Strona główna Blog Strona 63

Wzrost cen komplikuje realizację rozpoczętych inwestycji i prowadzenie działalności. Firmy mogą korzystać z pożyczki antyinflacyjnej ARP

0

Przez galopujący wzrost cen części przedsiębiorstw brakuje kapitału na dokończenie wcześniej rozpoczętych inwestycji. Problem dotyczy zwłaszcza małych i średnich podmiotów. Dla wielu z nich realizacja wcześniej zawartych kontraktów ze względu na wzrost cen materiałów budowlanych, robót czy rosnące koszty energii i gazu może oznaczać straty. Firmy, dla których inflacja stwarza problemy inwestycyjne i płynnościowe, mogą się ubiegać o pomoc w ARP, która wprowadziła do swojej oferty specjalną pożyczkę antyinflacyjną. Przedsiębiorstwa mogą pożyczyć do 10 mln zł nawet na 10 lat.

Inflacja wpływa na koszty prowadzonych inwestycji, chociażby poprzez wzrost cen materiałów budowlanych, robót i usług inwestycyjnych. Z drugiej strony firmy mierzą się też z rosnącymi kosztami prowadzenia działalności, m.in. przez wzrost cen energii, gazu i bieżącego funkcjonowania – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Kolczyński, wiceprezes zarządu ARP SA.

– Skokowy wzrost inflacji skomplikował rzeczywistość gospodarczą, szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorców. Ci, którzy w ubiegłym roku bądź wcześniej rozpoczęli inwestycje, napotkali duży problem dotyczący możliwości zrealizowania ich we wcześniej określonym budżecie. Mówiąc obrazowo, musieli kupić konkretne surowce do realizacji tej inwestycji, jak np. materiały budowlane, których ceny w ostatnim okresie wystrzeliły w górę. W związku z tym wcześniej założone budżety się rozjechały. I tu pojawił się problem, skąd wziąć dodatkowe finansowanie na pokrycie tej luki, która się pojawiła – mówi Konrad Trzonkowski, dyrektor zarządzający ARP SA.

Wiele przedsiębiorstw produkcyjnych, handlowych czy usługowych – na bazie wcześniej zawartych kontraktów – zobowiązało się do wyprodukowania albo dostarczenia na rynek konkretnych produktów i usług po wcześniej określonej cenie. Jednak skokowy wzrost inflacji spowodował, że nie mogą zrealizować tych kontraktów na wcześniej określonych warunkach bez szkody dla rentowności.

– Szereg z tych umów najprawdopodobniej zakończy się dla nich stratą – mówi Konrad Trzonkowski.

Dlatego też firmy mogą potrzebować kapitału na dokończenie już prowadzonych inwestycji albo uzupełnienie luki obrotowej – dodaje Paweł Kolczyński.

Firmy, dla których inflacja stwarza problemy płynnościowe lub kłopoty z realizacją wcześniej zawartych kontraktów bądź rozpoczętych inwestycji, mogą ubiegać się o pomoc w Agencji Rozwoju Przemysłu, która wprowadziła do swojej oferty specjalną pożyczkę antyinflacyjną. Przedsiębiorstwa mogą pożyczyć 10 mln zł na okres nawet 10 lat, co wykracza poza rynkowe standardy. Pożyczka jest też objęta gwarancjami Europejskiego Funduszu Gwarancyjnego, co niweluje wymóg materialnego pokrycia zabezpieczenia pożyczki zabezpieczeniami typu hipoteka lub zastaw rejestrowy.

Jak wskazuje wiceprezes agencji, pożyczka antyinflacyjna – skierowana do przedsiębiorców z sektora MŚP – ma dwa warianty. Pierwszy to pożyczka inwestycyjna z przeznaczeniem na sfinalizowanie wcześniej rozpoczętej inwestycji. Drugi to pożyczka obrotowa na bieżącą działalność przedsiębiorcy. Co istotne, dla wniosków złożonych do 31 marca br. Agencja Rozwoju Przemysłu odstępuje od pobierania prowizji za udzielenie finansowania.

– Przedsiębiorcy, którzy chcą skorzystać z pożyczki antyinflacyjnej, muszą prowadzić działalność gospodarczą co najmniej od 30 miesięcy. Jest to wymóg Europejskiego Funduszu Gwarancyjnego, który zaoferował nam wsparcie gwarancyjne w tym produkcie. Przedsiębiorcy muszą także prowadzić pełną księgowość, pełną sprawozdawczość finansową, a także w miarę możliwości zagwarantować ARP obecną bądź perspektywiczną zdolność do obsługi wnioskowanego długu – wymienia dyrektor zarządzający ARP SA.

Jak podkreśla Paweł Kolczyński, w ostatnich dwóch latach pandemii COVID-19 wprowadziła ona do oferty cały wachlarz nowych rozwiązań, także w ramach rządowej Tarczy Antykryzysowej, ukierunkowanych na wsparcie przedsiębiorców w kryzysowych warunkach. Spotkały się one z dużym zainteresowaniem – w 2021 roku ARP zanotowała w tym obszarze wzrost salda pożyczkowego o 21 proc. r/r. Ze statystyk wynika też, że w co drugim dniu roboczym ub.r. ARP udzielała finansowania wartego 4,7 mln zł, a jej doradcy tylko w ramach rozwiązań ujętych w Tarczy Antykryzysowej przeanalizowali blisko 600 wniosków, których wartość wynosiła 1,3 mld zł.

Tarcza Antykryzysowa to bardzo szerokie spektrum produktów dopasowanych do specyfiki sytuacji. One umożliwiają realizację określonych planów inwestycyjnych w formule finansowania pożyczkowego i leasingowego. Jesteśmy tu w stanie zaoferować zarówno finansowanie od początku, jak i wejść w już istniejące finansowanie, czyli rozszyć funkcjonujące umowy np. z bankiem czy firmą leasingową. Możemy wspomóc przedsiębiorcę, realizując za niego płatności kapitałowo-odsetkowe, a następnie – już po ustabilizowaniu sytuacji – z powrotem zaszyć taką umowę i pozostawić klienta z bankiem do końca okresu obowiązywania umowy kredytowej. To jedno z ciekawszych rozwiązań, jakie trudno w tej chwili znaleźć na komercyjnym rynku finansowym – wyjaśnia dyrektor zarządzający ARP SA.

Dysponujemy aktualnie czterema instrumentami w ramach rządowej Tarczy Antykryzysowej – dodaje Wojciech Miedziński, prezes spółki ARP Leasing z Grupy Agencji Rozwoju Przemysłu.

W ubiegłym roku ARP Leasing wprowadziła na rynek m.in. unikalny instrument finansowy HASHREMaszyneria, w ramach którego przedsiębiorstwo może refinansować aktywne umowy leasingowe w zakresie maszyn i urządzeń, zawarte w innych komercyjnych spółkach i towarzystwach leasingowych.

– Przedsiębiorcy mogą skorzystać z 12-miesięcznej karencji w spłacie zarówno odsetek, jak i części kapitałowej. To dla nich istotny instrument poprawy płynności – mówi Wojciech Miedziński.

Kolejny z instrumentów antykryzysowych w ofercie ARP Leasing to pożyczka na spłatę rat leasingowych. Jest przeznaczona na czasową (do 12 miesięcy) spłatę rat leasingowych w macierzystej firmie leasingowej.

Pożyczka na spłatę rat w innych firmach leasingowych jest dedykowana także przedsiębiorcom nieprowadzącym pełnej księgowości, którzy zaciągali pierwotne zobowiązania także w walutach innych niż złotówki, co odróżnia ten instrument od innych, które posiadamy, dotyczących tylko pełnej księgowości. Pozostają oni na stałe w macierzystej firmie leasingowej, a my przez okres do 12 miesięcy na podstawie wystawianych przez nią faktur płacimy raty kapitałowo-odsetkowe. Po zakończeniu tego okresu karencji spłata rat leasingowych – i do firmy leasingowej, i do nas – jest wznawiana. Jednak aby te obciążenia dla klienta się nie kumulowały, wspólnie z firmą leasingową wydłużamy okres trwania umowy, czyli rozkładamy te obciążenia na proporcjonalny czas – wyjaśnia prezes spółki ARP Leasing z Grupy Agencji Rozwoju Przemysłu.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wzrost-cen-komplikuje,p191374562

Ministerstwo Finansów: Cały projekt implementacji Polskiego Ładu wychodzi na prostą. Z punktu widzenia gospodarczego to dobry moment na te zmiany

0

– Z perspektywy procesu implementacji nie widzę na razie kolejnych większych wyzwań. Wydaje mi się, że Ministerstwo Finansów i cały projekt Polskiego Ładu wychodzą na prostą – ocenia główny ekonomista Ministerstwa Finansów Łukasz Czernicki. Jak wskazuje, w poniedziałek rozpoczął się już proces zwracania nadmiarowo pobranych zaliczek na podatek dochodowy, przez co tysiące Polaków otrzymało w styczniu niższe pensje. Resort nie spodziewa się dalszych problemów, chociaż wielu ekspertów jest zdania, że Polski Ład jest pełen nieścisłości. 

