tys. mieszkańców będą musiały kupować autobusy wyłącznie zeroemisyjne. Jednocześnie odciążone zostaną samorządy o liczbie mieszkańców powyżej 50 tys., które obecnie muszą realizować to zadanie publiczne z wykorzystaniem pojazdów zero- i niskoemisyjnych. Nowe przepisy znoszą te wymagania.

Jak wskazują dane ACEA i PZPM, w I połowie 2025 roku udział rejestracji autobusów elektrycznych w UE wzrósł do 21,6 proc. z 16,4 proc. w I półroczu 2024 roku. Niemcy, największy rynek pod względem wolumenu, odnotowały imponujący, ponad 100-proc. wzrost. Z kolei Belgia osiągnęła drugą co do wielkości liczbę rejestracji, 523 autobusy elektryczne w porównaniu ze 110 w 2024 roku. W tym czasie rejestracje autobusów hybrydowo-elektrycznych zmniejszyły się dwucyfrowo o 35,5 proc., co odpowiada za 6,9 proc. rynku. Rejestracje autobusów z silnikiem diesla skurczyły się o 6,7 proc., ale wciąż stanowią prawie dwie trzecie rynku.

– Konkurencyjność polskich i europejskich producentów baterii i innych komponentów do autobusów czy pojazdów elektrycznych ma dwa oblicza. Z jednej strony Polska i inne kraje europejskie mają bardzo dobrych producentów baterii znanych z elastyczności, bezpieczeństwa swoich rozwiązań, dobrego zaplecza inżynieryjnego i w tym zakresie na pewno ta konkurencyjność rozumiana jako zdolność do rozwoju branży jest bardzo duża. Natomiast dużym wyzwaniem jest konkurencja ze strony chińskich dostawców, zarówno rozwiązań bateryjnych, komponentów, jak i całych pojazdów – mówi wiceprezeska Impact Clean Power Technology.

Jak podkreśla, konkurencja ze strony chińskich producentów, oparta m.in. na wojnie cenowej, jest zagrożeniem dla europejskich zakładów produkcyjnych. Tym bardziej że europejska branża nie może liczyć na adekwatne wsparcie.

Brak wsparcia dla europejskich producentów to w dużej mierze jest brak regulacji, które będą wspierały, po pierwsze, rozwój elektromobilności, po drugie, lokalny, w tym przypadku europejski łańcuch dostaw. Te regulacje mogą stanowić istotne wsparcie dla europejskich producentów baterii i pozostałych komponentów w łańcuchu wartości całych pojazdów elektrycznych. To jest, jak wiadomo, polityka celna, ale to są też regulacje umożliwiające programy wsparcia, które umożliwiają europejskim producentom rozwój swojej działalności, ekspansję geograficzną, a także ochronę lokalnej produkcji. To są rozwiązania, które wręcz wymuszają w niektórych krajach stosowanie lokalnej produkcji, to są rozwiązania subwencyjne, dotacyjne, które wymuszają w bardzo wielu przypadkach stosowanie lokalnego łańcucha dostaw – wymienia Katarzyna Pindral.

Przykładem takich regulacji wspierających mogłyby być wymogi dotyczące local contentu w przetargach publicznych.

– Nie ma prostych rozwiązań, żeby te regulacje wprowadzić, natomiast ze strony przedsiębiorców jest duża otwartość na to, żeby te rozwiązania wspomagające europejskich producentów wypracowywać i o nich dyskutować, tak żeby cała reszta świata nam tymi pojazdami elektrycznymi własnej produkcji nie odjechała i żebyśmy wsiedli do tego pociągu, który się nazywa transformacja energetyczna, transformacja floty transportowej w stronę transportu zeroemisyjnego – podkreśla ekspertka.

Impact Clean Power Technology jest liderem w produkcji systemów bateryjnych dla autobusów elektrycznych i pojazdów ciężarowych. W sierpniu firma podpisała umowę z NCBR o dofinansowaniu kwotą 6,6 mln zł ze środków programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki innowacyjnej platformy Battery Management System. Ma ona stanowić narzędzie do zarządzania bateriami litowo-jonowymi (BMS) z wbudowanymi algorytmami sztucznej inteligencji (GenAI), dzięki czemu możliwe będzie zwiększenie efektywności i optymalizacji wykorzystania baterii, przy jednoczesnym zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przyspiesza-transformacja,p1214393951

M. Wąsik: Napływ nielegalnych migrantów zagrożeniem dla granicy strefy Schengen. Potrzebne są walka z przemytnikami i twarda obrona granic

0

W 2024 r. 918 925 obywateli państw trzecich przebywało nielegalnie na terytorium Unii Europejskiej. 123 655 odmówiono wjazdu na jej teren na jednej z granic zewnętrznych, a 453 380 nakazano opuszczenie terytorium Wspólnoty – tak wynika z najnowszych danych Eurostatu. Problem nielegalnych migrantów dotyczy również granic wewnętrznych, co przyczyniło się m.in. do wprowadzania tymczasowych kontroli przy wjeździe do Polski – na granicy z Niemcami i Litwą. Zdaniem polskich europarlamentarzystów konieczna jest twarda ochrona granic i zwalczanie przemytników, ale też umożliwienie pozyskiwania legalnych pracowników z Ukrainy i Białorusi.

– Jestem za tym, żeby Unia Europejska finansowo wspierała kraje, które stanowią granicę strefy Schengen – mówi w rozmowie z agencją Newseria Maciej Wąsik, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. – Namawiamy wszystkich w Parlamencie Europejskim do tego, żeby Unia współfinansowała zapory na granicach, wspierając ogromny wysiłek krajów granicznych – dodaje.

Problem dotyczy nie tylko zewnętrznych granic Unii Europejskiej, ale również wewnętrznych. Zdaniem europosła nierozważna polityka migracyjna i przepływ imigrantów pomiędzy krajami członkowskimi powoli doprowadza do upadku strefy Schengen.

– Wydaje mi się, że tak jak Polska, która działa na granicach, mam nadzieję, że dosyć zasadniczo, tak jednak waga napływu nielegalnych migrantów i związanych z tym ogromnych konsekwencji społecznych, kryminalnych, finansowych jest większa niż dobrodziejstwo strefy Schengen. Dlatego ja od 1,5 roku byłem zwolennikiem przywrócenia kontroli na granicach, od momentu kiedy Niemcy wprowadzili je na swojej. System strefy Schengen oczywiście może nadal działać, ale na pewno nie będzie tak wygodnie i tak szybko jak dotychczas – tłumaczy Maciej Wąsik.

Mimo zniesienia kontroli na granicach wewnętrznych w obszarze strefy Schengen nowe przepisy unijne wspierają współpracę policji w regionach przygranicznych w celu przeciwdziałania nielegalnemu przemieszczaniu się. Wprowadzenie kontroli na granicach wewnętrznych będzie możliwe z uzasadnionego powodu, np. zidentyfikowanego i bezpośredniego zagrożenia terroryzmem, a czas jej trwania będzie mógł wynosić do dwóch lat. Jeżeli zagrożenie będzie się utrzymywać, kontrole graniczne będą mogły być utrzymane na kolejny rok. Nowe przepisy określają również procedury dostępne dla krajów strefy Schengen w sytuacjach instrumentalnego traktowania migrantów, w tym ograniczania punktów przekraczania granicy.

– Przyszłość strefy Schengen zależy od krajów członkowskich i od polityki wewnętrznej, którą będą prowadzić. Polityka, którą Niemcy prowadzą migracyjnie – wcześniej ogromny napływ migrantów, zapraszanie ich wręcz do Niemiec, a dzisiaj wypychanie ich, ale nie do krajów ich pochodzenia, tylko do krajów sąsiednich – sprawia, że kraje ościenne muszą przeciwdziałać – mówi europoseł.

Podkreśla, że dzięki Ruchowi Obrony Granic rząd w Polsce wprowadził kontrole na granicy niemieckiej i litewskiej, gdzie Straż Graniczna odnosi już pewne sukcesy i zatrzymuje kurierów z nielegalnymi migrantami.

– Jeżeli okaże się, że Niemcy skorygują swoją politykę i będą chcieli się pozbywać nielegalnych migrantów nie do krajów ościennych, tylko wzmogą powroty i doprowadzą do rzeczywiście masowych powrotów tych, którzy tutaj przebywają nielegalnie, jest szansa na to, żeby powrócić do dobrej, starej strefy Schengen – mówi Maciej Wąsik.

Nielegalna migracja dotyczy nie tylko obszaru ściany wschodniej. Centralna część Morza Śródziemnego pozostaje najbardziej ruchliwym szlakiem migracyjnym UE, na który trafia 39 proc. wszystkich nielegalnych przybyszów (29 340) – tak wynika ze wstępnych danych Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex). Problemem wciąż pozostaje również szlak zachodnio-bałkański, gdzie w pierwszej połowie br. granicę nielegalnie przekroczyło 4930 migrantów, co jednak stanowi spadek o 53 proc. w porównaniu do roku 2024.

