Strona główna Blog Strona 64

Pozrywane łańcuchy dostaw zachęciły firmy do ekspansji zagranicznej. Zainteresowanie jest wyższe niż kiedykolwiek

0

Po przerwie spowodowanej lockdownami zainteresowanie polskich przedsiębiorstw ekspansją kapitałową na rynkach zagranicznych jest bardzo wysokie i przewyższa poziomy notowane przed pandemią. Eksperci Funduszu Ekspansji Zagranicznej widzą ożywienie inwestycyjne we wszystkich sektorach gospodarki. Choć gros inwestycji wciąż ogranicza się do krajów europejskich, to coraz częściej firmy wychodzą też poza Stary Kontynent. Pomaga im w tym również fakt, że nie muszą brać na siebie całego ryzyka związanego z ekspansją kapitałową.

– Aktualne kierunki, które dominują w ekspansji zagranicznej polskich firm, to kraje, które są nam bliższe kulturowo, czyli państwa europejskie, a także Stany Zjednoczone, Kanada, Australia. Niemniej widzimy, że coraz większą popularnością cieszą się również kierunki bardziej egzotyczne, czyli Azja, Afryka czy Ameryka Południowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Bałabanow, dyrektor zarządzający Funduszem Ekspansji Zagranicznej w PFR TFI. – Wydaje nam się, że naturalnym etapem rozwoju polskich przedsiębiorstw będzie korzystanie z możliwości, jakie stwarzają inwestycje w  krajach rozwijających się.

Dość oczywistym kierunkiem wydają się duże kraje, o wysoko rozwiniętych gospodarkach, takie jak Niemcy, Wielka Brytania lub Francja, których atutem jest duży rynek sprzedaży oraz wysoka siła nabywcza konsumentów. Jednak na tych rynkach należy się liczyć z bardzo silną konkurencją i wysokimi kosztami prowadzenia biznesu. Polskie firmy z roku na rok są coraz bardziej dojrzałe, dysponują coraz większymi środkami i coraz częściej wybierają nieco mniej znane, ale bardzo perspektywiczne kierunki ekspansji.

– Na pewno pandemia spowolniła zagraniczne procesy inwestycyjne polskich firm. Niemniej już teraz możemy powiedzieć, że obserwowana dynamika nie tylko wróciła do poziomów sprzed pandemii, ale nawet je przewyższyła. Widzimy również, że polskie przedsiębiorstwa chcą się rozwijać we wszystkich sektorach gospodarki. My jako Fundusz Ekspansji Zagranicznej wspieramy praktycznie wszystkie kierunki geograficzne i wszystkie branże – podkreśla Maciej Bałabanow.

Do szukania okazji inwestycyjnych za granicą i dywersyfikacji rynków poniekąd zmusiły firmy okoliczności z okresu pandemii, czyli przerwane łańcuchy dostaw, a potem zatory w portach spowodowane niemożnością zaspokojenia wygenerowanego po lockdownach popytu. Ekspansja może być sposobem na to, żeby uelastycznić łańcuchy dostaw i sprawić, by były bardziej odporne. Ekspert PFR TFI wskazuje, że pandemia wpłynęła również na sposób, w jaki przedsiębiorcy podchodzą do ryzyka w gospodarce.

– Tak jak 20 czy 30 lat temu mogliśmy powiedzieć, że pewne procesy, czynniki w gospodarce są w miarę stałe, tak teraz wiemy, że tej stałości już nie ma. Uczymy się codziennie tego, że rzeczywistość dookoła nas zaskakuje i że ona nie mieści się w schematach myślenia sprzed pięciu czy nawet sprzed dwóch lat. Widzimy po naszych polskich partnerach, że sukces osiągają ci, którzy zakładają, że ta niepewność jest i będzie, a nawet będzie wzrastać. A niepewność najlepiej zagospodarować poprzez pewną elastyczność działania, zwinność operacyjną, a przede wszystkim przez doświadczony i otwarty na zmiany zespół zarządzający – wymienia dyrektor zarządzający Funduszem Ekspansji Zagranicznej.