Patrząc z perspektywy Ministerstwa Finansów, rzeczywiście po naszej stronie pojawiły się pewne niedociągnięcia w procesie implementacji – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Czernicki. – Jednak, mimo wszystko, założenia tej reformy są jak najbardziej utrzymane. One są bardzo słuszne, bo w końcu wprowadzamy pewną progresję w polskim systemie podatkowym, żeby osoby zarabiające bardzo dużo płaciły wyższe podatki i składki, a odciążone zostały osoby o niższych dochodach.

Polski Ład, czyli – jak wskazuje rząd – historyczna reforma systemu podatkowego, wszedł w życie z początkiem stycznia 2022 roku. Wtedy też okazało się, że wpłynął na obniżkę wynagrodzeń – nawet o kilkaset złotych – tysięcy Polaków, głównie nauczycieli i służb mundurowych, które wynagrodzenia otrzymuje z góry za dany miesiąc. Politycy partii rządzącej najpierw uzasadniali to błędami po stronie księgowych, którzy nie zrozumieli nowych zasad i źle wyliczyli należne świadczenia. W niedzielnym komunikacie Ministerstwo Finansów tłumaczy zaś, że niższe wynagrodzenia na rękę to efekt m.in. niepotrzebnie złożonego wniosku o rezygnację z ulgi dla klasy średniej albo niezłożenia u pracodawcy oświadczenia PIT-2, przez co niemożliwe było zastosowanie nowej, wyższej kwoty wolnej od podatku.

Wydaje się, że w niedostateczny sposób zakomunikowaliśmy konieczność złożenia PIT-2. To jest taki formularz, który uprawnia do korzystania z kwoty wolnej od podatku już na etapie comiesięcznych zaliczek. Dzięki rozporządzeniu udało się to już naprawić – mówi główny ekonomista Ministerstwa Finansów. – Mimo wszystko zachęcam do składania PIT-2, gdyż złożenie tego formularza pozwoli nie tylko nie stracić w relacji do zmian, które zostały wprowadzone 1 stycznia, ale też zrealizować zyski płynące z Polskiego Ładu.

Minister finansów wydał 7 stycznia br. rozporządzenie zmieniające zasady naliczania zaliczki na podatek dochodowy, które ma rozwiązać problem wynagrodzeń obniżonych przez Polski Ład. Za legislacyjno-informacyjny bałagan, jaki powstał po wejściu w życie reformy podatkowej, już w piątek przeprosił premier Mateusz Morawiecki, a w tym tygodniu minister finansów Tadeusz Kościński w wywiadzie udzielonym Polsat News.

Na chwilę obecną nie widzimy dalszych problemów w implementacji. Oczywiście cały czas jesteśmy w kontakcie z różnymi partnerami, z osobami zajmującymi się księgowością w firmach. Staramy się rozwiązać ten problem zaliczek. Zaliczki pobrane w wyższej wysokości, niż zostało to przewidziane w Polskim Ładzie, powinny być wypłacane już od tego tygodnia i mam nadzieję, że ten proces będzie przebiegał sprawnie. Staramy się to na bieżąco monitorować – zapewnia główny ekonomista Ministerstwa Finansów.

Resort w niedzielnym komunikacie poinformował, że wystosował do płatników apel o pilne skorygowanie źle naliczonych wynagrodzeń. Wypłata wyrównań rozpoczęła się w poniedziałek, 10 stycznia.

– Mówimy tu przede wszystkim o administracji publicznej. Oczywiście już od końca miesiąca proces wypłacania wynagrodzeń będzie przebiegał normalnie, według zasad określonych w rozporządzeniu – mówi Łukasz Czernicki. – Z perspektywy procesu implementacji nie widzę na razie jakichś większych wyzwań. Wydaje mi się, że Ministerstwo Finansów i cały projekt Polskiego Ładu na pewno wychodzi na prostą. 

Ekspert przypomina, że Polski Ład dla większości Polaków ma się wiązać ze znacznymi korzyściami. Zgodnie z założeniami rządu na reformie podatkowej ma docelowo zyskać 18 mln podatników, a w portfelach Polaków pozostanie 17 mld zł więcej.

Szczególnie w kieszeniach tych najuboższych Polaków – wskazuje główny ekonomista resortu finansów. – Wydaje mi się, że w momencie, kiedy mamy podwyższoną inflację i ceny rzeczywiście mocno przyspieszyły, zostawienie 100–150 czy 200 zł, a w przypadku rodzin wielodzietnych nawet kilku tysięcy złotych w ich kieszeniach, to jest taka quasi-, kolejna tarcza antyinflacyjna, która pomoże przetrwać Polakom ten trudniejszy czas.

Większość ekspertów jest jednak sceptyczna i wskazuje, że kwestia zaliczek na podatek dochodowy to niejedyny problem, bo Polski Ład jest pełen nieścisłości. Krytykują też chaos w podatkach, jaki powstał po wprowadzeniu reformy, oraz sposób jej wdrażania, który został przeprowadzony w pośpiechu, bez odpowiednich konsultacji, a ciężar tak potężnej operacji logistycznej przerzucono na pracodawców, księgowych i kadrowych. Media od kilku dni wyliczają natomiast kolejne grupy zawodowe, które stracą na nowych rozwiązaniach.

Na chaos związany z Polskim Ładem skarżą się nawet pracownicy skarbówki, którzy w ubiegłotygodniowym, oficjalnym liście do premiera Morawieckiego wyrazili „oburzenie i głębokie zaniepokojenie tym, co dzieje się wokół reformy podatkowej zwanej Polskim Ładem”.

– Zdaję sobie sprawę, że zmiany zawarte w Polskim Ładzie są dosyć głębokie, aczkolwiek one bazują na starym systemie. To nie jest budowanie całego systemu podatkowo-składkowego całkowicie od nowa. Natomiast jeżeli mówimy o timingu, o momencie wprowadzenia Polskiego Ładu, to moim zdaniem – patrząc na to z perspektywy makroekonomicznej – wydaje się, że jest to dobry moment – mówi Łukasz Czernicki. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ministerstwo-finansow,p594811173

Potencjał rozwoju gospodarczego Polski będzie spadać. Winny brak inwestycji w sektorach powiązanych z nowymi technologiami

0

W ostatnich 30 latach Polska wykonała ogromny skok rozwojowy. Wzrost gospodarczy w tym czasie był przede wszystkim efektem zwiększania zasobu kapitału i wydajności produkcji, które są bezpośrednio powiązane z inwestycjami – wskazują w nowym raporcie analitycy CASE. Eksperci podkreślają jednak, że od 2015 roku stopa inwestycji sukcesywnie spada – w latach 2019 i 2020 była już o prawie 1/3 niższa niż w krajach sąsiednich. Przyczyną tego spadku jest głównie obniżenie inwestycji prywatnych. Na dodatek w Polsce inwestycje są niskie w sektorach takich jak informacja i komunikacja, gdzie szybki postęp techniczny wymaga wysokich nakładów inwestycyjnych. To będzie powodować, że w przyszłości potencjał rozwoju gospodarczego Polski się obniży.