– Pierwszym głównym punktem przy zwalczaniu nielegalnej migracji jest walka z przemytnikami i obrona twarda granic morskich i lądowych. Oczywiście ogromny problem jest na Bałkanach, już od 2015 roku szlak bałkański ciągle jest dosyć istotny. Może nie widać tego tak wyraźnie jak w 2015 roku, kiedy napór na granicę węgierską ze strony Serbii był naprawdę potężny, ale ciągle tamtędy jeżdżą kurierzy, ciągle granica Schengen tam nie jest zbyt szczelna – tłumaczy europarlamentarzysta. – Inaczej jest u nas. Zbudowaliśmy zaporę na granicy z Białorusią, tu jest dużo lepiej. Także Finowie pokazują, że można prowadzić twardą politykę, w tym wypadku wobec Rosji i jej prób destabilizacji sytuacji. Właśnie trzeba iść taką drogą: twarda ochrona granic, zapory, ewentualnie zamykanie przejść granicznych, żeby utrudnić drugiej stronie działania – dodaje.

Podkreśla, że w niektórych krajach członkowskich istnieje problem z wykwalifikowanymi pracownikami i tanią siłą roboczą. Lukę zapełniają przybysze spoza Unii Europejskiej, jednak jego zdaniem w przypadku nierespektowania przez nich przepisów migracyjnych konieczne jest podejmowanie zdecydowanych działań.

– Jeżeli przedsiębiorca chce do siebie ściągnąć ludzi, którzy u niego pracowali, należy mu to umożliwić. Natomiast trzeba wprowadzić system, który będzie umożliwiał natychmiastową readmisję w przypadku łamania prawa lub przekroczenia czasu prawa pobytu. Działania państw muszą być niezwykle stanowcze – zaznacza europoseł.

Podkreśla również, że Polska powinna być bardziej otwarta na ściąganie pracowników z krajów ościennych – w szczególności Ukrainy i Białorusi – i regulować przepisy tak, aby dużo łatwiej było dostać wizę pracowniczą, będąc Białorusinem czy Ukraińcem niż obywatelem Bangladeszu czy państw afrykańskich.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/m-wasik-naplyw,p2108720962

Tylko 35 proc. Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ możliwe do osiągnięcia przed 2030 r. Potrzebna ściślejsza współpraca międzynarodowa

0

Jak wynika z raportu ONZ, choć w ciągu ostatniej dekady dzięki dążeniu do realizacji przyjętych celów udało się poprawić życie milionów ludzi na całym świecie, to jednak tempo zmian pozostaje zbyt wolne, by dało się je osiągnąć do 2030 roku. Postęp hamują przede wszystkim eskalacja konfliktów, zmiana klimatu, rosnące nierówności i niewystarczające finansowanie. Jak wynika ze sprawozdania Parlamentu Europejskiego, problemem jest także brak ścisłej współpracy międzynarodowej i sceptyczne podejście niektórych państw ONZ. 

– Cele Zrównoważonego Rozwoju to największy plan, jaki ludzkość kiedykolwiek przygotowała. Sto dziewięćdziesiąt trzy kraje podpisały się pod przygotowanymi Celami Zrównoważonego Rozwoju w różnych dziedzinach naszego życia: począwszy od ochrony zdrowia, przez równość kobiet i mężczyzn, walkę z katastrofą klimatyczną, sprawy związane z dostępem do wody, żywności, aż po rzeczy niezwykle ważne w dzisiejszych czasach jak współpraca międzynarodowa. To wszystko oczywiście pod egidą ONZ-u. Wyznaczyliśmy sobie termin, rok 2030, kiedy chcielibyśmy, żeby jak najwięcej z tych celów zostało osiągniętych – mówi agencji Newseria Robert Biedroń, poseł do Parlamentu Europejskiego z Nowej Lewicy.

„The Sustainable Development Goals Report 2025” wskazuje, że tylko w przypadku 35 proc. SDG, dla których dostępne są dane o trendach, jesteśmy na dobrej drodze do ich osiągnięcia lub wykazujemy umiarkowany postęp. W prawie połowie celów progres jest minimalny, a w 18 proc. odnotowano regres.

 Cele Zrównoważonego Rozwoju mają charakter globalny, czyli wszystkie problemy, z którymi borykają się społeczeństwa na świecie, są tymi celami objęte. Chodzi o to, żebyśmy jako ludzkość, po raz pierwszy zresztą w historii, zaczęli wspólnie, ponadnarodowo, ponadregionalnie, ponadkontynentalnie wszystkie cele wspólnie realizować, na przykład jeśli chodzi o dostęp do wody. Mamy na świecie wieleset milionów ludzi, którzy nie mają dostępu do wody. Naszym celem jest doprowadzić do tego, żeby ludzie nie tylko mieli dostęp do wody, ale żeby tę wodę chronić – mówi Robert Biedroń.

Zadaniem w ramach celu 6 jest zapewnienie do 2030 roku powszechnego i sprawiedliwego dostępu do bezpiecznej wody pitnej po przystępnej cenie, a także do odpowiednich warunków sanitarnych i higienicznych. ONZ szacuje, że do 2050 roku co najmniej co czwarta osoba na świecie będzie mieszkać w kraju dotkniętym chronicznym lub okresowym deficytem wody pitnej. Według danych z ostatniego raportu osiągnięcie SDG 6 – Czysta woda i warunki sanitarne – –wciąż wymaga dużych nakładów finansowych. W 2024 roku 2,2 mln ludzi na świecie nie miało dostępu do wody pitnej, a 3,4 mln pozostawało bez podstawowych udogodnień sanitarnych.

Jak wiemy, także w Polsce są już miasta, także w dzisiejszej rzeczywistości polskiego lata, gdzie w wielu miastach nie ma dostępu do wody, na przykład w Skierniewicach bywa tak, że są dni, kiedy nie ma dostępu do wody. My jako Parlament Europejski pracujemy nad tym, jak usprawnić tę współpracę i doprowadzić do tego, żeby rozwiązywać problemy, z którymi się borykamy – mówi europoseł z Nowej Lewicy.

Raport Eurostatu z 2025 roku, dotyczący postępów w realizacji SDG w UE, wskazuje jednak, że w ostatnich pięciu latach w celu 6 nastąpił regres, podobnie jak w SDG 14: Życie pod wodą, który zakłada ochronę oceanów, mórz i zasobów morskich i ich zrównoważone wykorzystywanie. Znaczący postęp odnotowano tylko w trzech celach: SDG 4: Dobra jakość edukacji, SDG 8: Wzrost gospodarczy i godna praca oraz SDG 10: Mniej nierówności.  

W przyjętym niedawno przez PE sprawozdaniu europosłowie potwierdzili zaangażowanie UE i wsparcie dla dążeń do realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju.

Parlament Europejski przegłosował niezwykle ważny raport, żebyśmy jako Unia Europejska po raz kolejny zadeklarowali nasze zobowiązanie wobec realizacji tych celów, czyli de facto ochrony ludzi przed różnego rodzaju katastrofami. Chodzi o to, żeby w tej rzeczywistości, która dzisiaj staje się coraz bardziej transakcyjna, wymienna, egoistyczna, zamykająca się w swoich granicach narodowych, poszczególne kraje ze sobą współpracowały, rozmawiały, żeby razem rozwiązywały problemy, które są ponadnarodowe. Bo problem suszy w Europie czy problem ubóstwa dzieci to nie jest tylko problem Polski czy Hiszpanii, to jest nasz wspólny problem. Im bliżej będziemy ze sobą przy tym współpracować, im więcej będziemy razem robić, im bardziej będziemy sobie ufać, tym lepiej dla ludzkości – wskazuje Robert Biedroń.

Jak podkreślono w sprawozdaniu, do opóźnień w realizacji SDG przyczyniają się znaczne różnice w postępach między różnymi grupami krajów, zwłaszcza w najbiedniejszych oraz najbardziej podatnych na zagrożenia krajach i regionach. Obecne nierównomierne postępy pogłębia zawieszenie finansowania USAID oraz wprowadzenie cięć w globalnych budżetach pomocowych przez państwa członkowskie UE i inne państwa OECD. Podkreślono także pilną potrzebę współpracy międzynarodowej i zdecydowanych działań transformacyjnych oraz że w kolejnych latach taka współpraca powinna priorytetowo traktować wzmocnienie odporności, stabilności i autonomii krajów partnerskich, zwłaszcza w Afryce, poprzez promowanie możliwości rozwoju gospodarczego i społecznego oraz ponowne skoncentrowanie się na kluczowych priorytetach takich jak żywienie, opieka zdrowotna i edukacja. Autorzy sprawozdania zwracają uwagę na przywódczą rolę UE i jej państw członkowskich w koordynowaniu globalnych wysiłków na rzecz odwrócenia tendencji stagnacji lub regresu oraz ułatwienia i przyspieszenia osiągnięcia SDG.

