Strona główna Blog Strona 70

Ministerstwo Finansów chce przyspieszyć rozwój zielonych obligacji komunalnych i korporacyjnych. Pracuje nad ułatwieniami dla emitentów

0

Zielone obligacje cieszą się rosnącą popularnością. Z tego rodzaju finansowania dłużnego coraz śmielej korzysta sektor prywatny, jak i publiczny – rządy, samorządy i spółki komunalne. Polska jako pierwszy kraj na świecie wyemitowała już w 2016 roku zielone obligacje skarbowe, które spotkały się z olbrzymim zainteresowaniem, a do tej pory miały miejsce już cztery takie emisje. – Chcemy przekuć ten sukces również na rozwój segmentu zielonych obligacji komunalnych i korporacyjnych. Przygotowujemy analizę dotyczącą tego, jak możemy to zrobić i jakich narzędzi użyć, aby ten rynek się w Polsce rozwijał – mówi Katarzyna Szwarc, pełnomocniczka rządu ds. strategii rozwoju rynku kapitałowego w MF. Jak zapowiada, wyniki tych analiz mogą się pojawić jeszcze przed końcem tego roku.

Jak podkreślają autorzy raportu „Zielone finanse w Polsce 2021”, przygotowanego przez UN Global Compact Network Poland wraz z partnerami i ministerstwami, zrównoważone finanse to jeden z  najbardziej dynamicznych trendów na rynkach finansowych w ostatnich kilku latach. Przytaczane dane agencji Bloomberg wskazują, że wartość aktywów o zrównoważonym profilu osiągnie na koniec 2021 roku prawie 40 bln dol., a do końca 2025 roku będzie to już 53 bln dol., czyli 1/3 wszystkich globalnych aktywów finansowych.

– Na kanwie dyskusji o zrównoważonym finansowaniu coraz częściej spotykam się z poglądem, że to sektor bankowy czy fundusze inwestycyjne są odpowiedzialne za dekarbonizację gospodarki. Jednak celem tego nowego trendu nie jest przerzucenie odpowiedzialności za wypełnienie celów klimatycznych na instytucje sektora finansowego. Zadaniem dla rządu jest tworzenie takich ram politycznych i regulacyjnych, aby te cele wypełnić – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Szwarc. – Chcemy zapewnić spójność przepływów kapitału prywatnego z celami polityki klimatycznej, zapewnić takie ramy, żeby fundusze płynące ze strony prywatnych inwestorów trafiały tam, gdzie są najbardziej potrzebne w kontekście celów klimatycznych.

Raport „Zielone finanse w Polsce 2021” przytacza szacunki Europejskiego Banku Inwestycyjnego, z których wynika, że aby osiągnąć cele polityki klimatycznej w samych systemach energetycznych do 2030 roku, Europa będzie potrzebować dodatkowych inwestycji rzędu ok. 350 mld euro rocznie. Kolejne 130 mld euro będzie potrzebne na inne cele środowiskowe. Te kwoty mogą się okazać jeszcze wyższe, bo Komisja Europejska w połowie lipca br. ogłosiła pakiet legislacyjny Fit for 55, w którym cel dotyczący redukcji emisji w perspektywie do 2030 roku został podniesiony z 40 do co najmniej 55 proc. Ma to pozwolić UE na osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku i wypełnienie założeń Europejskiego Zielonego Ładu. Szefowa KE Ursula von der Leyen już jesienią ub.r. ogłosiła, że 30 proc. z 750 mld euro budżetu instrumentu Next Generation EU zostanie pozyskane z zielonych obligacji, a 37 proc. środków zostanie zainwestowanych w cele Europejskiego Zielonego Ładu.

– Zielone i zrównoważone obligacje są instrumentem, który na całym świecie rozwija się najbardziej dynamicznie. Te instrumenty umożliwiają skierowanie środków, pozyskanych w drodze emisji długu, na cele klimatyczne i projekty związane z dekarbonizacją. Polska była pierwszym krajem na świecie, który wyemitował zielone obligacje skarbowe – mówi pełnomocniczka rządu ds. strategii rozwoju rynku kapitałowego w MF.

Zielone obligacje (green bonds) to hit inwestycyjny kilku ostatnich lat. Niewiele różnią się od klasycznych, za wyjątkiem celu emisji – jest nim pozyskanie środków na projekty związane z ekologią i ochroną środowiska. Inwestorzy aktywnie szukają takich papierów, ponieważ polityka korporacyjna czy CSR-owa wręcz nakazuje im lokować określony procent kapitału właśnie w inwestycje związane z ekologią i ochroną środowiska.

W 2016 roku Polska – jako pierwszy kraj na świecie – wyemitowała własne zielone obligacje na kwotę 750 mln euro na sfinansowanie ulg i dotacji dla firm wytwarzających zieloną energię. Dwa lata później dokonała kolejnej emisji zielonych obligacji o wartości 1 mld euro. Jak podało Ministerstwo Finansów, po raz kolejny spotkała się ona z olbrzymim zainteresowaniem, inwestorzy chcieli kupić papiery o wartości aż 3,25 mld euro. Sukces okazał się na tyle duży, że resort zapowiedział nową emisję raz na rok.

Od tamtego czasu miały miejsce już cztery takie emisje. Natomiast teraz chcielibyśmy przekuć ten sukces w rozwój segmentu zielonych obligacji komunalnych i korporacyjnych. W Ministerstwie Finansów – w ramach realizacji Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego – przygotowujemy analizę dotyczącą tego, jak możemy to zrobić i jakich narzędzi użyć, aby ten rynek się w Polsce rozwijał – zapowiada Katarzyna Szwarc. – Patrzymy na koszty takich emisji oraz na ewentualne trudności, które emitenci takich obligacji napotykają. Patrzymy też na zagraniczne rynki i staramy się z nich czerpać. Mam nadzieję, że wyniki i wnioski z tej analizy uda się zaprezentować do końca roku.

Jak wynika z przytaczanych w raporcie „Zielone finanse w Polsce 2021” danych Climate Bonds Initiative, wartość wyemitowanych dotąd na świecie zielonych obligacji sięgnęła w 2020 roku 1,1 bln dol., a obligacji społecznych i zrównoważonych odpowiednio 317 mld dol. i 316 mld dol. Inne popularne instrumenty powiązane z celami zrównoważonego rozwoju to zielone kredyty i fundusze inwestycyjne. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ministerstwo-finansow,p1308630702

Relacja z Thursday Gathering 9.09.21

0

Thursday Gathering, organizowany przez Venture Cafe, to centralny event networkingowy dla lokalnej społeczności innowatorów. Wydarzenie łączy przedsiębiorców, startupy, korporacje, inwestorów, ekspertów, naukowców, studentów i organizacje pozarządowe w jednym miejscu. Dużą wartością dodaną jest nowoczesny networking (formaty, które umożliwiają żywą dyskusję i wzajemne uczenie się) oraz łączenie talentów, pomysłów i kapitału w jednym miejscu. Wydarzenia są otwarte i darmowe. Odbywają się w każdy czwartek do District Hall (bud. Varso 2), Chmielna 73 o 17:00.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/relacja-z-thursday,p1999857427

Nowe otwarcie w światowym handlu. Firmy zmieniają łańcuchy dostaw i strategie zamówień

0

Ostatnie półtora roku okazało się punktem zwrotnym dla światowego handlu. Mimo że pandemiczne zakłócenia nie były tak brzemienne w skutkach, jak się początkowo spodziewano, to i tak dla wielu przedsiębiorstw stały się okazją do zrewidowania strategii zamówień, produkcji i dystrybucji. W efekcie dziś dywersyfikują dostawców i ryzyko, często skracając łańcuchy dostaw. Także państwa przygotowują się na nowe otwarcie w światowym handlu – nowe przepisy w USA czy UE mają zagwarantować, że kluczowe dla gospodarki półprzewodniki będą produkowane lokalnie, a krytyczna infrastruktura będzie lepiej chroniona i monitorowana. 