Istotne znaczenie dla wchodzenia na nowe rynki zagraniczne ma również fakt, że przedsiębiorstwa nie muszą brać na siebie całego związanego z tym ryzyka. Jedną z instytucji, która wspiera ekspansję kapitałową firm, jest Fundusz Ekspansji Zagranicznej zarządzany przez PFR TFI. Fundusz dzieli ryzyko z polskimi przedsiębiorcami i dostarcza im finansowanie equity lub dłużne. Współinwestuje w zagraniczne spółki zależne, ale pozostaje inwestorem mniejszościowym.

– Z naszego doświadczenia możemy wskazać kilka czynników odróżniających firmy odnoszące sukces od tych, które poniosły porażkę w ekspansji zagranicznej. To przede wszystkim profesjonalny zespół zarządzający, zarówno po stronie polskiego partnera, jak i w zagranicznej spółce zależnej – mówi Maciej Bałabanow. – Kolejne wyzwanie, o którym należy pamiętać, to opracowanie planu ekspansji, który będzie łączył to, co już się dzieje w zagranicznym przedsięwzięciu, z tym, co mamy w Polsce i doprowadzi do pewnych synergii. Kolejny element to pewna zasobność kapitałowa, bo przejęcie czy wybudowanie fabryki kosztuje. Zwykle te budżety są niedoszacowane, więc należałoby założyć spory margines bezpieczeństwa inwestycji zagranicznych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pozrywane-lacuchy,p1312039525

PKEE: Cała Europa zmaga się z podwyżkami cen energii. Głównymi powodami unijna polityka klimatyczna i handel emisjami

0

Inflacja i rosnące ceny energii w coraz większym stopniu drenują kieszenie Polaków. W ramach walki z drożyzną i przyjętej na początku grudnia tarczy antyinflacyjnej rząd zniósł jednak akcyzę na energię elektryczną sprzedawaną gospodarstwom domowym i obniżył stawkę VAT na energię z 23 na 5 proc. PKEE wylicza, że dzięki temu przeciętne gospodarstwo domowe na początku przyszłego roku niemal nie odczuje podwyżek, a od stycznia do marca comiesięczne rachunki za energię elektryczną wzrosną tylko o ok. 6 zł. W dłuższej perspektywie trzeba jednak nastawić się na kolejne wzrosty cen, spowodowane m.in. unijną polityka klimatyczną i dążeniem do zeroemisyjności.

– Tarcza antyinflacyjna istotnie zmniejszy dotkliwość podwyżek cen energii dla odbiorców indywidualnych. Według wyliczeń PKEE typowa polska rodzina zużywająca miesięcznie ok. 1,8 MWh przy taryfie G11 dla gospodarstw domowych zapłaci w przyszłym roku za prąd średnio ok. 21 zł więcej miesięcznie. Natomiast dzięki rozwiązaniom tarczy antyinflacyjnej od stycznia do marca ta kwota będzie znacznie mniejsza i wyniesie tylko ok. 6 zł. To przede wszystkim efekt zmniejszenia przez rząd podatku VAT do 5 proc. i redukcji akcyzy do zera – mówi agencji Newseria Biznes Magda Smokowska, doradca w Polskim Komitecie Energii Elektrycznej (PKEE).

Tarcza antyinflacyjna to rozwiązanie wprowadzone przez rząd na początku grudnia, aby przeciwdziałać skutkom rosnących cen. Jej najważniejsze założenia to m.in. obniżenie pomiędzy styczniem a marcem 2022 roku stawki VAT na gaz ziemny i ciepło systemowe z 23 do 8 proc., zniesienie akcyzy na energię elektryczną sprzedawaną gospodarstwom domowym oraz obniżenie stawki VAT na energię z 23 na 5 proc. Rząd wyliczył, że dzięki temu podwyżki w polskich domach na początku roku zostaną zredukowane o około 60 proc. Z kolei w całym roku przeciętne gospodarstwo domowe (grupa taryfowa G11, 1,8 MWh zużycia miesięcznie) będzie płaciło rachunki wyższe średnio o ok. 21 zł.