Oczywiście są dzisiaj kraje sceptyczne, Stany Zjednoczone, Argentyna, które dzisiaj tych zobowiązań nie wykonują w taki sposób, jak byśmy tego oczekiwali, ale to nie znaczy, że Unia Europejska ma zawieść swoich mieszkańców i zostawić ich na niedolę katastrofy klimatycznej, suszy, burzy, ubóstwa, braku wody, nierówności kobiet i mężczyzn, braku dostępu do ochrony zdrowotnej. Tym wszystkim Unia Europejska zajmowała się, zajmuje i musi się zajmować, bo tego oczekują mieszkańcy. Jak państwo zapytacie, co jest dzisiaj najważniejsze dla Polaków, to pewnie większość osób powie, że dostęp do dobrej ochrony zdrowia, bezpieczna przyszłość kolejnych pokoleń, zrównoważony rozwój, jeśli chodzi na przykład o transport publiczny, dostęp do tanich i dobrej jakości lekarstw, tym wszystkim zajmujemy się w ramach Celów Zrównoważonego Rozwoju. O tym wszystkim jest ten raport – wskazuje europoseł. – To jest w naszym interesie, żeby te cele były realizowane, bo jeżeli je porzucimy, to, po pierwsze, nikt nie przedstawił żadnej alternatywy dla Celów Zrównoważonego Rozwoju, a po drugie, nie będziemy w stanie rozwiązywać globalnych problemów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/tylko-35-proc-celow,p1642291546

Kraje dotknięte powodzią z 2024 roku z dodatkowym wsparciem finansowym. Europosłowie wzywają do budowy w UE lepszego systemu reagowania na kryzysy

0

W lipcu Parlament Europejski przyjął wniosek o uruchomienie 280,7 mln euro z Funduszu Solidarności UE na wsparcie sześciu krajów dotkniętych niszczycielskimi powodziami w 2024 roku. Polska otrzyma z tego 76 mln euro, a środki mają zostać przeznaczone na naprawę infrastruktury czy miejsc dziedzictwa kulturowego. Nastroje polskich europosłów związane z funduszem są podzielone m.in. w kwestii tempa unijnej interwencji oraz związanej z nią biurokracji. Ich zdaniem w UE potrzebny jest lepszy system reagowania na sytuacje kryzysowe.

– W zeszłym roku, w październiku, działy się wielkie tragedie, nie tylko w Polsce, ale w wielu państwach Europy. W zeszłym roku Unia Europejska skierowała na pomoc dla Polski 6 mld euro, a w tym roku z Funduszu Solidarności 76 mln. To w porównaniu do poprzedniej kwoty nie robi aż takiego wielkiego wrażenia, ale jest ogromnie ważne. Kiedy dzieje się katastrofa, kataklizm, to bardzo ważne jest, żeby szybko umieć pomóc człowiekowi, całym rodzinom, całym wsiom, często całym regionom, jak się okazało w zeszłym roku – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Mirosława Nykiel, europosłanka z Platformy Obywatelskiej. 

W ubiegłym roku we wrześniu, jeszcze w trakcie powodzi szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała uruchomienie 10 md euro z Funduszu Spójności dla państw dotkniętych tym żywiołem. Przegłosowana w lipcu pomoc to z kolei ponad 280 mln euro z Funduszu Solidarności Unii Europejskiej (FSUE), które trafią do Austrii (42,8 mln euro), Czech (114 mln euro), Polski (76 mln euro), Słowacji (2,1 mln euro) oraz do Bośni i Hercegowiny (45,7 mln euro) i Mołdawii (195 tys. euro). Jako główny unijny instrument pomocy po klęskach żywiołowych FSUE finansuje różne aspekty usuwania skutków powodzi i ochrony ludności dotkniętej katastrofą, czyli np. naprawę uszkodzonej infrastruktury czy budowę infrastruktury, która będzie takim zdarzeniom zapobiegać w przyszłości. FSUE od momentu uruchomienia w 2002 roku zapewnił ponad 9,6 mld euro w reakcji na 136 poważnych kryzysów, w tym 116 klęsk żywiołowych i 20 sytuacji zagrożenia zdrowia, w 24 krajach UE (a także w Wielkiej Brytanii) i czterech krajach kandydujących. Europosłowie w rezolucji stwierdzili, że Komisja powinna znacząco zwiększyć budżet tego funduszu lub jego odpowiednika w nadchodzącej perspektywie finansowej Unii. W nowych wieloletnich ramach finansowych po 2027 roku KE zaproponowała m.in. nowy mechanizm kryzysowy przewidujący pożyczki dla państw członkowskich w wysokości do prawie 400 mld euro, które mają zostać uruchomione w przypadku poważnych kryzysów.

Mamy coraz więcej katastrof, to widać wyraźnie. To są i powodzie, i susze, i pożary, więc trzeba im przeciwdziałać. Musimy być przygotowani do tego dużo bardziej od strony finansowej i narzędzi, które powinny mieć charakter stały. Są już w tej chwili utworzone fundusze, one muszą zostać zasilone środkami – mówi Andrzej Halicki, europoseł z PO. – Na szczęście tutaj solidarność europejska w dalszym ciągu jest niepodważalna, właściwie niepodważana przez nikogo, nawet radykalne ugrupowania. Natomiast klucz jest oczywiście w środkach, które będą temu poświęcone. Dziś nie ma takich stałych funduszy i dużych kwot, które są rezerwą. Najczęściej te działania mają charakter szybkich decyzji, ale związanych z bardzo konkretnymi wydarzeniami. Myślę, że czas na to, żeby stworzyć stałe, duże fundusze poświęcone naprawie szkód, bo tych kataklizmów mamy coraz więcej.

– Fundusz Solidarności jest bardzo dobrym pomysłem, czyli fundusz, na który składają się wszystkie kraje, poprzez wpłaty do budżetu Unii, i który wypłaca pewne zapomogi czy subwencje państwom dotkniętym w sposób znaczący. Należy go jednak poprawić i za tym bym optował nie tylko na poziomie Parlamentu Europejskiego, ale także Komisji. Niesłychana biurokracja doprowadza do sytuacji, że na tę pomoc czeka się długo, a przecież kto szybko pomaga, dwa razy pomaga. Myślę, że należy popracować na tym, żeby te pieniądze były uruchamiane bardzo szybko przynajmniej dla państw, już nie mówię o samorządach i osobach fizycznych – mówi Maciej Wąsik, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. 

Jak podają Wody Polskie, nadal trwają prace nad usuwaniem skutków ubiegłorocznej powodzi i zabezpieczeniem obiektów hydrotechnicznych oraz koryt rzecznych. W tym roku planowana jest realizacja ponad 300 zadań interwencyjnych na wodach powierzchniowych – rzekach i zbiornikach wodnych – które dotknął ubiegłoroczny żywioł. Prace obejmują województwa śląskie, opolskie, dolnośląskie i lubuskie. Do końca 2024 roku na terenach popowodziowych Wody Polskie zrealizowały w sumie 274 zadania o wartości ponad 78 mln zł, których głównym celem było przywracanie bezpieczeństwa mieszkańców, ochrona ich mienia oraz infrastruktury.

– Po to są inwestycje infrastrukturalne, po to są zbiorniki retencyjne, ich budowa, w przypadku Polski kiedyś zatrzymywana, dziś musi ruszyć pełną parą. Na to są środki w KPO. To jest duża pula środków przewidzianych właśnie na ten cel – mówi Andrzej Halicki.

– Na pewno nie wszystko się udało, mimo działań rządu, bo natychmiast powołał pełnomocnika do spraw powodzi. Odbudowujemy tamte regiony, zwłaszcza dolnośląski, ale też nasze województwo śląskie, ale wszystkiego nie damy rady z pieniędzy krajowych odbudować. Bardzo ważne jest też zapobieganie, czyli wyciąganie wniosków z tych kataklizmów, które się dzieją, i budowanie na przyszłość. Do tego wszystkiego są potrzebne pieniądze i bardzo się cieszę, że udało nam się przegłosować Fundusz Solidarnościowy, który kieruje dodatkowe środki – mówi Mirosława Nykiel. – Tutaj Unia Europejska pokazuje, jak wielka jest solidarność i jak wiele możemy razem, dlatego bardzo ważne jest, żeby zaapelować do tych wszystkich, którzy zniechęcają do Unii Europejskiej, nie znając faktycznie sytuacji, albo specjalnie to robią dla własnych celów politycznych, żeby nie mieszali ludziom w głowach, żeby mówili prawdę. Bo bez tych pieniędzy unijnych niewiele moglibyśmy zrobić.