– Inwestycje są czynnikiem, który tworzy kapitał. Dzięki nim możemy odtworzyć kapitał, który wykorzystaliśmy w poprzednich latach, lub tworzyć nowy, dzięki któremu w kolejnych latach będziemy mogli produkować więcej. W naszym raporcie pokazujemy, że to właśnie wzrost kapitału był czynnikiem, który dał ponad połowę wzrostu gospodarczego Polski w ostatnich 30 latach transformacji, przy niewielkim udziale zmian w zasobie pracy, ale i przy bardzo dużym znaczeniu wzrostu produktywności. Spodziewamy się, że te czynniki – w szczególności właśnie wzrost produktywności –​ będą też równie ważne w przyszłości – mówi dr hab. Jan Hagemejer, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, wiceprezes CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Polska w ostatnich 30 latach wykonała ogromny skok rozwojowy, znacznie zmniejszając dystans gospodarczy do krajów Europy Zachodniej. Jeszcze w 1990 roku PKB per capita w naszym kraju wynosił ok. 35 proc. tego wskaźnika dla krajów UE-14. Z kolei w 2010 roku PKB wynosił już 71,8 proc. przeciętnego w UE-14 oraz 77 proc. w UE-27. Ten wzrost był m.in. efektem przyjęcia modelu gospodarczego, który polegał na liberalizacji, demonopolizacji, prywatyzacji i deregulacji gospodarki, a także znaczącego otwarcia na handel międzynarodowy, przepływy kapitału, siły roboczej i usług – wskazują analitycy CASE w nowym raporcie „Inwestycje i ich determinanty a wzrost gospodarczy Polski w długim okresie”. Eksperci podkreślają w nim, że polski wzrost gospodarczy w ostatnich 30 latach był przede wszystkim efektem zwiększania zasobu kapitału i wydajności produkcji. Oba te czynniki są zaś bezpośrednio powiązane z inwestycjami.

– Miernikiem działalności inwestycyjnej jest tzw. stopa inwestycji, czyli stosunek inwestycji do naszego PKB. W Polsce od początku lat 90. ta stopa była na poziomie niższym niż u naszych sąsiadów i zbliżonym do średniej w Unii Europejskiej. Natomiast w ostatnich latach znacząco się obniżyła – mówi dr Jan Hagemejer.

Jak podkreśla, inwestycje zwiększają efektywność produkcji poprzez unowocześnianie istniejącego kapitału lub wdrożenie nowych technologii. Tymczasem w Polsce w latach 1995–2020 stopa inwestycji wynosiła od 17 proc. do 24 proc. i była niższa niż w przypadku pozostałych państw regionu – Czech, Słowacji i Węgier. Od 2015 roku natomiast zaczęła na dodatek systematycznie spadać. W latach 2019 i 2020 była już o prawie 1/3 niższa niż w tych trzech sąsiednich krajach i o 1/5 niższa niż w całej UE. Według analityków CASE przyczyną tego spadku jest głównie obniżenie inwestycji prywatnych, bo publiczne pozostają na względnie stabilnym poziomie.

– W porównaniu do naszych sąsiadów w Polsce inna jest również struktura inwestycji. Po pierwsze, większy udział mają w nich inwestycje publiczne. Na dodatek więcej inwestujemy w infrastrukturę i budynki, czyli tzw. beton, a mniej w różnego rodzaju wartości niematerialne i prawne, czyli np. w oprogramowanie, patenty, prawa do własności intelektualnej. Dlatego można powiedzieć, że struktura inwestycji w Polsce jest mniej efektywna we wpływaniu na produktywność – mówi wiceprezes CASE.

Jak wynika z raportu CASE, w Polsce inwestycje w budynki i infrastrukturę na przestrzeni ostatnich dekad stanowiły łącznie 70 proc. całości inwestycji. Dla porównania średnia w UE to 43 proc. Niski był natomiast poziom inwestycji w sprzęt telekomunikacyjny i informatyczny oraz wartości niematerialne (np. patenty, prawa własności i oprogramowanie komputerowe). To zaś może powodować, że w przyszłości potencjał rozwoju gospodarczego Polski będzie się obniżać.

– Powinniśmy więcej inwestować w rzeczy, które są związane z działalnością innowacyjną, w nowoczesne technologie – podkreśla dr Jan Hagemejer. – Potrzebujemy też więcej inwestycji prywatnych, ponieważ one z reguły są bardziej efektywne. Natomiast inwestycje publiczne powinny być ukierunkowane na najważniejsze luki w polskiej gospodarce, które odróżniają nas od bardziej rozwiniętych gospodarek, czyli przede wszystkim kwestie związane z cyfryzacją i zieloną transformacją. Rozwiązania rynkowe nie do końca są w stanie te luki wypełnić, w związku z czym pomoc państwa jest wyraźnie potrzebna. I tutaj znaczną rolę będzie pełnić m.in. pomoc unijna w ramach Krajowego Planu Odbudowy.

CASE wskazuje, że w Polsce konieczna jest również poprawa klimatu inwestycyjnego, na który wpływa m.in. przewidywalna, transparentna polityka gospodarcza i podatkowa.

 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/potencjal-rozwoju,p677672812

Po wygaśnięciu mechanizmów osłonowych ceny energii w Polsce mogą wrócić do najwyższych poziomów w UE. Konieczne jest przyspieszenie inwestycji

0

– Długoterminowe rekomendacje dotyczące rynku energii elektrycznej w Polsce mogą być tylko jedne. Zakończmy ten karnawał konsumpcji i wejdźmy w inwestycje, przeprowadźmy transformację energetyczną, bo nic nas od niej nie ochroni – mówi Grzegorz Onimichowski, ekspert Instytutu Obywatelskiego. Jak ocenia, spośród wdrożonych przez rząd instrumentów, które mają ochronić odbiorców przed rosnącymi cenami energii i gazu, tylko część ma szansę się sprawdzić, reszta ma zaś charakter propagandowy. Kiedy natomiast instrumenty osłonowe przestaną obowiązywać i nastąpi powrót do bazowych stawek, Polska – która już wcześniej miała jedne z najwyższych cen hurtowych energii elektrycznej w całej UE – prawdopodobnie wróci na pozycję lidera pod tym względem. 

Rząd wprowadził szereg ulg, głównie podatkowych, żeby osłonić przed podwyżkami odbiorców gazu i energii. Część z nich z pewnością zadziała, przynajmniej w krótkim terminie. Co do pozostałych, jak np. ograniczenie akcyzy na energię elektryczną – która i tak była już bardzo niska i wynosiła 5 zł od megawatogodziny – jestem mocno sceptyczny. Moim zdaniem większe niż zyski wynikające z tej obniżki okażą się jednak koszty w firmach energetycznych, związane np. z przestawieniem systemów informatycznych, z koniecznymi korektami dotyczącymi rachunków. To wydaje się czysto propagandowe działanie – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Onimichowski, ekspert Instytutu Obywatelskiego, były prezes Towarowej Giełdy Energii.

We wtorek, 4 stycznia weszła w życie ustawa o dodatku osłonowym, która ma wesprzeć część gospodarstw domowych w pokryciu rosnących kosztów energii i cen żywności. Będzie on przysługiwał tym, których przeciętne miesięczne dochody nie przekraczają 2,1 tys. zł w gospodarstwie jednoosobowym lub 1,5 tys. zł na osobę w gospodarstwach wieloosobowych. Będzie wypłacany dwa razy w roku. Wypłata pierwszej raty ma nastąpić do 31 marca, a drugiej – do 2 grudnia 2022 roku. Wnioski o dodatek osłonowy można natomiast składać do końca stycznia.

Dzień wcześniej rzecznik kancelarii premiera Piotr Müller poinformował, że rząd cały czas przygląda się sytuacji na rynku energii elektrycznej i gazu i pracuje nad kolejnymi rozwiązaniami, które zmniejszą bądź zrekompensują obciążenia finansowe wynikające z podwyżek. Przypomniał też o działaniach, które zostały wdrożone już wcześniej, czyli obniżce akcyzy oraz obniżce VAT na energię elektryczną, gaz i ciepło systemowe. Wszystko to wchodzi w skład tarczy antyinflacyjnej.

 Obniżka VAT jest interesująca, ale tylko z punktu widzenia odbiorców indywidualnych. Z punktu widzenia firm – tych, którzy nas zaopatrują w pieczywo czy szklarniowe owoce i warzywa – to nie ma to znaczenia. Oczywiście tego typu instrumenty są wykorzystywane nie tylko w Polsce, ale one są tylko czasowe, w tej chwili mówi się o kilku miesiącach. Poza tym szybko o nich zapomnimy – wskazuje Grzegorz Onimichowski.