– W perspektywie długoterminowej trzeba liczyć się z kolejnymi podwyżkami cen energii. Polityka klimatyczna UE wymaga ogromnych inwestycji związanych z dążeniem unijnej gospodarki do neutralności klimatycznej. To wieloletni i kosztowny proces, wymagający wielkich zmian nie tylko w gospodarce, ale i w przyzwyczajeniach odbiorców energii – mówi Magda Smokowska.

Jak podkreśla, rosnące ceny energii elektrycznej to problem, z którym boryka się w tej chwili nie tylko Polska, ale i cała Europa. Powodami tego są m.in. wzrosty cen uprawnień do emisji CO2, drożejące surowce energetyczne i tegoroczna, niższa produkcja energii ze źródeł odnawialnych, a także zwiększony popyt. Jest on efektem ożywienia gospodarczego, które wystąpiło po miesiącach lockdownu i ograniczeń związanych z pandemią COVID-19.

– Wpływ tych czynników rozkłada się różnie w poszczególnych gospodarkach, jednak prawie cała Europa zmaga się z podwyżkami cen energii – na niektórych rynkach znacznie bardziej drastycznymi niż w Polsce – mówi doradca w Polskim Komitecie Energii Elektrycznej.

Rząd wskazuje, że głównym czynnikiem odpowiedzialnym za wzrost cen energii są uprawnienia do emisji dwutlenku węgla w unijnym systemie ETS. W Polsce koszt uprawnień do emisji CO2 stanowi aż 59 proc. całkowitej ceny energii, marża sprzedawców to raptem ok. 1 proc. Tymczasem w grudniu br. cena uprawnień do emisji CO2 wynosiła aż 90 euro za tonę, czyli trzykrotnie więcej niż jeszcze na początku tego roku.

– Zakup uprawnień do emisji dwutlenku węgla jest konieczny do produkcji energii w elektrowniach węglowych czy gazowych. Na rynku EU ETS można było zaobserwować lawinowy wzrost cen uprawnień będący wynikiem m.in. spekulacji. Jeszcze cztery lata temu, na przełomie 2017 i 2018 roku, ceny uprawnień do emisji kształtowały się na poziomie ok. 8 euro za tonę. W ostatnim czasie ceny te były aż jedenastokrotnie wyższe – mówi Magda Smokowska.

Unijny system handlu emisjami ETS jest kluczowym elementem polityki UE na rzecz walki ze zmianami klimatu i podstawowym narzędziem służącym do zmniejszania emisji gazów cieplarnianych. Środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 trafiają do budżetu danego państwa i przynajmniej w połowie powinny być przeznaczane m.in. na inwestycje sprzyjające redukcji emisji gazów cieplarnianych i system wsparcia dla odbiorców energii. W tym roku z handlu prawami do emisji CO2 do budżetu Polski trafi ok. 25 mld zł.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pkee-cala-europa-zmaga,p874849374

Przepisy Polskiego Ładu komplikują system podatkowy. Oznaczają więcej obowiązków dla pracodawców

0

Polski Ład wprowadzi wyższą kwotę wolną od podatku, nowe ulgi podatkowe czy reformę składki zdrowotnej. Zyskają najmniej zarabiający i 90 proc. emerytów i rencistów. Stracą jednak emeryci, których świadczenie wynosi 5 tys. zł brutto lub więcej. – Tego typu działania podważają zaufanie do państwa. Nie wiemy, jaki będzie kolejny ruch i czy tym, którzy mają wysoką emeryturę, nie przyjdzie płacić jeszcze wyższych podatków – mówi dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego.