Według przytaczanych przez PE danych z programu monitorowania zmian klimatu Copernicus rok 2024 był najcieplejszym rokiem w historii pomiarów w Europie, ze średnią temperaturą wynoszącą 10,69 st. C. Była ona o 0,28 st. C wyższa niż w poprzednim najcieplejszym roku, 2020. Większość dowodów wskazuje, że wynika to ze wzrostu emisji gazów cieplarnianych spowodowanych działalnością człowieka. Rok 2024 był pierwszym rokiem, w którym średnia temperatura wyraźnie przekroczyła próg wzrostu 1,5 st. C w porównaniu do poziomu sprzed epoki przemysłowej (1850–1900). 

– Żyjemy być może w czasie, kiedy średnia temperatura rośnie, należy oczywiście działać, ale na poziomie lokalnym, a nie na poziomie globalnym. Myślę, że takie tradycyjne podejście do tematu, być może kwestia budowania zbiorników retencyjnych, zbiorników przeciwpożarowych to jest mądra droga, ale nie redukcja CO2, która prowadzi do zapaści gospodarczej. Już to widzimy na przykładzie europejskich gospodarek. Czasami odnoszę wrażenie, że największy interes w tym, żeby Unia Europejska wprowadzała przepisy klimatyczne, mają Chińczycy, bo ich gospodarka rośnie, kiedy redukuje się gospodarka europejska – wskazuje Maciej Wąsik. – Unia jest odpowiedzialna za emisję 8 proc. CO2 na świecie, zredukowanie tego nawet o znaczący procent nie wpłynie znacząco, biorąc pod uwagę, co robią Amerykanie czy Chińczycy.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/kraje-dotkniete-powodzia,p1891903793

Polskie MŚP otrzymają większe wsparcie w ekspansji międzynarodowej. To cel nowej inicjatywy sześciu instytucji

0

Firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw otrzymają kompleksowe wsparcie na potrzeby zwiększania konkurencyjności na arenie międzynarodowej. Taki jest cel wspólnej inicjatywy instytucji zrzeszonych w Grupie PFR pod szyldem Team Poland. Obejmuje ona zarówno wsparcie kapitałowe, w postaci gwarancji, pożyczek czy ubezpieczenia, jak i doradztwo oraz wsparcie promocyjne i informacyjne, dzięki czemu mikro-, małym i średnim firmom łatwiej będzie podjąć decyzję o ekspansji zagranicznej. Pierwszy projekt dotyczy wsparcia dla firm zainteresowanych uczestnictwem w odbudowie Ukrainy.

– To, co słyszymy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, to jest to, że one również chciałyby się rozwijać poza granicami naszego kraju. Nawet aby się rozwinąć w Europie, na naszym europejskim jednolitym rynku, jest ważne, aby być silnym na swoim rodzimym rynku, więc największe szanse mają firmy, które dobrze sobie radzą na polskim rynku. Najłatwiej, i to zresztą widać w naszych danych, wejść do sąsiadów albo w Europie Środkowej, albo w Niemczech. Trudniejszą rzeczą jest ekspansja na przykład za Atlantykiem, czy to w Stanach Zjednoczonych, czy w Kanadzie, ale tutaj też oferujemy instrumenty – i od strony misji handlowych, sam zresztą prowadziłem niedawno misję do Kanady, która szuka nowych partnerów, ale i od strony informacji i finansowania również dla małych i średnich przedsiębiorstw – mówi agencji Newseria Michał Baranowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

Z przytaczanych przez PARP („Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce 2025”) danych GUS wynika, że w 2023 roku 4,9 proc. firm w Polsce sprzedawało wyroby za granicę, a 0,8 proc. – usługi.

– Rola małych i średnich przedsiębiorstw w polskiej gospodarce jest zupełnie kluczowa, to jest największy sektor. Dzisiaj rozmawialiśmy o ekspansji międzynarodowej i tutaj Ministerstwo Rozwoju i Technologii skupia się również na pomocy małym i średnim przedsiębiorcom – mówi Michał Baranowski.

Takim wsparciem ma być dla firm inicjatywa Team Poland, którą tworzy sześć instytucji polskiego systemu rozwoju. Są to: Polski Fundusz Rozwoju, Agencja Rozwoju Przemysłu, Bank Gospodarstwa Krajowego, Polska Agencja Inwestycji i Handlu, KUKE oraz Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. W ramach programu polscy przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z produktów i usług wspierających ekspansję międzynarodową. Rozwiązania są ukierunkowane zarówno na rozwój działalności eksportowej, jak i importowej.

– Team Poland jest nową inicjatywą, jeżeli chodzi o zebranie w jednym miejscu instrumentów, czy to ubezpieczeniowych z KUKE, czy rozwojowych z Banku Gospodarstwa Krajowego, czy innych dofinansowań, jak również elementów informacyjnych i promocyjnych, które proponuje Polska Agencja Inwestycji i Handlu – wyjaśnia wiceminister. – PAIH przekazuje informacje o nowych rynkach, ponieważ w momencie przemian geopolitycznych, geoekonomicznych one się dramatycznie zmieniają.

Jak podkreśla, małe i średnie przedsiębiorstwa do rozwoju potrzebują nie tylko informacji, ale również kapitału – oferowanego przez rynek, jak również i przez państwo czy Grupę PFR. Chodzi m.in. o pożyczki czy gwarancje, a także narzędzia zabezpieczające transakcje.

– To m.in. bardzo ważny element, czyli ubezpieczenie na ekspansję międzynarodową, nawet na tak ryzykownych rynkach jak ukraiński, gdzie KUKE jako jeden z niewielu, jeżeli nie jedyny ubezpieczyciel w Europie, oferuje takie ubezpieczenia – tłumaczy Michał Baranowski.

Jak podkreśla prezes KUKE Janusz Władyczak, instytucja ubezpiecza eksport towarów z Polski do Ukrainy wartości niemal 2 mld zł rocznie, inwestycje bezpośrednie polskich firm oraz projekty w ramach odbudowy.

Kluczowym narzędziem strony internetowej jest interaktywny Asystent Przedsiębiorcy, który umożliwia dopasowanie oferty do indywidualnych potrzeb biznesowych. System generuje spersonalizowany zestaw dokumentów, który uwzględnia m.in. rozwiązania finansowe na preferencyjnych warunkach, instrumenty zabezpieczające transakcje czy też kompleksową wiedzę biznesową. 

 Zachęcałbym małych i średnich przedsiębiorców, aby odwiedzili niedawno stworzoną stronę Team Poland, gdzie w ciągu kilku minut, odpowiadając na pytania, mogą zobaczyć, jakie instrumenty są szczególnie dla nich oferowane przez różnych uczestników Grupy PFR, czy to Banku Gospodarstwa Krajowego, czy KUKE, czy innych członków PFR-u i w ogóle polskiego państwa. Tych instrumentów jest sporo i te pieniądze są naprawdę duże – zachęca wiceminister.

Pierwszą inicjatywą realizowaną przez współpracujące instytucje jest Team Poland dla Ukrainy, czyli program skierowany do firm, które chcą się zaangażować w odbudowę gospodarczą naszego wschodniego sąsiada. Aktualna oferta dla nich obejmuje 35 narzędzi wsparcia biznesu, zarówno finansowych, jak i pozafinansowych, i ma być stopniowo rozszerzana.

Program został przygotowany przed międzynarodową konferencją dotyczącą odbudowy Ukrainy w Rzymie (10–11 lipca). Polski rząd poinformował, że przyszłoroczna, piąta już, edycja Ukraine Recovery Conference odbędzie się właśnie u nas. 

– Polska od dawna sygnalizowała, że jest również zainteresowana organizacją konferencji dotyczącą odbudowy Ukrainy w przyszłości, aby bezpośrednio wpływać na to, jak będzie ona przygotowana – przyznaje Michał Baranowski.  