 Pandemia pokazała słabe strony strategii just-in-time i kruchość łańcuchów dostaw, które – jeśli są zbyt długie i za bardzo zależne od dostawców w odległych częściach świata – okazują się słabością – mówi agencji Newseria Biznes Weronika Achramowicz, radca prawny i partner w kancelarii Baker McKenzie.

Na niemal każdy dostępny na rynku produkt składa się kilka etapów: od pozyskania surowca, poprzez produkcję, aż po dystrybucję. Pandemia COVID-19 spowodowała ogromne zakłócenia w tym łańcuchu, które po raz pierwszy w historii przybrały tak dużą skalę. Unaoczniła problemy wynikające m.in. z braku dywersyfikacji i uzależnienia się od jednego dostawcy. Badanie przeprowadzone przez PwC, SpotData i firmę badawczą CBM Indicator pokazało, że już wiosną 2020 roku, czyli w trakcie pierwszej fali COVID-19, zakłócenia w łańcuchu dostaw odczuło średnio 31,7 proc. polskich przedsiębiorstw.

Potwierdzają to też wyniki badania DNV Viewpoint, przeprowadzonego na grupie ponad 1,1 tys. firm. Wynika z niego, że w trakcie pandemii ponad połowa z nich doświadczyła zakłóceń w obrębie łańcucha dostaw. Wśród głównych przyczyn tych zakłóceń firmy wskazywały opóźnienia dostaw (45 proc.), problemy logistyczne (34 proc.) i ograniczenia w handlu międzynarodowym (24 proc.).

Pandemia unaoczniła pewne niekorzystne mechanizmy, ale stała się też przyczynkiem do rewizji strategii. Widzimy w tej chwili wiele firm, które skracają swoje łańcuchy, dywersyfikują ryzyko, szukają alternatywnych komponentów, producentów, dostawców. To jest nowe otwarcie w podejściu do układania strategii łańcucha dostaw – mówi Weronika Achramowicz.

W efekcie perturbacji 57 proc. przedsiębiorstw planuje w tej chwili wzmocnienie i dywersyfikację swojego łańcucha dostaw poprzez pozyskiwanie nowych dostawców. Firmy zamierzają też łagodzić skutki pandemii, zwiększając poziom cyfryzacji (36 proc.) oraz modyfikując kryteria doboru dostawców (36 proc.). Co ciekawe, przykładają też dużo większą wagę do zarządzania ryzykiem. Aż 77 proc. firm prowadzi identyfikację i ocenę ryzyka, 42 proc. podejmuje działania łagodzące ryzyko, a 50 proc. monitoruje wdrożone działania – wynika z badania DNV.

– Myślę, że ten kryzys nauczył nas, że zdrowe i elastyczne organizacje potrafią się dostosować – mówi radca prawny w kancelarii Baker McKenzie. – Przedefiniowaliśmy trochę to, gdzie inwestujemy i jak prowadzimy działalność, natomiast handel wyszedł z niego obronną ręką. Prognozy WTO były znacznie bardziej pesymistyczne niż to, co okazało się w rzeczywistości.

Według Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO) w tym roku światowy wolumen handlu wzrośnie o 8 proc., po ubiegłorocznym spadku o 5,3 proc., który i tak okazał się niższy od zakładanego wcześniej.

– To wynikało z trzech podstawowych przyczyn. Po pierwsze, państwa zareagowały na pandemię, zapewniły zastrzyk różnych form wsparcia, zachęt i subsydiów skierowanych bezpośrednio do gospodarki i przedsiębiorstw. Po drugie, społeczeństwa okazały się wystarczająco zdigitalizowane, aby pracownicy mogli pracować online właściwie w każdej branży. Dzięki temu zamiast załamania, przestojów i zwolnień, które zazwyczaj obserwowaliśmy w takich cyklach gospodarczych, pracownicy byli w stanie utrzymywać swoje miejsca pracy, w zdecydowanej większości utrzymywać swoje przychody i jednocześnie je wydawać. A ponieważ wprowadzono ograniczenia w podróżowaniu i korzystaniu z usług, to strumień swoich wydatków skierowali na zakup towarów. Stąd też wzrost handlu, zwłaszcza sektora e-commerce – wyjaśnia Weronika Achramowicz.

Statystyki pokazują, że to właśnie cyfryzacja pozwoliła wielu branżom przejść przez koronakryzys w miarę suchą stopą, a największym „wygranym” okazał się właśnie sektor e-commerce. Według raportu OECD („E-commerce in the time of COVID-19”) jeszcze przed pandemią był to najszybciej rosnący segment handlu. O ile jeszcze pięć lat temu światowy rynek miał wartość ok. 1 bln dol., o tyle teraz jest to już ponad 3 bln dol., a rynek rośnie co roku o ok. 20 proc.

– W międzynarodowym handlu po pandemii będziemy obserwować coraz bardziej intensywny „wyścig zbrojeń”, a właściwie jego nową formę, czyli wyścig na technologię, wyścig na przewagę konkurencyjną, która wynika właśnie z tego dostępu do technologii. Słowem, kluczem będą półprzewodniki i dostęp do tych komponentów, bo są niezbędne w produkcji wszystkiego, co ma w sobie jakiś element oprogramowania – mówi ekspertka.

To właśnie znalazło się w obszarze zainteresowania nie tylko firm, lecz również państw, które przygotowują odpowiednią legislację w tym zakresie.

Państwa wprowadzają zachęty inwestycyjne dla zatrzymania kluczowej produkcji w danym kraju, myślę tutaj choćby o CHIPS for America Act, którą Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił w ubiegłym roku i której celem jest zatrzymanie w kraju technologii produkcji półprzewodników. Do 2026 roku powstanie cały pakiet form wsparcia i zachęt inwestycyjnych w tym obszarze. Również Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, zapowiedziała nowy ekosystem produkcji półprzewodników w Europie. Będzie to nowa inicjatywa legislacyjna na poziomie unijnym, która również ma na celu stworzenie z Europy nowego centrum produkującego półprzewodniki i będącego generalnie motorem rozwoju technologicznego – mówi Weronika Achramowicz.

Jak ocenia ekspertka, nowe otwarcie w handlu będzie więc z jednej strony zakładało pewną regionalizację produkcji i dostaw w obrębie jednego kraju, bloku gospodarczego państw czy części kontynentu. Dzięki temu staną się one mniej uzależnione od globalnego łańcucha dostaw. Z drugiej strony cyfryzacja i globalizacja są już tak rozwinięte, że trudno będzie mówić o całkowitej regionalizacji czy izolacjonizmie. Potrzebne więc będą inne rozwiązania, które wzmocnią bezpieczeństwo łańcuchów dostaw. Tym bardziej że zakłócanie wzajemnych zależności w handlu stało się jedną z metod przeprowadzania ataków przez cyberprzestępców.