Ministerstwo Finansów podaje, że obniżki stawek VAT na energię elektryczną, gaz i ciepło systemowe będą kosztować budżet państwa łącznie ok. 2,35 mld zł i skorzysta na nich w sumie 15,5 mln gospodarstw domowych. Obniżka VAT ma jednak obowiązywać tylko w okresie od stycznia do marca br. Obniżona akcyza ma obowiązywać do końca maja br.

Trudno powiedzieć, jak długo można utrzymywać takie instrumenty. Jeśli chodzi o opodatkowanie energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, tu w sumie nie ma żadnego ograniczenia. UE reguluje kwestie wysokości VAT-u na energię elektryczną. Dyrektywa mówi o tym, że energia powinna być obciążona bazową stawką VAT-u, czyli w Polsce 23 proc. Ale widać już, że po tym, co wydarzyło się chociażby na rynku gazu w 2021 roku, szereg krajów zastosował podobne instrumenty jak Polska. Teraz pytanie, jak długo będziemy się po cichu umawiać, że możemy te własne regulacje obchodzić albo bezpośrednio łamać. To jest czysto polityczna decyzja – podkreśla ekspert rynku energii. – Kiedy ceny gazu spadną i u tych największych producentów energii – jak Niemcy czy Francja – sytuacja się poprawi, wówczas nacisk na powrót do tego prawa europejskiego będzie coraz większy i prawdopodobnie trzeba będzie wrócić do bazowych stawek VAT-u.

Jak ocenia, kiedy instrumenty osłonowe wdrożone przez rząd przestaną obowiązywać, Polska, która już wcześniej miała jedne z najwyższych cen hurtowych energii elektrycznej w całej UE, prawdopodobnie wróci na pozycję lidera pod tym względem.

– Taka sytuacja w Polsce miała już miejsce w 2019 i 2020 roku, kiedy mieliśmy rekordowy import energii elektrycznej. Czyli nie importowaliśmy węgla, ale importowaliśmy bezpośrednio energię elektryczną. Myślę, że wrócimy do tej sytuacji stosunkowo niedługo – prognozuje Grzegorz Onimichowski. – To oczywiście wpłynie na obniżkę ceny w Polsce, ale przestaniemy być eksporterem, a zaczniemy być importerem. Jaki to będzie miało wpływ chociażby na kurs walutowy, to trudno przewidywać.

Ekspert Instytutu Obywatelskiego wskazuje też, że aby przeciąć spiralę rosnących cen, rząd powinien skupić na inwestycjach przyspieszeniu transformacji energetycznej.

Ok. 70 proc. polskiej energetyki to są bloki wybudowane jeszcze za czasów towarzysza Gierka, więc tę energetykę i tak trzeba wymienić – podkreśla Grzegorz Onimichowski. – Musimy wymienić gwałtownie starzejącą się flotę bloków energetycznych na nowoczesną energetykę opartą o źródła odnawialne. Tu kluczem są inwestycje w sieci, ponieważ nowa energetyka jest zupełnie inna od starej, ona jest rozproszona, opiera głównie o mniejszych inwestorów, również prosumentach, którzy inwestują w fotowoltaikę. Trzeba też szybko uchylić wszystkie przepisy, które krępują rozwój energetyki odnawialnej, jak chociażby słynna zasada 10H [regulująca odległości farm wiatrowych od zabudowań – red.], a po drugie – skierować strumień pieniędzy, które otrzymujemy ze sprzedaży uprawnień do emisji, a tylko w zeszłym roku było to 25 mld zł, na transformację energetyczną.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/po-wygasnieciu,p444079417

Zmiany w rozliczeniach wielodzietnych rodzin. Na podatkowej rewolucji zyskają 335 mln zł rocznie

0

Jak podkreśla Ministerstwo Finansów, Polski Ład to szereg ulg i korzyści dla rodzin, szczególnie wielodzietnych. Zgodnie z przepisami, które weszły w życie od stycznia 2022 roku, rodzice wychowujący co najmniej czwórkę dzieci będą korzystać z PIT-0 dla rodzin 4+. Da to co najmniej 85 528 zł przychodu bez PIT na każdego rodzica plus do tego kwota wolna od podatku, która od nowego roku wzrosła do 30 tys. zł. Zmiany te dotyczą ok. 64 tys. rodzin, czyli ok. 110–120 tys. osób.

Trzy kluczowe zmiany podatkowe, które wprowadza Polski Ład, to wyższa kwota wolna od podatku – 30 tys. zł, wyższy próg podatkowy – 120 tys. zł oraz zmiana zasad płacenia składki zdrowotnej. Według podawanych przez rząd szacunków po zmianach wzrosną dochody netto Polaków. W ich portfelach zostanie ok. 17 mld zł więcej, a na reformie zyska 18 mln osób. Dla 90 proc. podatników nowe rozwiązania są korzystne lub neutralne. 9 mln Polaków przestanie płacić PIT, w tym ok. 2/3 emerytów i rencistów. 32-proc. podatek zapłaci połowa osób mniej niż dotychczas.

– Oprócz tej generalnej obniżki podatku dla osób mniej zarabiających podatkowy Polski Ład również jest nakierowany na wsparcie rodzin, i to nawet już na etapie ich tworzenia. Od tego roku możliwe będzie wspólne rozliczenie małżonków już w trakcie roku podatkowego, w którym małżeństwo zostało zawarte. Co więcej, jest to regulacja, która będzie działać wstecz, ponieważ nawet osoby, które zawarły związek małżeński w 2021 roku, przy rozliczeniu tego okresu będą mogły zadeklarować wspólne rozliczenie podatku – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Sarnowski, wiceminister finansów. – Dotychczas nigdy nie było to możliwe. Wspólne rozliczenie było otwarte tylko i wyłącznie dla tych osób, które wspólnie razem przeżyły cały rok podatkowy jako jedna rodzina.

Rewolucją podatkową dla rodzin Ministerstwo Finansów nazywa także wprowadzenie PIT-0 dla rodzin z co najmniej czwórką dzieci.

To jest bardzo wysokie odliczenie od dochodu, bo w wysokości aż 85,5 tys. zł dla rodzica wychowującego przynajmniej czwórkę dzieci. Co ważne, jest to ulga dla każdego z rodziców, zatem w przypadku wspólnego rozliczenia małżonków jest to wysokość dublowana – informuje wiceminister finansów. – W sytuacji, gdy małżonkowie rozliczają się na skali podatkowej, czyli są również uprawnieni do 30-tys. kwoty wolnej od podatku, to podatek zapłacą dopiero od pierwszej złotówki zarobionej ponad 231 tys. zł. To jest bardzo duże odciążenie dla rodziców.

Z danych resortu finansów wynika, że dzięki tej zmianie zdecydowana większość rodziców, którzy wychowują co najmniej czworo dzieci, przestanie płacić podatek. W ich portfelach zostanie ok. 335 mln zł rocznie. Ulga ta przysługuje niezależnie od tego, czy rodzice pracują na etacie, czy są przedsiębiorcami, czy rozliczają się wspólnie, czy samotnie wychowują dzieci.  

Pierwszy raz rozwiązania prorodzinne dotyczą nie tylko osób rozliczających się na zasadach ogólnych – pracowników i przedsiębiorców, ale również tych osób, które rozliczają się w sposób uproszczony, na stawce liniowej 19 proc. oraz również tych korzystających z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Takie osoby również będą mogły skorzystać z tego bardzo dużego odliczenia – mówi Jan Sarnowski. – Dotychczas nie mieli możliwości ani wspólnego opodatkowania się z małżonkiem, ani nawet korzystania z ulgi na dzieci.

Sama ulga na dzieci cały czas będzie zarezerwowana dla pracowników oraz przedsiębiorców rozliczających się na zasadach ogólnych na skali podatkowej, czyli podatkiem w wysokości 17 i 32 proc., natomiast będzie działała równolegle do odliczenia dla rodzin 4+.