W czwartek BGK podpisał podczas Ukraine Recovery Conference dwa listy intencyjne, które dotyczą wsparcia polskich przedsiębiorców w realizacji kontraktów w Ukrainie. Pierwszy dokument podpisany z Martą Kos, komisarką UE ds. rozszerzenia, zapowiada zawarcie umowy z KE na kwotę 184,1 mln euro z programu Ukraine Facility. Środki te umożliwią BGK udzielanie polskim przedsiębiorcom kredytów na inwestycje związane z odbudową Ukrainy w sektorach: energetycznym, produkcyjnym i transportowym. Drugi list intencyjny dotyczy powołania wspólnie z analogicznymi instytucjami z Niemiec, Francji i Włoch Europejskiego Funduszu Flagowego na rzecz Odbudowy Ukrainy, który ma łączyć środki prywatne i publiczne angażowane w ten proces.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polskie-msp-otrzymaja,p2001006963

Rośnie liczba i wartość udzielonych konsumentom kredytów gotówkowych. Gorzej mają się kredyty ratalne oraz te udzielane firmom

0

Rynek kredytowy w Polsce co do zasady rośnie, choć nierównomiernie. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że najlepiej rozwija się segment kredytów gotówkowych dla konsumentów. Wartościowo wzrosła też kwota udzielonych limitów w kartach kredytowych. Według prognoz BIK w całym roku wzrośnie wartość zarówno udzielonych kredytów mieszkaniowych, jak i gotówkowych, choć tych pierwszych poniżej inflacji. Wcześniejsze cięcia stóp procentowych przez RPP nie zmieniły tej prognozy.

Nie wszystkie produkty rosną równie szybko. Najszybciej rośnie akcja na kredytach gotówkowych i całkiem nieźle mają się, o dziwo, karty kredytowe, z którymi różnie bywa, i różnego rodzaju produkty limitowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Sławomir Grzelczak, wiceprezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. – Mamy spadki na kredytach hipotecznych, ale to jest związane z tym, że porównujemy okres rok do roku, a w zeszłym roku jeszcze o tej porze była końcówka Bezpiecznego Kredytu 2% i wtedy były takie miesiące, że nawet 10 mld zł hipotek było udzielanych. Teraz jest tego trochę mniej, ale gdyby wyłączyć efekt BK2, to akcja kredytowa na hipotekach ma się dobrze i też rośnie. Odnotowaliśmy spadek na kredytach ratalnych, zakładamy, że jest to raczej zjawisko sezonowe, ale obserwujemy to.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w okresie styczeń–maj br. w porównaniu do analogicznego okresu 2024 roku banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+23,5 proc.). Pozostałe trzy produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, przy czym kredyty ratalne spadły o 26,3 proc., kredyty mieszkaniowe o 10,9 proc., a karty kredytowe  o 2,9 proc. W ujęciu wartościowym większa wartość akcji kredytowej dotyczyła kredytów gotówkowych (+33,1 proc.) oraz limitów przyznanych w kartach kredytowych (+7,6 proc.). Spadki odnotowały kredyty mieszkaniowe (-7,7 proc.) oraz kredyty ratalne (-10,0 proc.).

Z kolei w samym maju 2025 roku w porównaniu do maja 2024 roku w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły mniej tylko kredytów ratalnych (-15,9 proc.). Przyznały natomiast więcej kredytów mieszkaniowych (+23,7 proc.), kredytów gotówkowych (+17,8 proc.) oraz kart kredytowych (+9,6 proc.). Wzrosła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych (+31,2 proc.), gotówkowych (+24,5 proc.) oraz na kartach kredytowych (+22,1 proc.). Ujemną dynamikę wartości odnotowały jedynie kredyty ratalne (-4,5 proc.).

Na pewno bardzo szybko rosnącą częścią rynku jest „buy now, pay later”. To jest produkt niebankowy wprost, ponieważ udzielają go często instytucje pożyczkowe, my je nazywamy BNPL-owe, ale potem bardzo często, w 25 proc. przechodzi w raty. Wtedy czasami staje się w bankach kredytem ratalnym, jeśli banki go przejmą, a czasami zostaje na książce instytucji pożyczkowych i wtedy jest w sektorze pożyczkowym – mówi Sławomir Grzelczak. 

BIK wskazuje, że w ubiegłym roku wartość finansowania „kup teraz, zapłać później” osiągnęła w Polsce poziom 10,8 mld zł, a w I kwartale br. 2,9 mld zł, co stanowiło wzrost o 24,5 proc. w porównaniu do I kwartału ub.r.

Pogarsza się natomiast sprzedaż kredytów dla firm. W pierwszym kwartale br. (dane za drugi kwartał poznamy pod koniec lipca) w porównaniu z pierwszym kwartałem 2024 roku banki udzieliły mniej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (-4,9 proc.) i na niższą kwotę (-2,4 proc.). Jako jedyne dodatnią dynamikę w tym okresie, ale tylko w ujęciu wartościowym, odnotowały kredyty w rachunku bieżącym (+2,1 proc.). Ujemna dynamika wystąpiła w przypadku kredytów inwestycyjnych (-14,9 proc.) oraz obrotowych (-2,1 proc.). W ujęciu liczbowym wszystkie rodzaje kredytów odnotowały spadki: kredyty inwestycyjne (-35,1 proc.), kredyty w rachunku bieżącym (-8,5 proc.) oraz kredyty obrotowe (-6,0 proc.).

Kredyty firmowe są bolączką w Polsce. Rozmawiałem z Rzecznikiem Małych i Średnich Przedsiębiorstw i wiem, że są pomysły dotyczące gwarancji dla małych i średnich firm, żeby one mogły się rozwijać, żeby miały kroplówkę w najtrudniejszym czasie, żeby mogły sięgnąć po kapitał bankowy, który jest względnie tani w porównaniu do kapitału prywatnego – ocenia wiceprezes BIK. – To jest pewnie szansa, trzeba o tym rozmawiać. Potem się zastanawiamy, czemu jest mało inwestycji, a skąd mają być inwestycje, skoro większość małych firm nie ma dostępu do finansowania i de facto upada w pierwszym roku albo w trzech latach działalności.

Jak podkreśla, szczególnie w mniejszych firmach akcja kredytowa jest problemem, dużo lepiej jest w dużych przedsiębiorstwach.

– Od bardzo długiego czasu zwracano uwagę na to, że małe i średnie firmy w Polsce są nisko ukredytowione. To jest między pięć a kilkanaście procent, w zależności od wielkości małej firmy, czyli bardzo mało. Firmy nie dostają kredytów przede wszystkim dlatego, że w bankach procedury wymagają dochodu, a często mała firma go jeszcze nie ma albo ma niski, więc banki pewnie boją się udzielać tej kroplówki i tego nie robią. Wobec tego dosyć dobrze ma się leasing. Branża leasingowa od dłuższego czasu trochę ratuje małe i średnie firmy. Trochę więcej ryzykuje, ale z drugiej strony zawsze jest jakiś przedmiot leasingu, więc w najgorszym razie on jest zabezpieczeniem kredytu – tłumaczy Sławomir Grzelczak.

Zdaniem wiceprezesa BIK, choć obniżki stóp procentowych wpłyną na pobudzenie akcji kredytowej, to nie stanie się to od razu. W maju Rada Polityki Pieniężnej po półtora roku po raz pierwszy obniżyła stopy procentowe, od razu o 50 punktów bazowych. W lipcu dość niespodziewanie dla rynków dokonała drugiego cięcia, tym razem o klasyczne 25 punktów bazowych, a prezes NBP, prof. Adam Glapiński zapowiedział kolejne cięcia, o ile inflacja nie zacznie odbijać, na co, jak zauważył, na razie się nie zanosi. Styczniowe prognozy BIK na rok 2025 zakładają niewielki wzrost wartości sprzedaży kredytów mieszkaniowych o 1,2 proc., do 88,2 mld zł oraz wzrost sprzedaży kredytów gotówkowych o 5,9 proc., do 100,5 mld zł.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rosnie-liczba-i-wartosc,p905829696

Europosłowie za wydłużeniem finansowania krajowych planów odbudowy o 1,5 roku. Apelują o większą przejrzystość wydatków

0

Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF) – uruchomiony po pandemii COVID-19 – wygasa w sierpniu 2026 roku. Europosłowie w przyjętej niedawno rezolucji postulują, by przedłużyć ten termin o 18 miesięcy dla kluczowych projektów bliskich ukończenia. To szczególnie ważne dla Polski, która przez trzy lata – przez spór poprzedniego rządu z Komisją Europejską – miała zablokowany dostęp do środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Jednocześnie rezolucja wzywa do większej przejrzystości wydawanych funduszy.

– Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności jest nowym instrumentem, który wprowadziliśmy bezpośrednio po wybuchu pandemii wywołanej koronawirusem. Działa on inaczej niż pozostałe fundusze, oferując środki na inwestycje, a równolegle państwa członkowskie wdrażają reformy, aby wzmocnić swoją pozycję, wesprzeć gospodarkę, unowocześnić edukację i opiekę zdrowotną. Jest to nowy instrument, którego wprowadzenie zajęło dużo czasu, są więc opóźnienia we wszystkich państwach członkowskich, w niektórych większe, w innych mniejsze – mówi agencji Newseria Siegfried Mureşan, poseł do Parlamentu Europejskiego z Rumunii, wiceprzewodniczący Grupy Europejskiej Partii Ludowej i współsprawozdawca PE ds. Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności.