Już teraz szereg państw unijnych i Stany Zjednoczone, które właściwie były tutaj frontmanem, przyjmują przepisy monitorujące i kontrolujące inwestycje zagraniczne, pozwalające rządowi blokować niektóre inwestycje, jeżeli zdaniem państwa mogą one naruszać jego strategiczne interesy. Unia Europejska poszła tym śladem, Polska również ma takie przepisy. Myślę, że teraz nowym kierunkiem będzie patrzenie nie tyle, kto jest właścicielem infrastruktury, którą uznajemy za krytyczną dla funkcjonowania państwa i gospodarki, ale również na to, jak ona jest używana, kto jest jej operatorem czy gdzie i w jaki sposób przesyłane są informacje z użyciem tej infrastruktury – mówi partner w kancelarii Baker McKenzie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nowe-otwarcie-w-swiatowym,p1805727195

Dzięki Expo w Dubaju Polska chce zwiększyć wymianę handlową z rynkami azjatyckimi. Będzie także zachęcać inwestorów do lokowania biznesów nad Wisłą

0

2,5 tys. polskich firm weźmie udział w Wystawie Światowej Expo 2020 w Dubaju, a mocną stroną mają być m.in. branże sadownicza, spożywcza i meblarska. Trwające pół roku wydarzenie, podczas którego Polska zorganizuje blisko tysiąc wydarzeń, będzie dobrą okazją do wypromowania rodzimych przedsiębiorstw na rynkach azjatyckich, ale też wśród afrykańskich partnerów. Celem aktywności w Dubaju będzie też zaprezentowanie warunków inwestycyjnych w Polsce na arenie międzynarodowej.

Ze względu na pandemię COVID-19 impreza w Dubaju została przełożona o rok i odbędzie się między 1 października tego roku a 31 marca 2022 roku. To pierwsza Wystawa Światowa Expo organizowana w kraju arabskim. Dlatego polski rząd widzi w tym szansę na wypromowanie rodzimych firm na dalekich rynkach.

Wśród zaplanowanych na następne sześć miesięcy inicjatyw jest m.in. Dzień Polski, który przypada na 7 grudnia, czyli w 30. rocznicę otwarcia ambasady Polski w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jego obchodom będzie towarzyszyć spotkanie przedstawicieli najwyższych władz państwowych obu krajów oraz wydarzenia o charakterze gospodarczym i kulturalnym. Ponadto planowane są także Polsko-Arabskie Forum Gospodarcze oraz Polsko-Afrykańskie Forum Gospodarcze.

Expo 2020 w Dubaju to największe wydarzenie gospodarcze na świecie i promocja polskiej gospodarki podczas tej wystawy jest bardzo ważna. Chcielibyśmy, żeby nasi przedsiębiorcy weszli na rynki azjatyckie i afrykańskie. Bardzo nam na tym zależy – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Piechowiak, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

Jak wynika z informacji KUKE, Zjednoczone Emiraty Arabskie to jeden z czterech głównych rynków, na jakie trafia eksport z Polski (obok Turcji, Arabii Saudyjskiej i Izraela). W latach 2001–2020 wartość eksportu do wszystkich krajów tego regionu wzrosła z 0,5 mld do 5,1 mld dol., a ich udział w polskim eksporcie wzrósł z 1,2 do 2,2 proc. To wciąż mniej, niż wynosi dziś udział Węgier (2,5 proc.), co świadczy o dużym potencjale. Tym bardziej że ze względu na wielkość rynku jest to obiecujący kierunek dla polskich przedsiębiorców. KUKE podkreśla, że dużym plusem współpracy z ZEA jest fakt, że rynek ten stał się regionalnym hubem handlowym.

– Kilka miesięcy temu podczas pobytu w Dubaju spotkałem się z minister ds. bezpieczeństwa żywności i handlu i wiem, że ten kraj interesuje się importem żywności z Polski. Wprawdzie obecnie udział Polski w tym imporcie jest jednoprocentowy, ale mam nadzieję, że na wystawie na targach Gulfood pokażemy jeszcze więcej swoich produktów i to się przełoży na większy eksport do Emiratów – dodaje Grzegorz Piechowiak.

Jak podkreśla, dużym zainteresowaniem cieszą się polskie owoce oraz przetworzone produkty żywnościowe z dłuższym okresem trwałości z uwagi na wysokie temperatury panujące na co dzień w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jak wynika z danych Polskiego Stowarzyszenia Dystrybutorów Owoców i Warzyw, w sezonie 2019/2020 Unia Europejska wyeksportowała w sumie 56,7 tys. ton jabłek do ZEA, w tym prawie 1,4 tys. ton z Polski.

Polska jest od zawsze potęgą meblarską, na targach w Dubaju na Hotel Show wystawiało się kilkadziesiąt firm polskich, zarówno meblarskich, jak i z branży okołomeblarskiej, i miały zawsze duże powodzenie. Zapewne inne branże zdobędą uznanie tamtejszych rynków – podkreśla sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

Udział Polski w Expo 2020 ma być wyjątkowy, bo po raz pierwszy zostanie zaprezentowany tak kompleksowy program biznesowo-kulturalny. Pawilon Polski będzie miał powierzchnię ponad 2 tys. m2, charakterystyczną drewnianą fasadę oraz rzeźbę kinetyczną symbolizującą stado ptaków, a także artystyczną instalację multimedialną „Polski Stół”. Nie bez powodu hasło przewodnie polskiej prezentacji nawiązuje do natury: „Poland. Creativity inspired by nature”.

Mam nadzieję, że udział polskich przedsiębiorców w EXPO 2020 przełoży się na wiele kontraktów, zarówno jeżeli chodzi o eksport, jak i import, bo mamy wiele do zaoferowania. EXPO w Dubaju to także okazja do promocji naszego kraju. Pokażemy atrakcyjne regiony, ale także Polską Strefę Inwestycji i warunki oferowane w Polsce zagranicznym inwestorom, aby przekonać ich, że warto u nas inwestować i że to przynosi wymierne korzyści obu stronom – zaznacza Grzegorz Piechowiak.

Wystawy Światowe EXPO to cykliczne wydarzenia o charakterze gospodarczym, promocyjnym i kulturalnym, których ranga porównywalna jest z mistrzostwami świata w piłce nożnej czy igrzyskami olimpijskimi dla świata sportu. W wydarzeniu w Dubaju weźmie udział ponad 200 państw i organizacji. Organizatorzy szacują, że wystawę odwiedzi 18 mln gości. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/dzieki-expo-w-dubaju,p251901339

Pandemia negatywnie wpłynęła na sytuację zawodową kobiet. Ich aktywizacja może przynieść gospodarce 300 mld zł do 2030 roku

0

9 proc. PKB, czyli równowartość 300 mld zł – tyle w ciągu dziewięciu lat może zyskać polska gospodarka, jeśli wzrośnie aktywność kobiet na rynku pracy – wynika z  raportu firmy McKinsey & Company, która przeanalizowała sytuację kobiet na rynku pracy w siedmiu krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Dziś Polki – choć stanowią prawie 52 proc. populacji i 66 proc. absolwentów wyższych uczelni – stanowią tylko 45 proc. zatrudnionych. Co więcej, ten udział może się jeszcze zmniejszyć, bo pandemia COVID-19 dużą część kobiet skłoniła do rozważań o ograniczeniu aktywności zawodowej.