– To oznacza, że również te rodziny będą mogły z niej skorzystać, a jeśli nie będą już miały dochodu, który można byłoby w wyniku tej ulgi pomniejszyć, wtedy na zasadach, które już obowiązują od kilku lat, będą mogły po prostu dostać zwrot niewykorzystanej części ulgi w gotówce – podkreśla wiceminister finansów. – Zmiany dotyczące opodatkowania rodzin wychowujących przynajmniej czwórkę dzieci dotyczyć będą dość dużej grupy podatników, to jest około 64 tys. rodzin. Niższy podatek dzięki temu zapłaci około 110–120 tys. osób.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/zmiany-w-rozliczeniach,p1007887897

Dramatycznie niska liczba pielęgniarek, zwłaszcza do opieki długoterminowej. Co roku z rynku odchodzi ich kilka tysięcy

0

W Polsce liczba pracowników medycznych na tysiąc mieszkańców jest znacznie niższa niż w innych krajach UE, a sytuacja pogarsza się z każdym rokiem. Prognozy na kolejne lata także są alarmujące. Średnia wieku pielęgniarek to 53 lata, a według szacunków w 2030 roku będzie to 60 lat. Co roku na emeryturę odchodzi znacznie więcej osób, niż wchodzi do zawodu. W ocenie Marioli Łodzińskiej, wiceprezeski Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, deficyt kadr jest szczególnie istotny w opiece długoterminowej. Wpływają na to m.in. zasady wynagradzania pracowników służby zdrowia, które zmieniły się w czasie pandemii. 

Publiczna ochrona zdrowia kona, a opieka długoterminowa jest w tej chwili w agonii – mówi agencji Newseria Biznes Mariola Łodzińska. – Patrząc na nasze dane zawarte w centralnym rejestrze, widać, że mamy ogromny deficyt kadr pielęgniarskich i położniczych, ale nie tylko, mówimy generalnie o wszystkich kadrach medycznych.

Problem ten mocno uwydatniła pandemia. Jesienią 2020 roku, podczas drugiej fali, zawieszone zostały normy zatrudnienia na oddziałach szpitalnych, zgodnie z którymi na daną liczbę pacjentów musi przypadać określona liczba personelu lekarskiego i pielęgniarskiego. Okazało się wówczas, że jest go za mało, co de facto powinno oznaczać zamknięcie niektórych oddziałów. Niedobór kadr medycznych to wielka bolączka przede wszystkim obszaru opieki długoterminowej.

– Wynika to z tego, że pielęgniarki muszą zapewnić opiekę pacjentom w publicznych i niepublicznych podmiotach leczniczych. Jeżeli pielęgniarki pracują w tych podmiotach, to podlegają regulacjom płacowym dotyczącym ustawy o płacy minimalnej dla pracowników – wyjaśnia wiceprezeska NIPIP. – Ta ustawa spowodowała, że pielęgniarki zamiast podejmować pracę w opiece długoterminowej, na przykład domowej, nie realizują swoich zadań, ponieważ więcej zarobią w szpitalach.

Mowa tu o wprowadzonej w lipcu br. nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. W odpowiedzi na zapisy tej ustawy tysiące pracowników służby zdrowia, w tym pielęgniarek i położnych, wzięło udział w manifestacji 11 września 2021 roku w Warszawie. Wśród postulatów znalazły się m.in. natychmiastowa zmiana wspomnianej ustawy, uznanej za krzywdzącą personel z długoletnim stażem, ale bez tytułów licencjata czy magistra, ponadto realny wzrost wyceny świadczeń, ryczałtów i tzw. dobokaretki, zatrudnienia dodatkowych pracowników obsługi administracyjnej i personelu pomocniczego oraz wprowadzenia norm zatrudnienia uzależnionych od liczby pacjentów. 

W opiece długoterminowej domowej stawka nie została podniesiona od 2016 roku. Została wyceniona w 2015 roku według danych na 2013 rok. A borykamy się z inflacją, ceny poszły do góry, a wycena tej formy opieki została na poziomie niezmiennym od lat – tłumaczy Mariola Łodzińska.

Jak podkreśla, to o tyle istotne, że w opiece długoterminowej rola pielęgniarki powinna być wiodąca.

– Pielęgniarka nadaje rytm pracy, wyznacza cele. W mojej ocenie powinna mieć do pomocy opiekunów, którzy odciążą ją z pracy pielęgnacyjno-opiekuńczej. Pielęgniarki powinny być przygotowane do czynności specjalistycznych, edukacji, promowania zdrowia, do utrzymania zdrowia w należytym stanie, co u nas nie ma miejsca. Obecnie wymagane są tylko pielęgniarki do opieki nad pacjentem, natomiast jedni widzą potrzebę zatrudnienia opiekunów, a inni takiej potrzeby nie widzą. Dlatego braki i przeciążenie grupy pielęgniarek i położnych są znaczące. Marnotrawi się potencjał tych pielęgniarek na czynności, które mogłyby wykonać inne zawody medyczne – zauważa przedstawicielka NIPiP.

Dane OECD i KE (raport „State of Health in the EU: Companion Report 2021”) wskazują, że liczba praktykujących lekarzy na każdy tysiąc populacji wynosi w Polsce 2,4, a liczba pielęgniarek – niecałe 6. Średnia dla UE to odpowiednio – 3,9 oraz 8,4. Krajowe wyniki są jednymi z najgorszych wśród państw członkowskich.

Od lat informujemy rządzących, niezależnie od ekipy, która była u sterów władzy, jak wygląda sytuacja. Obecnie realizuje się czarny scenariusz. Średni wiek polskiej pielęgniarki w tej chwili to 53 lata, położnej – dwa lata mniej – wylicza Mariola Łodzińska.

Raport Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych z 2021 roku wskazuje, że prawie 36 proc. pielęgniarek (ponad 83 tys.) jest w wieku między 51 a 60 lat. Mimo nabycia uprawnień emerytalnych w zawodzie ciągle pracuje 63 tys. osób, stanowiących aż 27,2 proc. ogółu. Podobnie sytuacja wygląda wśród położnych. Prognozy zawarte w raporcie wskazują, że do 2025 roku liczba zatrudnionych pielęgniarek i położnych zmniejszy się o ponad 16,7 tys., a do 2030 roku – aż o blisko 36,3 tys. osób.

Do systemu nie wchodzi tyle pielęgniarek, ile powinno. Rokrocznie ok. 10 tys. pielęgniarek nabywa prawa emerytalne. Żeby utrzymać status quo, powinno ich wchodzić do systemu 10 tys. W tym roku prawo wykonywania zawodu odebrało 6,8 tys., to jest zdecydowanie więcej niż w roku poprzednim, kiedy było to 5,5 tys. pielęgniarek, natomiast do systemu weszło tylko 2,35 tys. Pytanie, gdzie jest cała reszta – mówi wiceprezeska NIPiP. – To pytanie powinno nurtować Ministerstwo Zdrowia i osoby decyzyjne w tym kraju, ponieważ Polski nie stać jest na kształcenie tak drogich kadr, jakimi są pielęgniarki i położne.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/dramatycznie-niska-liczba,p640144636

Od stycznia obowiązują nowe ulgi dla przedsiębiorców. Część z nich ma pobudzić inwestycje firm

0

Niektóre elementy Polskiego Ładu, który właśnie wszedł w życie, mają na celu zwiększenie inwestycji na giełdzie. Rząd przewidział w nim ulgę na IPO, która pomoże firmom, nawet niewielkim, wejść na giełdę. Z drugiej strony proponuje ulgę na inwestycje w giełdowych debiutantów oraz dla firm, które inwestują za pośrednictwem funduszy venture capital. W Polskim Ładzie pojawiły się także ulgi dla przedsiębiorców, którzy planują rozwijać innowacje.

Od stycznia zacznie funkcjonować ulga na pierwszą ofertę giełdową, ułatwiająca polskim start-upom znalezienie strategicznego inwestora na giełdzie – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sarnowski, wiceminister finansów.

Tak zwana ulga na IPO umożliwi emitentowi uwzględnienie w rachunku podatkowym 150 proc. wydatków bezpośrednio związanych z wejściem na giełdę (np. na przygotowanie prospektu emisyjnego) i odliczenie dodatkowych 50 proc. wydatków na usługi doradcze, prawne i finansowe, bezpośrednio związane z emisją (maksymalnie 50 tys. zł bez VAT).