– Pracodawcy dzisiaj narzekają na to, że mają mnóstwo obowiązków administracyjnych, z których będą musieli się już lada moment wywiązywać. To przede wszystkim zmiany dotyczące systemów kadrowo-płacowych, w jakiej wysokości i od kogo liczyć pełną składkę zdrowotną, w kwotę wolną od podatku czy kwotę zmniejszającą podatek dochodowy, także w jaki sposób uznawać ulgę dla klasy średniej – mówi agencji Newseria Biznes dr Antoni Kolek.

Kwota wolna od podatku od 2022 roku będzie jednolita i wyniesie 30 tys. zł w skali roku. Osoby, które zarabiają mniej, w ogóle nie zapłacą podatku. Z drugiej strony nowe przepisy likwidują możliwość odliczenia składki zdrowotnej od podatku. Ulga dla klasy średniej złagodzi skutki zmian w składce zdrowotnej, dlatego pensje netto osób zarabiających na etacie 5701-11 141 zł brutto nie będą niższe.

Więcej osób będzie też mogło korzystać z zerowego PIT-u – dotychczas mogły osoby do 26. roku życia. Teraz zwolnione z podatku będą też dochody pracujących emerytów, którzy mimo nabycia uprawnień nie pobierają świadczenia, przychody rodzin z przynajmniej czwórką dzieci oraz osób, które zmienią rezydencję podatkową (ulga na powrót).

– Te osoby będą korzystały z zerowego PIT-u, co dla pracodawców oznacza dodatkowe zobowiązania administracyjne, bo będą musieli przyjąć odpowiednie oświadczenie, w odpowiedni sposób rozliczać wynagrodzenia. Oczywiście podatkowo będzie to korzystne dla tych osób, które z tego skorzystają, ale dla pracodawców to będą dodatkowe obowiązki administracyjne, które już od stycznia będą musieli co miesiąc wykonywać – tłumaczy prezes Instytutu Emerytalnego.

Według rządowych wyliczeń prawie 9 mln Polaków przestanie płacić podatek PIT, a dzięki podniesieniu progu podatek w wysokości 32 proc. będzie płacić o połowę mniej osób niż dotychczas. Łącznie w kieszeniach Polaków ma zostać 16,5 mld zł. Polacy zarabiający na podstawie umowy o pracę co najmniej 13 tys. zł brutto na zmianach jednak nie tylko nie zyskają, ale wręcz stracą. Pracownicy kluczowi w swoich organizacjach będą więc oczekiwać od pracodawców rekompensaty zmian podatkowych.

– Faktycznie w wielu przypadkach pracodawcy mówią o tym, w jaki sposób mają ukształtować wynagrodzenia pracowników, tak aby nie byli oni stratni na wdrażanych zmianach – wskazuje ekspert.

Dzięki podniesieniu kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł od przyszłego roku wszystkie emerytury i renty do kwoty 2,5 tys. zł brutto miesięcznie zostaną zwolnione z podatku dochodowego. Od emerytur będzie potrącana natomiast pełna składka zdrowotna w wysokości 9 proc., bez możliwości odliczenia od podatku. Na Polskim Ładzie ma skorzystać 90 proc. emerytów i rencistów. Z wyliczeń Instytutu Emerytalnego wynika jednak, że stracą emeryci, których świadczenie wynosi 5 tys. zł brutto lub więcej. Sejm bowiem odrzucił poprawkę Senatu, dzięki której ulga dla klasy średniej miała objąć również emerytów.