– Z naszych badań wynika, że w wyniku pandemii ok. 40 proc. kobiet rozważa ograniczenie wymiaru czasu pracy, zmianę pracy na mniej wymagającą, przejście na połowę etatu albo nawet całkowitą rezygnację z pracy. W przypadku matek dzieci poniżej 10. roku życia ten odsetek wynosi nawet 54 proc., a więc jest bardzo wysoki. Dla porównania w przypadku mężczyzn to zaledwie 25 proc. To oznacza, że pandemia negatywnie wpłynęła na sytuację zawodową kobiet i to właśnie one są bardziej narażone na jej skutki – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Marciniak, partner zarządzający McKinsey & Company w Polsce.

Jak podkreśla, zmniejszenie aktywności zawodowej kobiet wskutek pandemii ograniczy dostępność puli talentów, co będzie mieć negatywny wpływ nie tylko na przedsiębiorstwa, ale i całą polską gospodarkę. Taki scenariusz zagroziłby też ciężko wypracowanej pozycji kobiet na rynku pracy, która już w tej chwili jest daleka od ideału.

Pod względem udziału kobiet na rynku pracy Polska wypada dobrze na tle innych krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej, aczkolwiek jest jeszcze duży potencjał do poprawy. Zwłaszcza jeśli chodzi o najwyższe stanowiska. W Polsce kobiety stanowią jedynie 15 proc. kadry zarządczej  to 4 pkt proc. mniej niż średnia dla regionu. Co więcej, prawie połowa firm w ogóle nie ma kobiet w zarządach, więc tutaj wiele musi się zmienić – mówi Kamila Kawecka, konsultantka McKinsey & Company w Polsce, autorka raportu „Win-win. How empowering women can benefit Central and Eastern Europe”.

W Polsce najniższy odsetek kobiet występuje wśród prezesów spółek i wynosi tylko 6 proc., a w wielu firmach wśród wyższej kadry zarządzającej wciąż nie ma ani jednej kobiety. Ten problem dotyczy jednak całej Europy Środkowo-Wschodniej. Nie wynika on jednak, jak się często zakłada, ze zbyt niskich ambicji pań.

Ankieta przeprowadzona przez McKinsey & Company pokazała, że kobiety mają porównywalne oczekiwania, a 57 proc. z nich liczy na awans w pracy. Wśród mężczyzn ten odsetek jest zbliżony i wynosi 56 proc. Z drugiej strony 28 proc. kobiet uważa jednak, że to płeć utrudnia im uzyskanie podwyżki lub awansu, a zdaniem 27 proc. z nich rozwijanie kariery zawodowej utrudniają problemy z utrzymaniem równowagi pomiędzy pracą a domem. Dla porównania na ten sam czynnik wskazuje ok. 20 proc. mężczyzn. 

Lepiej niż w zarządach firm sytuacja wygląda wśród kadry kierowniczej.

 Około 43 proc. wszystkich menedżerów w Polsce to właśnie kobiety. Nie dość, że jest to najwyższy wynik w regionie CEE, to na dodatek przewyższa średnią dla Europy Zachodniej i krajów skandynawskich, gdzie wynosi ona 6 proc. Co to oznacza dla nas? To oznacza, że mamy dużo kobiet menedżerów, które w przyszłości mogą zarządzać firmami – podkreśla Kamila Kawecka.

Nowy raport McKinsey & Company wskazuje, że zwiększenie aktywności zawodowej kobiet może mieć wymierne korzyści zarówno dla biznesu, jak i całej gospodarki. Analitycy wyliczyli, że większa aktywizacja kobiet na rynku pracy do 2030 roku może przynieść Polsce dodatkowe 9 proc. PKB. To równowartość prawie 300 mld zł.

– Można to porównać do PKB całej Słowenii za 2020 rok – mówi konsultantka McKinsey & Company. – Wspieranie kobiet na rynku pracy jest ważne i większość osób instynktownie mówi, że równość jest istotna. Jednak niewiele osób wie, że korzyści z tego tytułu mogą być bardzo wymierne.

Zwiększenie udziału kobiet na rynku pracy może rozwiązać problem z niedoborem pracowników. Z szacunków McKinsey & Company wynika, że już w tej chwili w Polsce brakuje ich ok. 125 tys., a jeżeli gospodarka wróci do tempa wzrostu sprzed pandemii, w 2030 roku ta liczba może sięgnąć już 455 tys. Przy odpowiednich działaniach na rzecz eliminacji nierówności płci polski rynek mogłoby zasilić nawet 820 tys. pań.

Z naszych badań wynika też, że większy udział kobiet wśród kadry zarządzającej jest skorelowany z lepszymi wynikami finansowymi firm – podkreśla Kamila Kawecka. – Przedsiębiorstwa z większą równością płci na najwyższych stanowiskach mają o 26 proc. większe szanse na ponadprzeciętne zyski w porównaniu z tymi, które w ogóle nie mają kobiet w zarządach. Co więcej, z wywiadów, które przeprowadziliśmy z wieloma firmami w regionie CEE, wynika, że różnorodność jest też podstawą kreatywności i poprawia atmosferę w zespołach.

W raporcie „Win-win. How empowering women can benefit Central and Eastern Europe” McKinsey & Company wskazuje, że aby zwiększyć wkład kobiet w polską gospodarkę, potrzebny jest kompleksowy plan identyfikowania i zwalczania nierówności płci na rynku pracy. W ramach tego planu konieczne są m.in. inwestycje w programy szkoleniowe i systemy wsparcia, które pomogą kobietom awansować na stanowiska najwyższego szczebla, działania na rzecz większej dostępności elastycznych form pracy, zapewnienie większej równowagi między pracą a życiem prywatnym wśród kobiet i mężczyzn, ulepszenie urlopów rodzicielskich i zwiększenie dostępności usług opieki nad dziećmi.

Kolejnym ważnym elementem jest zaangażowanie liderów i budowanie odpowiednich postaw – poczynając od zarządów i kaskadując je na sam dół organizacji, żeby ten model wsparcia i promowania rozwoju kobiet był szeroko rozumiany. Nasze badania wskazują, że zaangażowanie liderów jest absolutnie kluczowe dla powodzenia programów wspierania kobiet na ich drodze kariery – podkreśla Tomasz Marciniak, partner zarządzający McKinsey & Company w Polsce. – Zarówno pracodawcy, jak i sektor publiczny muszą mieć jasną wizję i plan na to, w jaki sposób chcą zwiększyć rolę kobiet i umożliwić im rozwój.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pandemia-negatywnie,p868859928

Banki mogą odgrywać kluczową rolę w budowaniu innowacyjności gospodarki po pandemii. Same też zapowiadają inwestycje w tym obszarze

0

Pandemia pokazała, że polski sektor finansowy – choć sam w sobie jest postrzegany jako bardzo innowacyjny – wciąż planuje kolejne inwestycje w obszarze technologii. W horyzoncie czasowym 2021–2024 za największe wyzwania technologiczne dla branży uznawane są m.in. personalizacja usług, kwestie regulacyjne czy rozwiązania chmurowe. Co ciekawe, w konsekwencji pandemii COVID-19, skutkującej przyspieszeniem procesów digitalizacji we wszystkich branżach, banki zaczęły zaliczać do tych wyzwań także nową organizację pracy i aspekty kadrowe, a zwłaszcza pozyskanie wykwalifikowanych pracowników IT. Takie konkluzje przyniosło badanie przeprowadzone przez KIR i Accenture wśród CIO dziewięciu kluczowych banków na polskim rynku. Eksperci podkreślają też, że kondycja sektora finansowego i jego innowacyjność będą odgrywać znaczącą rolę w budowaniu konkurencyjności polskiej gospodarki po pandemii.