 Z drugiej strony będziemy mieli ulgę dla firm inwestujących w giełdowych debiutantów, która zachęci inwestorów do tego, żeby lokowali swoje środki w dobrze rokujących polskich firmach – wyjaśnia wiceminister finansów. – Chcemy również gorąco zachęcić inwestorów, żeby korzystali z pośrednictwa funduszy venture capital. To są profesjonalne podmioty, które z najwyższym prawdopodobieństwem są w stanie wskazać inwestorowi takie przedsiębiorstwa, w które zainwestowanie pieniędzy może oznaczać w perspektywie kilku lat największy współczynnik zwrotu. I właśnie na inwestowanie za pośrednictwem funduszy venture capital też pojawiła się ulga podatkowa.

Nowa ulga dla tzw. aniołów biznesu i inwestorów, którzy za pośrednictwem funduszy venture capital lokują kapitał w innowacyjnych, polskich spółkach, to rozwiązanie opracowane we współpracy z PFR Ventures (część Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju). Ulga pozwoli odliczyć od postawy opodatkowania nawet 50 proc. wartości takiej inwestycji (maksymalnie 250 tys. zł w danym roku podatkowym). Rozwiązanie bazuje na zachętach podatkowych funkcjonujących już m.in. we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Wprowadzone w Polskim Ładzie rozwiązania podatkowe mają – zgodnie z założeniami rządu – wspierać przedsiębiorców na każdym etapie procesu produkcyjnego – od pomysłu po sprzedaż gotowego towaru.

– Stąd nowa propozycja, na wzór azjatyckich tygrysów gospodarczych jak Singapur, Tajwan czy Korea Południowa, a nawet dużych centrów produkcyjnych Europy Zachodniej, takich jak Francja, Wielka Brytania czy Włochy. Mianowicie wprowadziliśmy od stycznia system ulg podatkowych, wspierających rozwój firm oraz proces produkcyjny praktycznie na każdym jego etapie. Na etapie wymyślenia produktu jest ulga badawczo-rozwojowa, na etapie przeniesienia go na język praktyki i gotowego towaru – ulga na prototyp. Później ulga na robotyzację, dzięki której będzie można efektywnie i tanio produkować nowe towary i kierować je na rynek. I na koniec ulga IP Box, dzięki której podatek od dochodu osiągniętego ze sprzedaży wytworzonego w Polsce towaru będzie wynosić już nie 19, ale 5 proc. – wylicza Jan Sarnowski.

Firmy prowadzące działalność badawczo-rozwojową mogą także skorzystać z ulgi na innowacyjnych pracowników, o wybranych wysokich kompetencjach, np. inżynierów, programistów czy konstruktorów. W ramach tego narzędzia ich wynagrodzenia będą szczególną kategorią wydatków kwalifikowanych.

Polski Ład, czyli – jak wskazuje rząd – historyczna reforma systemu podatkowego, oficjalnie wszedł w życie 1 stycznia 2022 roku. Obok sztandarowych rozwiązań – takich jak zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł i podniesienie progu podatkowego z ok. 85 tys. zł do 120 tys. zł – Polski Ład obejmuje też szereg nowych rozwiązań dla przedsiębiorców. Resort finansów podkreśla, że na samej reformie klina podatkowo-składkowego zyska ok. 530 tys. najmniejszych firm, ale Polski Ład to także szereg preferencji dla firm nastawionych na innowacje, inwestycje i ekspansję biznesu.

– Gdyby spytać się przedsiębiorcę, nauczyciela akademickiego czy chociażby osobę z ulicy o to, jakie powinny być podatki, to połowa z nich odpowie, że powinny być proste i zrozumiałe dla wszystkich. Druga połowa odpowie, że podatki powinny wspierać rozwój przedsiębiorstw, powinny być perfekcyjnie dostosowane do formy prowadzenia działalności gospodarczej, formy finansowania, ewentualnie do rynku czy gałęzi gospodarki, w której dana firma funkcjonuje. Nam zależy na tym, żeby od stycznia w polskim systemie podatkowym funkcjonowały rozwiązania zarówno dla jednych, jak i drugich – mówi wiceminister finansów.

Choć eksperci szacują, że duża część nowych rozwiązań negatywnie odbije się na sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, to resort finansów podkreśla, że są i pozytywy, które ułatwią prowadzenie działalności.

Mamy z jednej strony szeroko otwarty ryczałt od przychodów ewidencjonowanych dla jednoosobowych działalności gospodarczych, które nie planują dużej ekspansji, które chcą się skoncentrować na utrzymaniu przedsiębiorcy i jego rodziny. To jest maksymalnie prosty sposób rozliczenia podatków, wpływy do kasy razy niska stawka, bez konieczności zajmowania się całą plejadą formalności związanych z rozliczeniem podatku – mówi Jan Sarnowski.

Tym firmom, które mają w planach ekspansję i rozwój, dedykowany jest z kolei ryczałt od dochodów spółek kapitałowych, czyli tzw. estoński CIT – maksymalnie uproszczony sposób rozliczenia podatku, pozwalający na reinwestycję praktycznie całego osiągniętego w firmie zysku, bez uszczuplania go podatkami. Do tej pory rozwiązanie to było zarezerwowane dla wąskiego grona spółek, ale zmiany wprowadzone w Polskim Ładzie poluzowały wiele z obowiązujących ograniczeń. W ocenie resortu finansów przełoży się to na większą popularność estońskiego CIT-u. Najważniejsze z tych zmian to m.in. zniesienie limitu przychodów, który wykluczał z systemu estońskiego większe podmioty, oraz rozszerzenie katalogu podmiotów, które będą mogły z niego skorzystać (o spółki komandytowe, spółki komandytowo-akcyjne i spółdzielnie). W sumie od stycznia br. zniknęły aż trzy z pięciu dotychczasowych warunków wejścia w system estoński.

– Z drugiej strony dla firm, które chcą się rozliczać na dotychczasowych zasadach, również mamy szeroki katalog ulg podatkowych mających na celu zachęcenie ich do inwestycji – mówi wiceminister finansów. – Aby realizować te inwestycje, potrzeba tak naprawdę dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, żeby firma pozyskała finansowanie. I po drugie tego, żeby sama inwestycja była dla firmy po prostu tańsza i żeby te środki, które udało się jej pozyskać, mogły być wykorzystane w kluczowym miejscu i w jak najbardziej efektywny sposób. I to właśnie realizujemy narzędziami podatkowymi.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/od-stycznia-obowiazuja,p1903440600

Nie wszyscy zyskają na nowym ładzie w podatkach. Zmiany „sfinansują” głównie osoby zarabiające powyżej 11 tys. zł brutto

0

Na reformie podatkowej wprowadzonej w Polskim Ładzie najwięcej zyskają najmniej zarabiający, ale tylko ci zatrudnieni na umowę o pracę, jak również emeryci otrzymujący najniższe świadczenia. Straci większość przedsiębiorców, zwłaszcza tych rozliczających się podatkiem liniowym, i najlepiej zarabiający etatowcy. Na poprawę poborów nie mają też co liczyć zatrudnieni na umowy cywilnoprawne. Część pracowników i przedsiębiorców rozliczających się według skali podatkowej będzie mogła skorzystać z ulgi dla klasy średniej, co sprawi, że program zmian okaże się dla nich neutralny.

– Zmiany, które zostaną wprowadzone w ramach Polskiego Ładu, mają swoje dobre i mocne strony, jak również te słabe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego. – Na pewno podwyższenie kwoty wolnej do 30 tys. zł i podwyższenie drugiego progu podatkowego należy zakwalifikować do zmian pozytywnych.

Jedną z największych zmian jest podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, czyli w przypadku większości podatników niemal dziesięciokrotnie. Oznacza to na przykład brak opodatkowania dla otrzymujących najniższą emeryturę oraz pensje do 3180 zł miesięcznie. Dodatkowo drugi próg podatkowy zostanie podniesiony do 120 tys. zł rocznie z dotychczasowych 85 tys. zł. Dla osób zarabiających w tym przedziale oznacza obniżkę stawki niemal o połowę, z 32 proc. do 17 proc.

 Z kolei brak możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku dochodowego od osób fizycznych na niekorzyść wpłynie na wysokość wynagrodzenia netto podatników. Osobom, które są zatrudnione na podstawie umowy o pracę, pracodawca będzie musiał pobrać z wynagrodzenia większą kwotę, która będzie odpowiadała wysokości składki zdrowotnej, a podatnik nie będzie miał już prawa do tego, żeby w rozliczeniu rocznym to odliczyć. Czyli dla tych osób będzie po prostu wyższe opodatkowanie – wyjaśnia dr Antoni Kolek.