– To wyższe opodatkowanie wiąże się z tym, że będą musieli zapłacić pełny podatek dochodowy od osób fizycznych, pełną 9-proc., nieodliczaną składkę zdrowotną, więc świadczenia tych osób będą niższe niż dotychczas. Dla wielu osób jest to krzywdzące, przecież dopiero co rząd mówił, że mamy pracować jak najdłużej po to, żeby w przyszłości mieć wyższe świadczenie. Teraz okazuje się, że z drugiej strony rząd mówi: dobrze, może macie wyższe świadczenia, ale w związku z tym dołóżcie się więcej do systemu podatkowego – tłumaczy dr Antoni Kolek.

Zgodnie z wyliczeniami emeryci ze świadczeniami na poziomie 7,5 tys. zł brutto stracą miesięcznie 203 zł, czyli niemal 2,5 tys. zł w ciągu roku. Obecnie 10 proc. emerytów otrzymuje 5 tys. zł brutto lub więcej. W związku z wysoką waloryzacją w marcu 2022 roku takich osób będzie więcej.

– Podważa to zaufanie do państwa, bo tak naprawdę nie wiemy, jaki będzie kolejny ruch rządu, jakie będą kolejne zmiany dotyczące systemu podatkowego i czy np. tym mającym wysoką emeryturę nie przyjdzie płacić jeszcze wyższych podatków – ocenia ekspert. – Coraz częściej faktycznie seniorzy zastanawiają się nad tym, co zrobić, żeby nie wpaść w tę pułapkę emerytalną, którą rząd na nich zastawił.

Jak ocenia prezes Instytutu Emerytalnego, nowe przepisy komplikują i tak uciążliwy system podatkowy w Polsce. Z rankingu International Tax Competitiveness Index wynika, że wśród 37 systemów podatkowych państw OECD polski system znalazł się na 36. pozycji. Pod względem skomplikowania zajmujemy 28. miejsce (opodatkowanie osób prawnych), 30. (opodatkowanie osób fizycznych) oraz 37. (opodatkowanie konsumpcji).

– Gdyby system był jasny, każdy by wiedział, jakie płaci podatki, w jakim terminie, w jakiej wysokości i to by ten system stabilizowało. Natomiast bardzo duży poziom skomplikowania zachęca, żeby się optymalizować podatkowo i szukać innych, korzystniejszych rozwiązań. Stąd też wiele osób zastanawia się, czy ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, karta podatkowa, czy może estoński CIT nie są lepszym rozwiązaniem – podkreśla dr Antoni Kolek.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przepisy-polskiego-adu,p1034833784

Akcja wezwań skłoniła już 3 tys. firm do podpisania umowy o prowadzenie PPK. Będzie ich przybywać

0

Przy wdrażaniu kolejnych etapów systemu PPK do programu przystąpiło niespełna 30 proc. pracowników. To zdecydowanie mniej, niż przewidywały założenia rządu, liczba ta jednak stale rośnie. W 2023 roku pracujący na etacie ponownie będą zapisywani do PPK z automatu, co powinno podbić liczbę uczestników PPK. Jednocześnie PFR prowadzi akcję pytania firm, które nie przyłączyły się do programu, o przyczyny tego stanu rzeczy. Już po dwóch tygodniach odnotowano niemal 3 tys. nowych umów z towarzystwami prowadzącymi PPK.

– PPK to przede wszystkim narzędzie motywacyjne dla pracowników. Obecnie każdy świadomy pracownik zdaje sobie sprawę z tego, że z państwowego systemu emerytalnego, z ZUS-u raczej nie będzie mógł mieć takich zastrzyków finansowych na starość, by utrzymać obecną jakość życia, dlatego musi oszczędzać poza systemem zusowskim – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Patryk Borkowski, kierownik komórki Rozwoju i Zarządzania Produktami Generali Investments TFI. – Pracodawca może zdecydować, że będzie odprowadzał dodatkowe 2,5 proc. oprócz obligatoryjnych składek i wtedy taka możliwość rzeczywiście może działać motywująco dla pracownika, czyli mamy narzędzie zwiększające lojalność wśród pracowników. Jest też korzyść wymierna, finansowa dla pracodawcy, ponieważ składki odprowadzane na konto pracownika w PPK zaliczane są do kosztów uzyskania przychodu, w związku z tym pracodawca nie musi od tych środków opłacać składek do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Gdy w połowie 2021 roku zakończono wdrażanie pracowniczych planów kapitałowych, okazało się, że z tej możliwości oszczędzania na dodatkową emeryturę skorzystało jedynie 28,8 proc. uprawnionych do tego zatrudnionych, czyli nieco ponad 2,3 mln osób z ponad 8 mln. Najlepiej pod tym względem wypadły duże firmy (41 proc.), zatrudniające powyżej 250 osób. W pozostałych grupach chęć udziału w PPK wyraził co piąty pracownik.