– Polska pod względem innowacyjności zajmuje jedno z końcowych miejsc wśród krajów rozwiniętych i to jest niezmiernie istotne. Podobnie jak to, że źle wyglądają pod tym względem nasze mikro- i małe przedsiębiorstwa, które odgrywają w gospodarce ważną rolę. Dlatego w strategiach – zarówno państwa, jak i instytucji finansowych – muszą być zaprogramowane rozwiązania o charakterze ekonomicznym i prawnym, które będą sprzyjać innowacyjności. Pewne kroki w tym zakresie już zostały zrobione, ale nie są to jeszcze kroki wystarczające – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego kraje rozwinięte gospodarczo, do których zalicza się też Polska, relatywnie szybko powrócą do wzrostowego trendu sprzed pandemii. Potwierdza to wzrostowa tendencja PKB, który w II kwartale br. wzrósł realnie o rekordowe 11,1 proc. r/r. W porównaniu z ubiegłym rokiem silnie odbiła wymiana handlowa i konsumpcja gospodarstw domowych. Powoli odradzają się też inwestycje. Podtrzymanie szybkiego tempa rozwoju gospodarczego będzie – jak wskazują eksperci – wymagać jednak dużego wzrostu innowacyjności i dalszego upowszechniania technologii cyfrowych, które znajdują zastosowanie w każdej dziedzinie gospodarki.

– W krajach na dorobku, które chcą doganiać inne gospodarki, potrzebna jest też wiedza. Dlatego ważne jest budowanie współpracy między polskimi uczelniami, przedsiębiorcami i samorządami. Taki ekosystem powstaje i mam nadzieję, że będzie się rozwijał coraz lepiej – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz. – Mamy niepowtarzalną szansę, przed nami Krajowy Plan Odbudowy, polityka spójności rozpisana na wiele lat, Zielony Ład i program dekarbonizacji polskiej gospodarki, które będą realizowane przez dekady. To oznacza, że w wielu obszarach – począwszy od energetyki, poprzez ochronę zdrowia, aż po edukację – będą następować ogromne zmiany i pojawiać się ogromne szanse. Ważne, żebyśmy wiedzieli, co chcemy zrobić, i zgodnie budowali program wspierania polskiej innowacyjności.

Dużą rolę w budowaniu konkurencyjności krajowej gospodarki odgrywa sektor bankowy, który finansuje sektor przedsiębiorstw i dostarcza kapitał m.in. na rozwijanie innowacji. Jak podkreśla prezes ZBP, co roku udzielanych jest ok. 6–8 mln kredytów, z czego istotna część trafia właśnie do mniejszych firm. Co istotne, polski sektor finansowy jest postrzegany jako bardzo innowacyjny. Działające w Polsce instytucje finansowe inwestują i błyskawicznie adaptują nowinki technologiczne, do czego skłaniają je m.in. rosnące oczekiwania ze strony klientów, coraz surowsze otoczenie regulacyjne, presja ze strony fintechów i konieczność zadbania o cyberbezpieczeństwo.

– Praktycznie wszystkie usługi, które realizujemy, są związane z cyfryzacją. To m.in. rozliczenia międzybankowe, usługi płatnicze, w których KIR jest cyfrowy od dawna, podobnie jak w usługach identyfikacji zdalnej czy podpisu elektronicznego – mówi Piotr Alicki, prezes zarządu KIR.  – W ostatnim czasie okazało się, że te cyfrowe usługi są bardzo potrzebne na rynku i to nie tylko w sektorze finansowym. Nasze rozwiązania są intuicyjne dla użytkownika, a co najważniejsze bezpieczne i łatwe do zastosowania w szeroko pojętej gospodarce i usługach publicznych.

Polski sektor finansowy nadal ma jednak wiele do zrobienia w obszarze technologii. Ankieta przeprowadzona przez KIR i Accenture wśród zarządzających działami IT w dziewięciu działających w Polsce bankach pokazała, że w horyzoncie czasowym 2021–2024 za największe wyzwania technologiczne dla branży uznawane są m.in. personalizacja usług, kwestie regulacyjne czy rozwiązania chmurowe. Wskutek pandemii COVID-19 banki zaczęły zaliczać do tych wyzwań także nową organizację pracy i aspekty kadrowe.

– Największym wyzwaniem – oprócz cyberbezpieczeństwa, bo ono jest sektorowym standardem, o który wszyscy się troszczą – okazuje się kwestia dostępności wykwalifikowanych kadr. Ostra konkurencja o odpowiednio wyszkolonych pracowników jest jednym ze skutków pandemii. Ten okres pokazał konieczność cyfryzacji wielu procesów biznesowych i świadczenia usług w sposób zdalny, a wdrażanie rozwiązań opartych na technologii wymaga zaangażowania specjalistów IT na dużo większą niż dotychczas skalę – mówi Piotr Alicki. 

Cyberbezpieczeństwo jako najważniejszy trend w biznesie uzyskało wśród odpowiadających CIO 159 punktów, natomiast zarządzanie kadrami IT i bezpieczeństwa – 156. Kolejny trend – personalizacja usług bankowych – ma już ich 87, podobnie jak automatyzacja pracy i kompetencje pracownicze.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/banki-moga-odgrywac,p1308630706

Zgodnie z nową ustawą 1,8 tys. funkcjonariuszy Policji będzie się zajmować zwalczaniem cyberprzestępczości. To sześciokrotnie więcej niż obecnie

0

Polski rząd zapowiada utworzenie w strukturach Policji Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji opublikowało właśnie ustawę, która ma temu służyć. Zatrudnienie w nowej jednostce ma znaleźć niemal 2 tys. funkcjonariuszy wyszkolonych w dziedzinie wykrywania zagrożeń i zwalczania ataków cybernetycznych. To oznacza sześciokrotne zwiększenie sił, jakimi dziś dysponuje Policja. Zrekrutowanie i wyszkolenie kadr może potrwać nawet kilka lat. Tymczasem ryzyko cyberataków, również na infrastrukturę krytyczną państwa, jest coraz większe.

Powstanie Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości ma na celu zbudowanie odpowiedniej ilości kadr, które będą w stanie identyfikować zagrożenia i wspierać obywateli w przeciwdziałaniu i zwalczaniu cyberprzestępstw, które dotyczą coraz większej grupy osób – informuje w rozmowie z agencją Newseria Robert Kośla, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przygotowało wspólnie z Komendą Główną Policji projekt ustawy powołującej do życia nową jednostkę. Jak wyjaśnia w Ocenie Skutków Regulacji, o potrzebie utworzenia CBZC najlepiej świadczą dane dotyczące walki z cyberzagrożeniami. W 2013 roku Policja stwierdziła 52 tys. przestępstw popełnionych w cyberprzestrzeni i z wykorzystaniem internetu, w ubiegłym roku było ich już ponad 107,5 tys. Jeszcze większy wzrost widać w liczbie wszczętych z tego powodu postępowań – w ubiegłym roku było ich prawie 54 tys., podczas gdy siedem lat temu – 18,2 tys.

Kompetencje nowej jednostki to przede wszystkim rozpoznawanie cyberprzestępczości. Mamy do czynienia z cyberprzestrzenią, która nie jest ograniczona geograficznie. Ataki prowadzone są często również spoza granic. Do zadań jednostki należałoby więc przede wszystkim rozpoznawanie źródeł i celów ataków, jak również metod monetyzowania, czyli uzyskiwania korzyści finansowych. Ważne jest również wsparcie ofiar cyberataków – dodaje Robert Kośla.

Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości stanowiłoby specjalną grupę, która z uwagi na wysoko specjalistyczne kompetencje rozszerzałaby możliwości Komendy Głównej Policji i istniejącego obecnie Biura do Walki z Cyberprzestępczością. Ustawa powołująca tę jednostkę miałaby po przyjęciu przez parlament wejść w życie od 1 stycznia 2022 roku. Jednak aby zaczęło się jej realne działanie, najpierw muszą zostać zrekrutowane i wyszkolone kadry. Według założeń w CBZC powstanie 1,8 tys. etatów do końca 2025 roku. W pierwszym roku obowiązywania ustawy będzie to 300 funkcjonariuszy, a w kolejnych trzech latach – po 500 osób.

Kwestia zatrudnienia kadr i szkoleń to kilka lat. Oczywiście przygotowanie kadr w tak dużej skali jak 1,8 tys. funkcjonariuszy zajmie trochę czasu. Można powiedzieć, że w tej chwili struktury, które w Policji odpowiadają za zwalczanie cyberprzestępczości, to jest około 300 policjantów. Mamy więc do czynienia z sześciokrotnym powiększeniem tych zdolności – wylicza dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Argumentem, który miałby przekonać policjantów do zwiększenia kompetencji, jest wynagrodzenie. Zgodnie z zapowiedziami rządu pracownicy Biura otrzymywaliby stałe dodatki w wysokości od 70 do 130 proc. przeciętnego zatrudnienia w Policji.

Jak podkreśla Robert Kośla, kwestia cyberbezpieczeństwa nie ogranicza się już tylko do ochrony przed hakerami obywateli, lecz także infrastruktury krytycznej państwa. Wraz z postępującą informatyzacją zmienił się bowiem sposób prowadzenia działań wojennych. Teraz osłabienie innego kraju osiąga się coraz częściej nie przez naruszenie jego granic, lecz przez uzyskanie dostępu do poufnych danych lub sparaliżowanie systemów informatycznych, na przykład w ochronie zdrowia.

Działania wojenne zawsze miały taki charakter, że uderzały w krytyczną infrastrukturę. W tej chwili możemy powiedzieć, że infrastruktura cyfrowa jest krytyczna dla funkcjonowania państwa. Każde z państw przygotowuje się, by zapewnić lepszą cyberodporność tej infrastruktury, prowadzi działania prawne, organizacyjne i techniczne w celu redundancji w infrastrukturze cyfrowej, czyli zwielokrotnienia kopii danych, które są wykorzystywane do świadczenia usług cyfrowych, udrożnienia tej infrastruktury, przygotowania jej na większe, nietypowe obciążenie – wymienia Robert Kośla.

Do głośnego ataku cybernetycznego na Polskę doszło w czerwcu. Hakerzy uzyskali dostęp między innymi do skrzynki e-mailowej Michała Dworczyka, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. O przeprowadzenie ataku podejrzewana jest Rosja. W tę samą stronę swoje podejrzenia kierują Niemcy. Posłowie Bundestagu i regionalnych parlamentów w ostatnich tygodniach otrzymywali wiadomości mailowe zawierające mechanizmy wyłudzania danych metodą phishingu. Atak, zgodnie z przypuszczeniami tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych, może być elementem prowadzonej przez rosyjski wywiad operacji Ghostwriter. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/zgodnie-z-nowa-ustawa,p189195446

W 2022 roku będą dotacje na wymianę kopciuchów w budynkach wielorodzinnych. Trwają też prace nad kolejną odsłoną Mojego Prądu

0

Trzecia edycja programu Mój Prąd, z budżetem przekraczającym 530 mln zł, wciąż cieszy się rekordową popularnością. Do tej pory do NFOŚiGW wpłynęło już ok. 150 tys. wniosków o dofinansowanie przydomowej fotowoltaiki. Fundusz szacuje, że budżet programu wystarczy w sumie na sfinansowanie ok. 178 tys. wniosków i przy obecnym tempie za chwilę się wyczerpie. NFOŚiGW pracuje już jednak nad uruchomieniem kolejnej, czwartej edycji, która ma zachęcić prosumentów do autokonsumpcji energii wytwarzanej w gospodarstwach domowych. Trwają też prace nad poszerzeniem kolejnego, popularnego programu Czyste Powietrze o dotacje na wymianę kopciuchów w budynkach wielolokalowych.

Wiadomo, że smog powstaje nie tylko w zabudowie jednorodzinnej, ale i wielolokalowej. Pracujemy więc nad programem dla takich budynków. Wprowadziliśmy już dwa pilotaże w województwie zachodniopomorskim i dolnośląskim na wymianę kopciuchów w zabudowie wielolokalowej – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Mirowski, wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Dolnośląski pilotaż zakłada wymianę 720 nieefektywnych źródeł ciepła oraz termomodernizację w 60 budynkach wielorodzinnych. Na ten cel zarezerwowano 20 mln zł. Beneficjentami programu mogą zostać właściciele lokali, ale też wspólnoty mieszkaniowe. Pilotaż, który będzie prowadzony przez WFOŚiGW we Wrocławiu, planowany jest na lata 2021–2024. Nabór wniosków ruszy w październiku br.

– Z tych pilotaży wyciągniemy wnioski i zaimplementujemy je do programu, który chcemy uruchomić na początku 2022 roku. Budżet tego programu ma wynieść ok. 2 mld zł. Pracujemy jeszcze nad warunkami dofinansowania, ale z pewnością będziemy chcieli dotrzeć do setek tysięcy beneficjentów – podkreśla wiceprezes NFOŚiGW.

Pilotaż to nowa propozycja uzupełniająca program Czyste Powietrze, który jest ukierunkowany na walkę ze smogiem i niską emisją, a jego celem jest doprowadzenie do masowej wymiany starych pieców węglowych (tzw. kopciuchów) i gruntownej termomodernizacji budynków mieszkalnych. To jeden z największych tego typu programów w Europie, z budżetem przekraczającym 100 mld zł. Do tej pory beneficjenci złożyli już ponad 300 tys. wniosków o dofinansowanie na łączną kwotę 5 mld zł. W ostatnim czasie jego realizacja znacząco przyspieszyła dzięki wprowadzonym przez NFOŚiGW ułatwieniom.

– Wcześniej tygodniowo było składanych około 2 tys. wniosków, teraz praktycznie co tydzień mamy ich od 4 do 4,5 tys. – mówi Paweł Mirowski. – Znacznie usprawniliśmy proces składania wniosków o dofinansowanie, uprościliśmy też sam wniosek. Bazujemy teraz na oświadczeniach beneficjentów, nie wymagamy dodatkowych zaświadczeń. Dodatkowo wnioski można składać tylko w formie elektronicznej, poprzez portal Gov.pl.

Jak wskazuje, duży wpływ na przyspieszenie programu Czyste Powietrze miało też nawiązanie współpracy z samorządami, które wyraziły chęć udziału w jego wdrażaniu. Zgłosiło się prawie 2 tys. gmin z całej Polski, które mogły skorzystać z systemu zachęt.

Każdy mieszkaniec w gminie, która podpisze takie porozumienie, może przyjść, zasięgnąć informacji i złożyć wniosek o dofinansowanie, a gmina prześle go dalej do wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska. To spowodowało, że dostęp do programu jest łatwiejszy – mówi wiceprezes NFOŚiGW. – Efekty zaczyna przynosić też włączenie do programu sektora bankowego. Od 6 lipca br. dwa pierwsze banki, czyli Alior i Bank Ochrony Środowiska, udostępniają beneficjentom kredyt Czyste Powietrze z dopłatą dotacyjną do spłaty kapitału. Jeżeli beneficjent dostanie taki kredyt w banku i weźmie dotację, to ona będzie częściowo przeznaczona na spłatę kapitału, co też przełoży się na niższe raty.