W rezolucji przyjętej na czerwcowym posiedzeniu 421 głosami PE podkreśla potrzebę wydłużenia terminu realizacji projektów w ramach krajowych planów odbudowy. Chodzi o te inwestycje, które na dzień wygaśnięcia instrumentu – czyli 31 sierpnia 2026 roku – będą na zaawansowanym etapie realizacji i uzyskają zgodę Komisji Europejskiej.

Obecnie tylko jedno państwo członkowskie – Włochy – otrzymało sześć wypłat środków z Komisji Europejskiej. Trzy państwa członkowskie skorzystały z pięciu płatności, kilka z czterech. Dziewięć państw członkowskich otrzymało trzy płatności, a sześć odebrało dwie, jedną lub zero wypłat – wymienia Siegfried Mureşan. – Dodatkowe 18 miesięcy na pomyślne zakończenie Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności to korzyść dla wszystkich państw członkowskich.

Europosłowie podkreślili w rezolucji, że zbyt krótki czas na realizację projektów ze środków RRF stanowi ryzyko, że inwestycje na dużą skalę nie zostaną ukończone, podobnie jak kluczowe dla poszczególnych państw reformy. Parlamentarne Komisje Budżetowa oraz Gospodarcza i Monetarna sporządziły wspólne sprawozdanie oceniające wdrożenie RRF. Wynika z niego, że na dzień 3 czerwca 2025 roku wypłaty w ramach RRF wyniosły 316 mld euro (49 proc. puli środków). 31 proc. kamieni milowych i wartości docelowych uznano za zrealizowane, a kolejne 22 proc. zostało zgłoszone przez państwa członkowskie jako ukończone.

– Dla Polski niestety przez niemal trzy lata Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności był zamrożony i zablokowany ze względu na naruszenia wartości europejskich i przepisów UE przez poprzedni antyeuropejski rząd. Byłoby więc sprawiedliwe również dla Polski, aby przedłużyć działanie instrumentu o 1,5 roku, aby przy obecnym efektywnym, proeuropejskim rządzie zyskać więcej czasu i dostęp do wszystkich funduszy. Chodzi o to, by obywatele Polski nie cierpieli z powodu zablokowania środków na trzy lata w wyniku niewłaściwego postępowania poprzedniego rządu – ocenia współsprawozdawca PE ds. RRF.

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej poinformowało 24 czerwca, że do tej pory zawarto prawie 750 tys. umów z beneficjentami w sumie na blisko 121,5 mld zł, co stanowi nieco ponad 46 proc. całej alokacji KPO dla Polski. W części dotacyjnej umowy opiewają na kwotę ponad 67 mld zł (60,1 proc. alokacji), a w części pożyczkowej – na 54,3 mld mln zł (36,2 proc. alokacji). Rada UE niedawno formalnie zatwierdziła rewizję polskiego KPO, która zakłada m.in. utworzenie Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności w wysokości 25 mld zł. Środki te mają trafić na budowę infrastruktury ochrony cywilnej, np. schronów, rozbudowę przemysłu zbrojeniowego oraz budowę i remonty infrastruktury podwójnego zastosowania, a także cyberbezpieczeństwo. MFiPR zapowiada, że w lipcu przeprowadzi czwartą rewizję KPO, a we wrześniu do Polski trafi 26,3 mld zł z czwartego i piątego wniosku o płatność. Na jesień zaplanowało złożenie dwóch kolejnych wniosków o płatność.

Utworzony w 2021 roku RRF jest głównym narzędziem inwestycyjnym Next Generation EU, instrumentu, który jest odpowiedzią UE na pandemię COVID-19 i wynikające z niej trudności gospodarcze. Jego budżet to 650 mld euro w formie dotacji i pożyczek. Państwa członkowskie mogą z niego finansować reformy i inwestycje w odbudowę, które przyczyniają się do realizacji priorytetów politycznych UE, czyli m.in. transformacji ekologicznej i cyfrowej. Rezolucja PE podkreśla stabilizujący wpływ RRF na państwa członkowskie i UE w czasach niepewności gospodarczej i politycznej.

Kiedy uruchomiono Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, był rok 2020, czyli przed bezprawną i nieuzasadnioną inwazją rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainę. Priorytety były wtedy nieco inne, ale udało nam się je dostosować i ująć w nim specjalny filar dla projektów związanych z energetyką, które ograniczyłyby zależność od Rosji. podniosłyby wydajność energetyczną i wzmocniły wzajemne połączenia w tym zakresie. Jestem przekonany, że przejście na gospodarkę cyfrową, projekty zmniejszające naszą zależność energetyczną i tym samym ograniczające koszty energii oraz projekty o podwójnym zastosowaniu – cywilnym i wojskowym – które chronią obywateli Europy, powinny być priorytetem przez pozostały okres – wskazuje Siegfried Mureşan.

PE wzywa więc do przeglądu sposobu, w jaki niewykorzystane jeszcze fundusze z krajowych planów odbudowy mogą wspierać nowe priorytety, czyli m.in. wzmocnienie konkurencyjności oraz zdolności obronnych, a także do realizacji większej liczby inwestycji transgranicznych i wielonarodowych, np. kolei dużych prędkości. Kolejny apel dotyczył większej przejrzystości i identyfikowalności funduszy UE, a także zmniejszenia ryzyka podwójnego finansowania. Współsprawozdawcy podkreślają, że może temu służyć wdrożenie zintegrowanego i interoperacyjnego systemu informatycznego i systemu eksploracji danych we wszystkich państwach członkowskich, a także otwartej platformy zawierającej dane odbiorców końcowych. Wezwali również do zwiększenia roli PE w celu zapewnienia odpowiedniej kontroli.

Unia Europejska obecnie wydaje więcej niż kiedykolwiek środków z budżetu UE i Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Oznacza to konieczność wzmożonej kontroli i przejrzystości. Europejski Trybunał Obrachunkowy, Prokuratura Europejska i Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) powinny zostać wzmocnione, muszą uzyskać więcej kompetencji – postuluje członek Komisji Gospodarczej i Monetarnej w PE. – Szczególnie Prokuratura Europejska, która jest nową instytucją utworzoną w ostatnich latach, potrzebuje więcej personelu i zwiększenia budżetu, bo więcej osób powinno się zajmować badaniem nieprawidłowości i potencjalnych oszustw.

Europosłowie w rezolucji domagają się wyraźniejszych powiązań między kamieniami milowymi, celami i faktyczną realizacją projektów. Opowiadają się także za publikacją informacji na temat zaangażowanych firm, w tym wykonawców i podwykonawców, oraz ich ostatecznych właścicieli.

– Jako przedstawiciele Parlamentu Europejskiego zabiegamy o to, aby wszystkie rządy publikowały pełną listę beneficjentów końcowych. Chcemy wiedzieć, że środki są właściwie wydawane i na co są przeznaczane. W przypadku budowy autostrady nie można stwierdzić, że beneficjentem końcowym jest Ministerstwo Transportu, potrzebne są dokładne informacje, która firma realizowała zamówienie i kto był podwykonawcą. Chcemy wiedzieć dokładnie, gdzie trafiły pieniądze we wszystkich państwach członkowskich – podkreśla Siegfried Mureşan.

Jak podkreślają europosłowie, trzeba przyspieszyć realizację projektów, ograniczyć biurokrację i pomóc beneficjentom. Wezwano Komisję do przyspieszenia ocen wniosków o płatność, a państwa członkowskie – do przyspieszenia realizacji poprzez priorytetowe traktowanie zaawansowanych projektów. W sprawozdaniu wyrażono obawy dotyczące spłaty długu w ramach Next Generation EU (przewidywanego na 25–30 mld euro rocznie od 2028 roku) w kontekście braku porozumienia w sprawie nowych zasobów własnych UE. Pełna spłata pożyczek powinna nastąpić do 31 grudnia 2058 roku.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/europoslowie-za,p1542068181

Uchodźcy z Ukrainy pomogli wygenerować 2,7 proc. PKB Polski w 2024 roku. Napływ nowych pracowników znacznie zmienił polski rynek pracy

0

Uchodźcy z Ukrainy coraz lepiej radzą sobie na polskim rynku pracy – pracuje 69 proc. z nich – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Deloitte dla UNHCR. Jednocześnie wciąż w tym obszarze jest wiele wyzwań, w tym bariery językowe czy kwestie dotyczące uznawania kwalifikacji, np. w zawodach medycznych i prawniczych. Na rosnącej aktywności zawodowej Ukraińców mocno skorzystała polska gospodarka, ale też sam rynek pracy: wzrosła konkurencja, a Polacy uzyskali możliwość specjalizacji i objęcia stanowisk menedżerskich, eksperckich i technicznych.