Co więcej, choć umowy o prowadzenie PPK podpisały firmy będące miejscem pracy dwóch trzecich zatrudnionych, to aż 680 tys. firm (czyli ponad dwie trzecie) umów takich nie zawarło.

Według Patryka Borkowskiego raczej nie jest to działanie intencjonalne ze strony firm, ponieważ niespełnienie obowiązków ustawowych jest obwarowane wysoką karą 1,5 proc. rocznego budżetu płac, natomiast ostatecznie liczba firm, które przystąpią do programu, wzrośnie. Obowiązek nie obejmuje mikrofirm (1–9 osób), w których wszyscy pracownicy złożyli deklarację rezygnacji z PPK, oraz tych podmiotów, które wprowadziły wcześniej pracownicze programy emerytalne. Od 18 listopada PFR wysyła wezwania do tych przedsiębiorców, którzy podlegali obowiązkowi, a nie podpisali umów z TFI, PTE lub ubezpieczycielem, bo to te podmioty są uprawnione do prowadzenia rachunków w ramach programu PPK. Firmy są proszone o wyjaśnienie, dlaczego nie wdrożyły PPK, i w 95 proc. są to rzeczywiście mikrofilmy. Z kolei w ciągu dwóch tygodni zawarto 3 tys. dodatkowych umów.

– Głównym powodem może być nieufność w stosunku do systemu emerytalnego wśród pracowników, mówimy tutaj o pokłosiu wcześniejszego demontażu OFE. Pracownicy nie wiedzą, co ich czeka, a jakiekolwiek ryzyko związane z naszymi środkami zawsze działa trochę jak płachta na byka – wyjaśnia Patryk Borkowski. – Natomiast oczywiście były prowadzone działania, które miały trochę złagodzić ten efekt nieufności, było to m.in. umieszczenie w ustawie na sztywno zapisu, że te środki są prywatne, należą do każdego z oszczędzających i w każdym momencie można je wypłacić. Z drugiej strony należy patrzeć na doświadczenia innych państw, które kilka–kilkanaście lat temu wdrożyły podobne rozwiązania jak PPK i tam też na początku partycypacja nie była zbyt wysoka.

Z biegiem lat jednak pracujący przekonywali się do oszczędzania na emeryturę i udział uczestników rósł. Takie zjawisko widać też w Polsce. Obecnie wskaźnik partycypacji przekroczył 30 proc., a w dużych firmach nawet 44 proc., zaś wartość aktywów netto wzrosła do 7,2 mld zł (w czerwcu były to 4 mld zł). Jest to stan na 30 listopada 2021 roku. W 2023 roku nastąpi ponowny automatyczny zapis do PPK i wtedy partycypacja powinna wzrosnąć, zwłaszcza że oszczędzanie w PPK się opłaca.

Jak wylicza PFR, zarabiający 5300 zł brutto uczestnik PPK zyskał w ciągu dwóch lat od 100 proc. do 130 proc. wpłaconej kwoty, uwzględniając opłatę powitalną i dopłaty państwa. Do tej pory dopłaty z budżetu wyniosły 506 mln zł, zysk wypracowany przez fundusze sięgnął 395 mln zło, a opłata powitalna to ponad 250 mln zł.