Jak podaje Ministerstwo Finansów, pracownicy o zarobkach od 5,7 tys. do 12,8 tys. brutto miesięcznie zyskają lub nie stracą na Polskim Ładzie. I to mimo braku możliwości odliczenia składki zdrowotnej. Według resortu, reforma będzie neutralna dla 20 proc. etatowców. Mniej niż 200 zł miesięcznie straci niecałe 12 proc. pracowników, a tylko 2,4 proc. zapłaci więcej niż 200 zł miesięcznie.

Niekorzystne zmiany dotyczące odliczania składki zdrowotnej ma zniwelować ulga dla klasy średniej. Będą mogli z niej skorzystać przedsiębiorcy rozliczający się według skali oraz pracownicy etatowi zarabiający między 5700 zł a 11 141 zł brutto miesięcznie.

– Z całą pewnością wszyscy pracownicy, którzy zarabiają powyżej 11 tys. zł, faktycznie będą tymi, którzy będą musieli „sfinansować” Polski Ład. Tutaj podatek dochodowy od osób fizycznych i składka zdrowotna na tyle obciąży wynagrodzenie netto, że te osoby po prostu będą odnotowywały straty w wysokości swojego wynagrodzenia netto po wdrożeniu Polskiego Ładu – mówi prezes Instytutu Emerytalnego. – Podobnie przedsiębiorcy – jeśli ktoś dzisiaj jest podatnikiem 19-proc. podatku liniowego, do tej pory płacił 1,25 proc. składki zdrowotnej, teraz będzie tak naprawdę musiał zapłacić 19 proc. plus 4,9 proc. składki zdrowotnej należnej od pełnego dochodu. Dla wielu osób będzie to oznaczało po prostu podwyżkę podatków.

Jak podkreśla, z ulgi dla klasy średniej nie skorzystają zleceniobiorcy, czyli osoby, które wykonują pracę na podstawie umowy cywilnoprawnej, przedsiębiorcy na podatku liniowym, a także ci, którzy są członkami zarządów czy też prokurentami spółek na zasadach powołania.

– Jeśli z tego tytułu otrzymują wynagrodzenie, jest to działalność wykonywana osobiście, ona również nie jest związana z ulgą dla klasy średniej – wylicza dr Antoni Kolek. – Tak że będzie sporo grup osób, które faktycznie nie będą mogły z tej ulgi dla klasy średniej skorzystać, a jeśli z niej nie skorzystają, to znaczy, że ich wynagrodzenie będzie obciążone i podatkiem dochodowym, i pełną, nieodliczalną składką zdrowotną.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nie-wszyscy-zyskaja-na,p2067910633

Program Ulga od Długu pod lupą KNF. Organizatorzy: Okazaliśmy się na tyle skuteczni, że firmy pożyczkowe chcą ukrócić tę działalność

0

Pod koniec listopada spółka LoanMe, Kancelaria CERTO oraz Ulgaoddługu.pl sp. z o.o. trafiły na listę ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego. To pokłosie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które złożyły do prokuratury organizacje zrzeszające firmy pożyczkowe. KNF, po wstępnej analizie, zdecydowała się przystąpić do postępowania wszczętego przez prokuraturę, co automatycznie prowadzi do wpisania firm na listę ostrzeżeń publicznych. – W opinii zewnętrznych ekspertów jest to całkowicie pozbawione jakichkolwiek podstaw merytorycznych, formalnych, prawnych. Stąd wzbudziło to nasze duże zaskoczenie – mówi Marta Janowicz-Stradomska z Kancelarii CERTO. Jak dowodzi, sprawa jest w trakcie wyjaśniania, a program Ulga od Długu stał się solą w oku firm pożyczkowych, które w ten sposób starają się ukrócić jego działalność.

Komisja Nadzoru Finansowego, której zadaniem jest nadzór nad rynkiem finansowym, publikuje na swojej stronie listę ostrzeżeń publicznych, którą może sprawdzić każdy konsument. Znajduje się na niej kilkaset podmiotów, których działalność budzi wątpliwości KNF i wobec których zostały złożone zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Tylko w listopadzie tego roku na listę ostrzeżeń KNF trafiło sześć nowych podmiotów, wśród których znalazły się m.in. spółka LoanMe, Ulgaoddlugu.pl sp. z o.o. i  Kancelaria CERTO M. Janowicz-Stradomska i Wspólnicy.

KNF przystąpił do postępowania zainicjowanego przez inny podmiot, prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Wpis na listę ostrzeżeń nie jest w tym wypadku działaniem uznaniowym KNF, tylko wynika z przepisów ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Barszczewski, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej UKNF. – Oczywiście ta sprawa będzie dalej wyjaśniana przez stosowne organy ścigania, ale klienci powinni mieć świadomość, że być może działalność tych podmiotów jest nastawiona na to, aby sprzeniewierzyć środki finansowe. Jeżeli one działają na rynku, ale nie posiadają stosownych zezwoleń KNF, to może wynikać z tego, iż jest to celowa chęć wprowadzenia konsumentów w błąd.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożyły do Prokuratury Okręgowej w Warszawie organizacje zrzeszające firmy pożyczkowe. W ich ocenie LoanMe, Kancelaria CERTO i firmowany przez nią program Ulga od Długu dopuściły się naruszenia szeregu przepisów. Komisja Nadzoru Finansowego, po wstępnej analizie, zdecydowała się przystąpić do postępowania wszczętego przez prokuraturę, co praktycznie z automatu prowadzi do wpisania na listę ostrzeżeń publicznych KNF. Wpis ten nie przesądza jeszcze o fakcie popełnienia przestępstwa. Niesie jednak ze sobą szereg konsekwencji, do których zalicza się utrata zaufania klientów i partnerów biznesowych. W aktualnym stanie prawnym taki wpis nie podlega jednak żadnej kontroli odwoławczej.

– Na tej liście ostrzeżeń znajdują się podmioty, które KNF uważa po prostu za niegodne zaufania. I nie ma w tym przypadku żadnej procedury, żadnej ścieżki odwoławczej. Nie możemy się odwołać od tej decyzji, nie możemy jej zaskarżyć. Oczywiście to nie znaczy, że nie podejmujemy żadnych kroków, ponieważ staramy się podjąć dialog z KNF, wyjaśnić sytuację i nasz sposób działania, który jest daleki od tych zarzutów – mówi radca prawny Marta Janowicz-Stradomska, partner w Kancelarii Prawnej CERTO. – Ten wpis KNF już w tej chwili ma jednak bardzo duże przełożenie na sferę wizerunkową kancelarii. Nasi klienci są zestresowani tą sytuacją, to budzi ich uzasadniony niepokój. W sferze relacji z klientami ma to duże znaczenie.

Kancelaria prowadzi dialog z KNF, licząc na jak najszybsze wyjaśnienie sytuacji. Jak zapewnia, dysponuje również opiniami prawnymi, które potwierdzają, że jej działalność w żaden sposób nie wypełnia ustawowych znamion zarzucanych jej przestępstw.

– W opinii zewnętrznych ekspertów jest to całkowicie pozbawione jakichkolwiek podstaw merytorycznych, formalnych, prawnych. Stąd wzbudziło to nasze duże zaskoczenie – mówi Marta Janowicz-Stradomska.

Uważamy, że ta decyzja jest bezpodstawna. Ona jest inspirowana działalnością firm konkurencyjnych i oparta na mało prawdopodobnych przesłankach – dodaje Wojciech Homan, dyrektor operacyjny w LoanMe.

Jedna z większych i bardziej znanych na rynku firm pożyczkowych w ubiegłym roku wycofała się z tego segmentu działalności i nawiązała współpracę z Kancelarią Prawną CERTO, której efektem jest właśnie program oddłużeniowy Ulga od Długu. Jego adresatami są konsumenci znajdujący się w trudnej bądź bardzo trudnej sytuacji finansowej, a program ma pomóc im w zmniejszeniu, spłaceniu lub umorzeniu zadłużenia wobec firm pożyczkowych. Kancelaria wskazuje, że od października 2020 roku zawarła już w imieniu klientów setki ugód, w niektórych przypadkach umożliwiających redukcję zadłużenia nawet o 80 proc.