Od lutego 2022 roku, czyli po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, Polska doświadczyła masowego napływu ukraińskich uchodźców. Według raportu „Analiza wpływu uchodźców z Ukrainy na gospodarkę Polski” liczba osób posiadających PESEL UKR w lutym br. wyniosła mniej niż 1 mln, ale w miesiącach po wybuchu wojny było ich ponad 2 mln. Część z nich już wróciła do domu lub przeniosła do innego kraju. Uchodźcy to nie tylko pracownicy, ale również przedsiębiorcy, a ich coraz większa aktywność zawodowa na polskim rynku pracy jest dobrze widoczna.

– W ciągu ostatniego roku stopa zatrudnienia uchodźców wzrosła z 61 do 69 proc. Cały czas jest trochę poniżej stopy zatrudnienia Polaków, ale ta luka się zmniejsza. Jednocześnie widzimy też, że mediana wynagrodzeń, czyli w uproszczeniu przeciętne wynagrodzenie uchodźców, także rośnie. W ciągu roku wzrosło z niewiele ponad 3 tys. zł netto do 4 tys. zł. Tutaj też cały czas mówimy o 15–20-proc. luce w stosunku do pracowników polskich, ale co ważniejsze, ta luka się zmniejsza – mówi agencji Newseria dr Aleksander Łaszek, lider zespołu analiz ekonomicznych w Deloitte.

Raport Deloitte i UNHCR wskazuje, że szybki dostęp do rynku pracy i swoboda wyboru miejsca pobytu pozwoliła uchodźcom we własnym zakresie szukać miejsc, gdzie mogliby się utrzymać. To w połączeniu z niskim bezrobociem, niedoborem pracowników w Polsce i elastycznością polskiego rynku pracy, a także z bliskością kulturową, przyczyniło się do uniknięcia kryzysu migracyjnego.

– Z jednej strony napływ ponad 0,5 mln osób na rynku pracy zwiększył konkurencję, co samo w sumie mogłoby doprowadzić do pewnego zwolnienia wzrostu płac Polaków. Ale z drugiej strony dzięki tak dużej liczbie nowych pracowników, nowych talentów i umiejętności Polacy dostali możliwość specjalizacji, wyższej produktywności. Widzimy więcej Polaków na stanowiskach menedżerskich, eksperckich, technicznych. Jak widzimy w danych, ten drugi efekt przeważył, dostosowaliśmy się i tam gdzie jest więcej uchodźców, tam płace Polaków i zatrudnienie Polaków rosło szybciej, właśnie dzięki temu, że umieliśmy się dostosować – podkreśla ekspert Deloitte.

Raport wskazuje, że aktywizacja zawodowa grupy uchodźców znacząco wpłynęła na rynek pracy. Jednym z aspektów jest zatrudnienie wśród kobiet.

– Wśród uchodźców uciekających przed wojną przeważały kobiety, więc naturalnie mogła się pojawić obawa, że tak duża liczba kobiet na rynku pracy będzie wypychać polskich pracowników, a przede wszystkim kobiety z profesji, gdzie ich odsetek jest wyższy. Jednak nie widzimy tego w danych, wręcz przeciwnie, od 2022 roku widzimy cały czas stały wzrost stopy zatrudnienia wśród polskich kobiet – wyjaśnia dr Aleksander Łaszek. – To nie powinno dziwić, bo w świetle badań z innych krajów widzimy, że rynek pracy się dostosowuje. Napływ uchodźców z jednej strony pozwala kobietom na większą specjalizację, ale z drugiej strony też czasem nawet pozwala na aktywizację zawodową. Lepszy dostęp do usług opieki nad dziećmi, do usług sprzątania i innych usług wspierających prowadzenie gospodarstwa domowego czasem jest tym czynnikiem, który ułatwia im wejście na rynek pracy.

Jak podkreśla, stopa zatrudnienia uchodźców w Polsce bardzo pozytywnie się wyróżnia na tle innych krajów. To ma duży wpływ na wyniki całej gospodarki.

– Za sprawą tego, że Polska umożliwiła uchodźcom podejmowanie pracy i zakładanie firm, wygenerowali oni 2,7 proc. polskiego PKB – mówi Kevin Allen, przedstawiciel Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w Polsce.

Raport wskazuje na postępy integracji uchodźców na rynku pracy, ale jednocześnie wskazuje obszary do poprawy. Mimo że uchodźcy przeciętnie są lepiej wykształceni od Polaków, trzy razy rzadziej (12 proc. Ukraińców do 37 proc. Polaków) pracują w zawodach wymagających wyższego wykształcenia, takich jak m.in. menedżerowie, profesjonaliści czy technicy. Czasem jest to nieuniknione z uwagi na przeszkody prawne.

– Czasem wynika to z barier językowych. Mniej niż 20 proc. uchodźców mówi płynnie po polsku, a jednocześnie widzimy w badaniach, że płynna znajomość języka polskiego przekłada się na płacę miesięczną o 700 zł netto większą i wyższe wpływy podatkowe dla Skarbu Państwa czy na sektor finansów publicznych. Są problemy z dostępem do niektórych zawodów, gdzie poza kwalifikacjami są wymagania dotyczące obywatelstwa, a czasem to też wymaga czasu, kontaktów biznesowych, lepszego poznania nowych warunków – mówi dr Aleksander Łaszek.

– Ze względu na wymagania w zakresie uznawania kwalifikacji obowiązujące w niektórych przypadkach, na przykład w zawodach medycznych, uchodźcy nie są w stanie podejmować pracy, która odpowiada ich poziomowi wykształcenia. Mamy nadzieję, że w miarę upływu czasu będą oni mogli rozwijać znajomość języka polskiego, ale także uzyskiwać certyfikację w określonych zawodach, aby móc wykorzystać swoje umiejętności – mówi Kevin Allen. – W Polsce jest wielu księgowych, prawników i lekarzy, którzy zajmują się sprzątaniem pokoi hotelowych lub pracują w restauracjach, ponieważ tam mogą dostać pracę. Te osoby chcą pracować i pracują, płacą podatki i składki na ubezpieczenie społeczne, ale jednym z naszych głównych celów jest umożliwienie im wykorzystania ich umiejętności, ponieważ w ten sposób będą mieć jeszcze większy wkład w polską gospodarkę, odprowadzą więcej podatków i składek na ubezpieczenie społeczne.

Raport wskazuje, że likwidacja nawet tylko połowy istniejących luk mogłaby przynieść znaczące korzyści makroekonomiczne – co najmniej 6 mld zł rocznie. Są to i tak ostrożne szacunki uwzględniające jedynie bezpośrednie korzyści dla pracowników. Polska może pomóc uchodźcom z Ukrainy w podjęciu pracy w zawodach, w których mogą wykorzystać swoje kwalifikacje. Rząd prowadzi już programy wspierające naukę języka polskiego na poziomie średnio zaawansowanym, a osiągnięcie przez Ukraińców biegłej znajomości wymaga dalszych inwestycji – nie tylko ze strony władz, ale też sektora prywatnego. Jednocześnie, jak podkreślają eksperci, uchodźcy z grup wrażliwych nadal potrzebują szczególnego wsparcia ze strony państwa.

– Jednym z działań, jakie podejmujemy, ściśle współpracując z regionami i miastami, jest nawiązywanie kontaktów z sektorem prywatnym, z firmami, które zatrudniają uchodźców, i organizowanie targów pracy. W ciągu ostatnich trzech lat zorganizowaliśmy niezliczoną liczbę targów – nie tylko dla uchodźców, ale także dla obywateli polskich. Podczas targów zarówno Polacy, jak i uchodźcy mają dostęp w jednym miejscu do setek firm i możliwości rynkowych – dodaje przedstawiciel Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w Polsce.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/uchodzcy-z-ukrainy,p1511489537

Branża materiałów budowlanych ostrzega przed rosnącym importem ze Wschodu. Rząd zapowiada działania w tym kierunku

0

Polscy przedstawiciele branży materiałów budowlanych są zaniepokojeni skalą importu wyrobów spoza Unii Europejskiej. Postępujące uzależnienie europejskiego rynku od dostaw z krajów o niższych standardach środowiskowych, pracowniczych i jakościowych skutkuje nie tylko osłabieniem jego konkurencyjności, spadkiem krajowej produkcji i redukcją miejsc pracy, ale również ucieczką emisji CO2. Branża apeluje więc o wprowadzenie zmian w zakresie handlu, w tym o wyrównanie stawek celnych na materiały budowlane. Rząd zapowiada podjęcie działań, które będą wspierać krajową branżę.

Przełom ostatniej dekady to okres dynamicznego wzrostu importu materiałów budowlanych spoza Unii Europejskiej, zwłaszcza ze Wschodu. Jego część pochodzi z krajów objętych sankcjami, czyli Rosji i Białorusi, część jest subsydiowana przez państwa, z których podchodzą, co zaburza równą konkurencję na rynku.  