Rekordową popularnością wciąż cieszy się kolejny z programów NFOŚiGW, czyli Mój Prąd, nakierowany na szerokie stosowanie fotowoltaiki prosumenckiej. W dwóch poprzednich edycjach beneficjenci złożyli ponad 250 tys. wniosków o dofinansowanie mikroinstalacji PV. Łączny budżet trzeciej edycji Mojego Prądu to 534 mln zł, co wystarczy w sumie na dofinansowanie 178 tys. wniosków (wartość dofinansowania wynosi obecnie 3 tys. zł, ale nie więcej niż 50 proc. kosztów kwalifikowanych inwestycji). NFOŚiGW szacuje, że przy obecnym tempie składania wniosków (dziennie wpływa ich ok. 2 tys.) budżet programu lada moment się wyczerpie. Fundusz rozmawia już jednak z branżą i Ministerstwem Klimatu i Środowiska o uruchomieniu kolejnej edycji Mojego Prądu.

– Ta czwarta edycja będzie znacznie różnić się od poprzednich. Chcemy postawić na to, aby zachęcać prosumentów do autokonsumpcji energii, którą wytworzą u siebie w gospodarstwie, żeby jak najmniej tej energii trafiało do sieci elektroenergetycznej. To pozwoli przede wszystkim uchronić sieci niskiego napięcia przed przeciążeniami, które powstają przy tak dużej liczbie prosumentów. Skorzysta też na tym beneficjent, bo dostanie dofinansowanie na dodatkowe komponenty – zapowiada Paweł Mirowski.

Dziś liczba prosumentów to ok. 700 tys., a do końca roku może być ich już milion. Tak szybki rozwój wiąże się z wyzwaniami sieciowymi. Obowiązujący system opustów sprzyjał temu, by sieć traktować jako wirtualny magazyn energii. To jednak ma się zmienić w przyszłym roku.

System opustów polegał na tym, że oddawaliśmy całą niewykorzystaną część energii, natomiast 80 proc. tego, co oddaliśmy, mogliśmy później odebrać bez dodatkowych opłat. Tego już prawdopodobnie nie będzie od nowego roku i ta czwarta edycja Mojego Prądu będzie również zmodelowana na nowy system rozliczania prosumentów, ale to dopiero po przeprowadzeniu i dokończeniu konsultacji przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska i przeprowadzeniu całego procesu legislacji – mówi wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Zgodnie z zapowiedziami resortu klimatu i środowiska konieczne będzie odejście od systemu opustów, ale nowe regulacje mają być nadal atrakcyjne dla prosumentów. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-2022-roku-beda-dotacje,p634547915

InPost wprowadza nową usługę dla e-handlu. Przesyłki w wybranych miastach będą dostarczane do paczkomatu tego samego dnia

0

W Łodzi i Warszawie rusza nowa usługa InPost – Same Day Delivery, dzięki której dostawa przesyłek do paczkomatu na terenie miasta jest możliwa tego samego dnia. Jak zapowiada spółka, do końca roku usługa będzie dostępna na 20 największych polskich rynkach. Co ważne, za dostawę w ten sam dzień nie będzie pobierana dodatkowa opłata. – W ten sposób podnosimy poprzeczkę dla wszystkich graczy na rynku, którzy dostarczają przesyłki – zapowiada Rafał Brzoska, prezes zarządu InPost SA.

– Polski e-commerce rośnie jak na drożdżach, a polski konsument staje się coraz bardziej wymagający, 80 proc. klientów mówi, że będzie kupować więcej, jeżeli przesyłki będą dostarczane szybciej. InPost odpowiada na te oczekiwania, podnosimy poprzeczkę dla wszystkich graczy na rynku, którzy te przesyłki dostarczają – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Rafał Brzoska.

Nowa usługa działa od 14 września. W ramach Same Day Delivery przesyłki nadane w obrębie jednego miasta, które trafią do centrum dystrybucji do godziny 16:30, zostaną dostarczone do paczkomatów InPost jeszcze w dniu nadania.

– W takiej sytuacji niezależnie od tego, czy sklep ma integrację z InPostem, czy konsument wybrał dostawę następnego dnia, czy dostawę weekendową, bez żadnych dodatkowych opłat my postaramy się te przesyłki dostarczyć do paczkomatów tego samego dnia. To oznacza, że jeszcze tego samego wieczoru nasi klienci będą mogli odebrać je z paczkomatu – podkreśla prezes InPostu.

Jak wynika z badania „E-commerce w Polsce 2020. Gemius dla e-Commerce Polska”, dostawa do maszyny paczkowej jest najczęściej wybieraną przez e-konsumentów formą (61 proc.). Nieznacznie wyprzedza dostawę kurierem do domu lub pracy (55 proc.). Raport potwierdza, że kwestie kosztów i sprawności dostaw mają dla klientów coraz większe znaczenie. Skrócenie czasu oczekiwania na paczkę mogłoby jeszcze podbić popularność e-zakupów. 33 proc. badanych potwierdziło, że ten czynnik zwiększyłby częstotliwość robienia przez nich zakupów przez internet. Na pytanie „ile powinna trwać dostawa, aby skłoniła Cię do częstszego robienia zakupów przez internet?” 95 proc. odpowiedziało, że do ośmiu godzin, a 86 proc. – do 12 godzin. Długie oczekiwanie na dostawę produktu było najczęściej wskazywanym przez internautów problemem napotykanym podczas zakupów internetowych.

Również dla klientów z sektora biznesowego szybkość dostaw i ich terminowość ma największe znaczenie dla oceny e-commerce. Uważa tak połowa sprzedawców B2B ankietowanych na potrzeby raportu „E-commerce B2B – Biznes w sieci” przygotowanego dla Santander Bank Polska przez Mobile Institute.

– Same Day Delivery to nowa jakość, która staje się faktem. My jako InPost jesteśmy prekursorem, ale też firmą, która odpowiada na oczekiwania 80 proc. klientów, którzy chcą otrzymać swoje zakupy tu i teraz, jak najszybciej – zaznacza Rafał Brzoska.

Jak podkreśla, dostawa tego samego dnia jest możliwa dzięki rozbudowanemu programowi inwestycyjnemu, prowadzonemu w ostatnich latach. To zarówno dziesiątki nowych, w pełni zautomatyzowanych oddziałów, jak i kilka tysięcy kolejnych Paczkomatów InPost powstających każdego roku w całej Polsce. Spółka inwestuje także w procesy i infrastrukturę IT oraz flotę tysięcy samochodów, także elektrycznych,

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/inpost-wprowadza-nowa,p1122136880

Niedobór gruntów i galopujące ceny materiałów budowlanych zwiększają ceny mieszkań. W przyszłym roku możliwe 15-proc. podwyżki

0

Skokowy wzrost cen materiałów budowlanych i kurcząca się podaż gruntów inwestycyjnych to obecnie dwie największe bolączki deweloperów mieszkaniowych. – Dziś widzimy na rynku takie sytuacje, że na niektórych inwestycjach generalny wykonawca schodzi z budowy, bo wie, że nie jest w stanie jej udźwignąć w cenie, na którą podpisał kontrakt. To oczywiście przekłada się później na inwestorów i na kupujących nieruchomości – mówi Przemysław Andrzejak, prezes Royal Sail Investment Group. Jak szacuje, średnia cena 1 mkw. mieszkania w Polsce jest dziś o około 1–1,5 tys. zł netto wyższa w stosunku do ubiegłego roku, a w przyszłym trzeba się spodziewać kolejnej, około 15-proc. podwyżki.