W ramach programu Ulga od Długu nasza kancelaria podejmuje szereg działań prawnych – zarówno przedsądowych, jak i sądowych – zmierzających do tego, aby nasi klienci uzyskali swobodę finansową, uwolnili się od zadłużenia w instytucjach pożyczkowych i mogli na powrót stać się pełnoprawnymi uczestnikami rynku – mówi partner w Kancelarii Prawnej CERTO.

Z naszej perspektywy wspieramy kancelarię w kilku zakresach. Po pierwsze, pozyskujemy klientów na rzecz programu oddłużeniowego Ulga od Długu. Po drugie, dostarczamy też infrastrukturę technologiczną i całe zaplecze organizacyjne na rzecz tego programu – dodaje Wojciech Homan. – Teraz, pracując przy programie oddłużeniowym, widzimy z drugiej perspektywy, jak wygląda statystyczny klient firm pożyczkowych, jak bardzo on jest zadłużony. Przykładowo w tej chwili mamy klienta, który ma 29 pożyczek o wartości powyżej 150 tys. zł, a jego jedynym źródłem dochodu jest świadczenie socjalne.

Zarówno LoanMe, jak i warszawska Kancelaria CERTO wskazują, że ich działalność w żaden sposób nie narusza przepisów prawa, a sytuacja jest już w trakcie wyjaśniania z KNF i prokuraturą. Jak podkreślają, jest ona przede wszystkim wynikiem nieuczciwej walki rynkowej ze strony firm pożyczkowych.

Firmy pożyczkowe reagują wręcz histerycznie na naszą działalność. Widać to w przestrzeni medialnej i niestety też w konkretnych działaniach – mówi Marta Janowicz-Stradomska. – Program Ulga od Długu okazał się na tyle skuteczny, że firmy pożyczkowe starają się ukrócić tę działalność, ponieważ ona koliduje z ich działalnością biznesową. Topowe firmy pożyczkowe złożyły przeciwko nam doniesienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury, na szeroką skalę nagabują swoich dłużników, a naszych klientów nakłaniają do zerwania z nami umowy. Wysyłają im wręcz gotowe wzory pism z wypowiedzeniami, nakłaniają do składania donosów na policję. To są działania, które mamy udokumentowane. Dla przykładu Wonga złożyła przeciw nam wiele pozwów cywilnych w tzw. trybie pauliańskim, zarzucając, że przetrzymujemy pieniądze klientów, które to rzekomo należą się im. W innej sytuacji można by powiedzieć, że jest to w zasadzie pozytywne, ponieważ świadczy o skuteczności podejmowanych przez nas działań, skoro firmy pożyczkowe zdecydowały się na wytoczenie przeciw nam tak ciężkich dział.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/program-ulga-od-dlugu-pod,p876837984

W Zakopanem ceny nieruchomości i gruntów biją kolejne rekordy. Kupują głównie inwestorzy z myślą o budowie apartamentów dla turystów

0

Zakopane to jeden z najdroższych rynków nieruchomości w kraju. Wynika to nie tylko z popularności turystycznej tego miasta, ale też z niewielkiej i wciąż malejącej podaży gruntów, których w centrum zimowej stolicy Polski jest coraz mniej. Deweloperzy budują głównie apartamentowce z myślą o turystach. Z kolei w nieodległych okolicach, jak Poronin czy Nowy Targ, ceny są dużo niższe i można tam jeszcze znaleźć grunty pod zabudowę.

Ceny nieruchomości w Zakopanem są bardzo wysokie, a tendencja jest cały czas wzrostowa. Ceny mieszkań deweloperskich to jest poziom ok. 30 tys. zł za 1 mkw., ceny gruntów to w centrum Zakopanego około 5 tys. za 1 mkw. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Suchodół, analityk Instytutu Monitor Rynku Nieruchomości, pośrednik rynku nieruchomości. – Z tego, co obserwuję na rynku, obecnie mamy stabilizację tych cen, w najbliższym kwartale może nastąpić wyhamowanie. Ale całkiem możliwe, że one pójdą dalej w górę.

Dla porównania na rynkach typowo mieszkaniowych, nawet tych najdroższych, ceny są niemal trzykrotnie niższe. Z danych Narodowego Banku Polskiego za III kwartał 2021 roku wynika, że ceny transakcyjne mieszkań na najdroższym z 17 największych polskich miast rynku warszawskim wyniosły niespełna 11 tys. zł za 1 mkw. Są to jednak lokale kupowane albo do mieszkania na stałe, albo do długoterminowego wynajmu. Tymczasem w Zakopanem apartamenty (lub grunty pod nie) kupowane są inwestycyjnie z przeznaczeniem na wynajem turystom. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę oblężenie zarówno w sezonie okołowakacyjnym, jak i zimowym.

Z opublikowanego w kwietniu 2021 roku raportu autorstwa Marka Suchodoła pt. „Zakopane – Białka Tatrzańska. Rynek mieszkaniowy dla tych, którzy mają gruby portfel” wynika, że w ubiegłym roku średnia cena za 1 mkw. apartamentów turystycznych na rynku pierwotnym wynosiła ok. 20 tys. zł wobec 16 tys.  zł w 2018 roku. Na rynku wtórnym to 11,7 tys zł. Cały ubiegły rok na rynku mieszkaniowym w Zakopanem zamknął się rekordową wartością transakcji na poziomie 113 mln zł wobec 104 mln zł w 2019 roku, i to mimo mniejszej liczby tych transakcji.

 Poziom gotówki na rynku i bardzo duży popyt spowodował wzrosty cenowe i tak duże zainteresowanie nieruchomościami, że dzisiaj praktycznie nie ma co kupić. W centrum Zakopanego praktycznie ciężko jest pozyskać jakieś tereny. Gruntów niezabudowanych w ogóle nie ma w obrocie, są tylko grunty zabudowane starymi budynkami, które później są burzone, i w to miejsce powstają zazwyczaj jakieś obiekty apartamentowe – wyjaśnia Marek Suchodół. – Zasadniczo powstają raczej nieduże obiekty z luksusowymi apartamentami na wynajem, to jest główny segment rynku. Praktycznie stricte mieszkaniówki dla mieszkańców nie ma i raczej się nie spodziewamy, że będzie.

Z analizy eksperta wynika, że rynek stricte mieszkaniowy przenosi się do Nowego Targu, natomiast domów jednorodzinnych i działek pod budowę takich domów nabywcy szukają na terenie sąsiednich wsi w gminach Czarny Dunajec i Szaflary.

Na największą konkurencję dla Zakopanego wyrasta w ostatnim czasie Białka Tatrzańska, w której zainwestowano w atrakcje turystyczne, a w roku 2020 zrealizowano kilka inwestycji deweloperskich z apartamentami turystycznymi. Sprzedano tam ponad 60 tego typu lokali, gdzie średnia cena 1 mkw. apartamentu w stanie deweloperskim kształtowała się na poziomie 15,3 tys. zł w stosunku do 14,5 tys. zł w 2019 roku. Obecnie na terenie Białki Tatrzańskiej, jak również Bukowiny Tatrzańskiej realizowane są kolejne nowe inwestycje w tym segmencie rynku. Ich ceny ofertowe wahają się w przedziale od 10 tys. zł za 1 mkw. do 20 tys. zł za 1 mkw.

Na pewno porównywalna cenowo jest Białka Tatrzańska, tam ceny apartamentów są na poziomie od 20 tys. zł za metr kwadratowy w górę. Tam też rynek mocno się rozwinął i cały czas się rozwija. Także zasadniczo wszystkie okoliczne wsie, czyli Rzepiska, Czarna Góra, Jurgów, ale tam rynek dotyczy tylko i wyłącznie gruntów pod zabudowę. Podaż terenów jest dość duża, wzrosty cen też są duże, jednakże tam można spokojnie zainwestować i coś jeszcze kupić – wskazuje analityk Instytutu Monitor Rynku Nieruchomości. – Czyli gmina Bukowina Tatrzańska czy Poronin, okoliczne wsie i nawet tereny Nowego Targu, gdzie ceny są dużo niższe, a też nie jest tak daleko do Zakopanego – dla mieszkańców to będzie ten kierunek.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-zakopanem-ceny,p26700882