Rząd dostrzega to wyzwanie, jakim jest napływ produktów z krajów wschodnich, gdzie nie zawsze spełniane są nasze standardy, gdzie kwestie środowiskowe i pracownicze nie są tak mocno brane pod uwagę. Na pewno jest to coś, czym musimy się zająć. Są branże, które są tą sprawą dotknięte w sposób bardzo wyraźny, np. producenci cementu w Polsce. Widzimy więc, że to jest wyzwanie, z którym trzeba będzie się w najbliższym czasie zmierzyć – mówi agencji Newseria Ignacy Niemczycki, sekretarz stanu w KPRM.

Przed skutkami dynamicznie rosnącego importu ostrzegają m.in. producenci cementu. Surowiec z Ukrainy w ubiegłym roku stanowił 28,5 proc. rynku, podczas gdy dekadę temu udział wynosił 0 proc. Import rośnie także w obszarze produktów stalowych, drewnianych oraz innych materiałów budowlanych. Dla przykładu udział Białorusi w imporcie tafli, płyt, płytek i bloków z 0 proc. w 2015 roku wzrósł do prawie 58 proc. w 2024 roku. Podobna sytuacja dotyczy produktów bitumicznych, gdzie przed sankcjami import z samej Rosji stanowił ponad 75 proc. całego importu wyrobów z asfaltu w rolkach.

Wzrost importu wyrobów budowlanych spoza Unii Europejskiej jest różny w różnych grupach wyrobów. Są grupy, które cierpią z tego tytułu bardziej. Na pewno są wśród nich producenci płytek ceramicznych, którzy bardzo wyraźnie obserwują, że ten import rośnie, np.  z Indii – mówi Szymon Firląg, prezes Związku Pracodawców – Producentów Materiałów dla Budownictwa.

Jak podkreśla, wpływ rosnącego importu może być krytyczny dla poszczególnych branż.

– Są tacy producenci, którzy ciągle się borykają z dosyć małym wzrostem inwestycji. Rynek budowlany nie rozkręcił się z powrotem, tych inwestycji, jeżeli chodzi o nowe budownictwo albo remonty, nie ma aż tak dużo. Niektóre dane pokazują, że wzrosty sprzedaży pewnych wyrobów na rynku w zeszłym roku zostały pokryte przez import, czyli producenci krajowi nie skorzystali na tym, tylko wyłącznie importerzy, którzy zwiększyli swój eksport. Jeżeli taka tendencja będzie rosła, to zagrożenie dla tych producentów jest bardzo duże – ocenia Szymon Firląg.

Jak podkreśla Ignacy Niemczycki, rząd dysponuje narzędziami, które mogą pomóc w rozwiązaniu tego problemu. Jednym z nich jest ograniczenie preferencyjnych ceł na materiały budowlane. 

 Najważniejsze jest wprowadzenie uczciwych warunków konkurencji, czyli jeżeli producenci ze Wschodu są subsydiowani, to wtedy musimy na to zareagować tak, żeby te warunki konkurencji były równe – mówi przedstawiciel Kancelarii Premiera.

Reprezentanci branży materiałów budowlanych są zgodni co do tego, że konieczne jest wprowadzenie zmian w zakresie handlu z krajami spoza UE. Pod koniec czerwca Związek Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa organizuje spotkanie w Brukseli z udziałem europosłów i przedstawicieli Komisji Europejskiej, podczas którego będziemy kontynuować rozmowy na temat europejskiej polityki celnej.

 Musimy wyrównać stawki celne, musi nastąpić równowaga celna pomiędzy Unią Europejską i krajami spoza Unii Europejskiej – mówi Konrad Machula, prezes Stowarzyszenia Producentów Pap.

Obowiązujące cła importowe do Unii Europejskiej na produkty bitumiczne z Rosji i Białorusi, w tym papy, wynoszą 0 proc. Ich eksport z Unii natomiast objęty jest 12-proc. stawką, co stawia europejskich producentów w niekorzystnej sytuacji. Branża apeluje więc o przywrócenie równowagi celnej i wprowadzenie ceł ochronnych na kluczowe dla gospodarki UE materiały budowlane pochodzące spoza Unii.

Druga zmiana, która musi nastąpić, to kraje obrzeżne, takie jak Polska, powinny mieć znacznie większy głos w regulacjach i zmianach stawek celnych. My znacznie szybciej i intensywniej widzimy skutki, jeżeli są nierównowagi celne, jeżeli biznes nie potrafi sobie poradzić z importem, agresywną polityką importu graczy trzecich – podkreśla prezes Stowarzyszenia Producentów Pap.

Obecne mechanizmy wymagają zebrania poparcia co najmniej 20 proc. całego unijnego sektora oraz wszczęcia wieloletniego postępowania wyjaśniającego, co w praktyce daje nieuczciwym konkurentom nawet trzy–cztery lata swobodnego działania bez konsekwencji. W ocenie uczestników konferencji „Bezpieczeństwo gospodarcze UE”, która odbyła się na PGE Narodowym w Warszawie, sytuacja ta wymaga pilnej reformy.

– Mamy też możliwości działań na poziomie krajowym. Bardzo duża część zużycia cementu to są zamówienia publiczne i branża cementowa mówi dzisiaj wyraźnie: zabiegajmy o to, żeby zazielenić zamówienia publiczne, ponieważ dzisiaj ślad węglowy cementu produkowanego w Polsce jest zdecydowanie niższy niż ślad węglowy cementu produkowanego na Wschodzie. Najpierw musimy spojrzeć na możliwość rozwiązań na poziomie krajowym, a potem szukać tych jednak trudniejszych rozwiązań na poziomie unijnym – mówi Ignacy Niemczycki.

Podczas konferencji przedstawiciele poszczególnych segmentów produkcji budowlanej wskazywali także, że niezbędne jest skuteczne wykorzystanie unijnych Instrumentów Ochrony Handlu (TDI), takich jak cła antydumpingowe i antysubsydyjne, w odpowiedzi na nieuczciwe praktyki handlowe stosowane przez producentów spoza UE.

– Oczekujemy jednego silnego głosu zarówno ze strony polskiego rządu, jak i ze strony polskich przedstawicieli w strukturach Unii Europejskiej, w Parlamencie Europejskim czy w Komisji Europejskiej, żeby oni wspólnie, plus jeszcze oczywiście stowarzyszenia branżowe, lobbowali za pewnymi rozwiązaniami w ośrodkach decyzyjnych na poziomie Komisji Europejskiej, gdzie podejmuje się decyzje o cłach, polityce, bezpieczeństwie gospodarczym Unii Europejskiej – podkreśla Szymon Firląg.

– Decyzje w sprawie polityki handlowej zapadają w Brukseli, ale zapadają z udziałem przedstawicieli Polski, którzy wspólnie z przedstawicielami innych krajów unijnych wspólnie decydują o tym, na jakich zasadach Unia handluje z całym światem. Polska ma więc szansę współtworzyć politykę całej UE względem m.in. Stanów Zjednoczonych czy Chin – mówi Katarzyna Smyk, dyrektorka Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, odnosząc się do zarzutów, że Polska, wstępując do UE, pozbawiła się sprawczości w sprawach handlowych.

Jak podkreśla, to właśnie wielkość unijnego rynku i pozycja UE w globalnym handlu daje nam przewagę i pozwala dywersyfikować zarówno rynki eksportowe, jak i importowe.

– Chcę zapewnić, że głos Polski jest słyszalny w Europie. Ten głos reprezentują ministrowie, przedstawiciele administracji np. na posiedzeniach Rady ds. Handlu. Szeroko zachęcam do zaangażowania się w tę debatę, do włączania się przedsiębiorstw w różne formy stowarzyszeń branżowych, które często mają swoje przedstawicielstwa w Brukseli, żeby promować swoje interesy nie tylko poprzez resorty w Polsce, nie tylko przez Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Warszawie, ale również bezpośrednio w Brukseli. Jest tu jeszcze przestrzeń do intensyfikacji, bo dzięki takiemu zaangażowaniu współtworzymy rozwiązania europejskie – podkreśla Katarzyna Smyk.

Wśród innych postulatów branży dotyczących całego unijnego rynku jest przyspieszenie pełnego wdrożenia mechanizmu dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO₂ (CBAM) i rozszerzenie go na wszystkie materiały budowlane wysokoemisyjne. Mechanizm ten powinien uwzględniać pełne koszty środowiskowe związane z produkcją importowanych materiałów, w tym emisje związane z transportem. Kluczowe jest również usprawnienie systemu weryfikacji emisyjności produktów importowanych, aby zapobiec potencjalnym nadużyciom i obchodzeniu przepisów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/branza-materialow,p777904091