Dla deweloperów ważnym elementem przy realizacji inwestycji są ceny materiałów budowlanych, które w tym pandemicznym czasie szaleją. W szczególności cena stali, która na rynku polskim wzrosła o około 100 proc. w relacji do 2020 roku, ceny drewna skoczyły o 70–80 proc. A to tylko dwa główne elementy. Ceny styropianu, rynien, okien – to wszystko zdrożało dodatkowo o 10–20 proc. w stosunku do 2020 roku – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Andrzejak.

W sierpniowej analizie Polski Instytut Ekonomiczny zwrócił uwagę, że ceny materiałów budowlanych notują obecnie skokowy wzrost, który nie znajduje odzwierciedlenia w statystyce publicznej. Według danych GUS w lipcu br. ceny w budownictwie wzrosły o 3,9 proc. r/r, czyli wolniej niż indeks cen konsumenckich, ale taki obraz jest zdaniem analityków mało wiarygodny. Dane sprzedażowe Polskich Składów Budowlanych (PSB) wskazują z kolei, że ceny wzrosły o 8,3 proc. r/r, czyli ponad dwukrotnie szybciej niż CPI. Najbardziej wzrosły ceny elementów stalowych i drewna (w szczycie o 40 proc. r/r), blaszanych elementów dachowych (12,5 proc.) oraz instalacji (10,9 proc.).

Ceny na rynku polskim i tak nie wzrosły aż tak drastycznie jak np. na rynku amerykańskim. W ostatnim roku cena stali oscylowała tam wokół 500 dol., a dzisiaj jest to już 1,5 tys. dol. – mówi prezes Royal Sail Investment Group.

PIE zwraca uwagę, że nowym problemem jest niedobór polistyrenu, czyli surowca potrzebnego do produkcji styropianu. Od początku tegorocznych wakacji hurtownie budowlane zaczęły zgłaszać problemy w pozyskaniu surowca, co już w lipcu wywołało skokowy wzrost cen elementów termicznych o 25 proc.

Według analityków skokowy wzrost cen materiałów budowlanych to efekt zmian na rynkach światowych. Branża budowlana wskazuje, że wpłynęła na nie także pandemia, która opóźniła dostawy półproduktów z Chin do Europy, oraz podwyżki m.in. cen energii, paliwa i płacy minimalnej.

– Cena metra kwadratowego podstawowego budynku mieszkalnego w produkcji u generalnego wykonawcy wcześniej wahała się w granicach 3,5–4 tys. zł netto, dzisiaj to jest już poziom ok. 5 tys. netto. Mówię o samym koszcie wytworzenia, nie wliczając w to gruntów, projektów i wszystkich kosztów pośrednich czy bezpośrednich prowadzenia inwestycji – mówi Przemysław Andrzejak. – W efekcie na niektórych inwestycjach generalny wykonawca schodzi z budowy, bo widzi, że nie jest w stanie jej udźwignąć w cenie, na którą podpisał kontrakt. To oczywiście przekłada się później na inwestorów i na kupujących nieruchomości.

Prezes Royal Sail Investment Group wskazuje, że na ten notowany w ostatnim czasie wzrost cen mieszkań wpływa także galopująca inflacją (w sierpniu przyspieszyła do 5,4 proc. r/r.), która napędza popyt na nieruchomości. Według danych firmy doradczej JLL w II kwartale 2021 roku na sześciu największych rynkach w Polsce sprzedaż mieszkań utrzymała się na rekordowym poziomie 19,5 tys., a w całym I półroczu wyniosła 39 tys. Tym samym było to najlepsze pierwsze półrocze w historii rynku pierwotnego w Polsce. W efekcie wzrost średnich cen wyniósł od 2 proc. w Poznaniu do ponad 12 proc. w Krakowie. W samej Warszawie ceny mieszkań przekroczyły już poziom 12 tys. zł za 1 mkw.

– Ceny mieszkań i nieruchomości rosły już w ostatnich pięciu latach po 10–15 proc., a na niektórych rynkach do 20 proc. Oczywiście pandemia dodatkowo wpłynęła na fakt, że dziś te ceny są jeszcze dużo wyższe – mówi Przemysław Andrzejak. – Średnia cena 1 mkw. mieszkania w Polsce jest dziś o około  1–1,5 tys. zł netto wyższa w stosunku do ubiegłego roku.

Na te podwyżki wpływa także sytuacja na rynku gruntów inwestycyjnych. Jak wynika z raportu firmy doradczej JLL („Rynek gruntów inwestycyjnych w Polsce 2020”), w ubiegłym roku popyt na nie znacząco wzrósł. Zwłaszcza w II półroczu ub.r. silne odbicie wyników sprzedaży mieszkań wspierało decyzje deweloperów o rozpoczynaniu nowych projektów i powiększaniu banku gruntów.

– Grunty inwestycyjne powoli zaczynają się kończyć w dobrych lokalizacjach i dużych miastach jak Warszawa, Łódź, Poznań, Gdańsk czy Kraków. Wpłynęło to też na ceny tych gruntów, które w ostatnich dwóch–trzech latach wzrosły w niektórych lokalizacjach nawet o 100 proc. Oczywiście wpływ miała też pandemia i niesamowity popyt na nieruchomości, w szczególności mieszkaniowe, ale także małe projekty handlowe i biurowe. Stąd na rynku tak znaczny wzrost cen gruntów, który docelowo wpłynie też na cenę nieruchomości – mówi prezes Royal Sail Investment Group

JLL wskazuje, że w Warszawie, która pozostaje najdroższym rynkiem, ceny transakcyjne w relacji do PUM (powierzchnia użytkowa mieszkań) wahały się od 2 tys. zł i wzwyż w lokalizacjach typowych dla inwestycji ze średniego segmentu po ceny przewyższające 5 tys. zł w najbardziej prestiżowych dzielnicach, takich jak Powiśle czy górny Mokotów. Z kolei w największych miastach regionalnych średnie ceny transakcyjne w relacji do PUM kształtowały się na poziomie 700 zł – 2 tys. zł.

Eksperci JLL prognozują, że utrzymujący się deficyt terenów inwestycyjnych skłoni deweloperów do angażowania się w coraz trudniejsze projekty, np. zakup gruntów poprzemysłowych wymagających remediacji. Niska podaż i dalszy wzrost cen gruntów – odczuwalny zwłaszcza na sześciu największych rynkach – będą też sprzyjać ekspansji deweloperów w nowych lokalizacjach.

Jak podkreśla prezes Royal Sail Investment Group, wszystkie te czynniki sprawiają, że w najbliższym czasie nie ma co oczekiwać wyhamowania wzrostowego trendu w cenach nieruchomości. Deweloperzy powoli przygotowują się do podwyżek stóp procentowych, ale nadchodzący rok na rynku upłynie przede wszystkim pod znakiem niepewności.

Inwestorzy nieruchomościowi i eksperci widzą, że w kolejnych latach ceny nieruchomości będą niestety coraz droższe. My już w tym momencie zakładamy, że w przyszłym roku podwyżki mogą sięgnąć 10–15 proc. r/r – prognozuje Przemysław Andrzejak.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/niedobor-gruntow-i,p300887120