 – Oprócz tego pracownicy otrzymali wiele narzędzi obsługowych PPK, np. każdy pracownik w razie poważnego zachorowania może bezzwrotnie wypłacić 25 proc. zgromadzonych środków. Dodatkowo, co prawda to już jest zwrotne, ale może też wypłacić bez konsekwencji podatkowych nawet 100 proc. swoich środków na wkład własny. Trzeba pamiętać, że środki zgromadzone w PPK są dziedziczone, można wskazać osoby uposażone, uprawnione do wypłaty w ramach naszej śmierci – podkreśla ekspert.

 


 

Generali Investments TFI SA działa na podstawie decyzji KNF z dnia 1 czerwca 1995 r., nr decyzji KPW-4073-195 i świadczy usługi pośrednictwa w zbywaniu i odkupywaniu jednostek uczestnictwa. Towarzystwo zostało wpisane do ewidencji instytucji, które mogą oferować Pracownicze Plany Kapitałowe.

Materiał ma charakter informacyjno-reklamowy.

W materiale użyto informacji z następujących źródeł: PFR, PFR Portal PPK.

Należy pamiętać, że inwestowanie wiąże się z ryzykiem i nie ma gwarancji osiągnięcia celów inwestycyjnych, a nawet istnieje możliwość zmniejszenia wartości, w tym utraty części zainwestowanych środków. Dodatkowo przy zbywaniu i odkupywaniu jednostek uczestnictwa mogą być pobierane opłaty manipulacyjne i należne podatki. Maksymalna wysokość wynagrodzenia stałego lub zmiennego za zarządzanie subfunduszem wskazana jest w prospekcie informacyjnym, z którym należy się zapoznać przed podjęciem decyzji inwestycyjnej. Zawiera on szczegółowe informacje w zakresie: polityki inwestycyjnej, czynników ryzyka, zasad sprzedaży jednostek uczestnictwa, tabeli opłat manipulacyjnych oraz informacji podatkowych. Decyzje inwestycyjne powinny być podejmowane wyłącznie po zapoznaniu się z prospektem informacyjnym, Kluczowymi informacjami dla inwestorów oraz Informacjami dla klienta AFI, dostępnymi na stronie: www.generali-investments.pl. Dokumenty są sporządzone w języku polskim. 

 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/akcja-wezwa-sklonila,p1795975185

Pandemia pogorszyła i tak trudną sytuację większości średnich miast. Szansą dla nich może być upowszechnienie się pracy zdalnej

0

Depopulacja i brak kompleksowych strategii rozwoju to jedne z głównych wyzwań stojących przed polskimi miastami. Szczególnie trudna jest to kwestia dla miast średniej wielkości, z których co piąte zmaga się z tymi problemami – pokazuje raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Dziennikarz Piotr Witwicki w swojej najnowszej książce „Znikająca Polska” na przykładzie rodzinnego Włocławka analizuje sytuację miejscowości dotkniętych regresem społeczno-gospodarczym i jak podkreśla, jest w nich potencjał do zmian. Potrzebne są jednak konkretne działania, zwłaszcza na poziomie politycznym. Problem wyprowadzek młodych ludzi – przynajmniej w pewnym zakresie – może ograniczyć rosnąca popularność pracy zdalnej.

Problem miast średniej wielkości i tego, co się z nimi wydarzyło po transformacji i reformie administracyjnej, jest dobrze znany. Opisują go raporty naukowe, które nie są zbyt optymistyczne. Pokazują jasno, że jeśli nie zmienimy sposobu naszego myślenia, to czeka nas bardzo niewesoły scenariusz. Natomiast uważam, że nie ma takiej drogi, z której nie można zawrócić, i pewnie ta książka jest też po to, żeby ktoś zwrócił na to uwagę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Witwicki, dziennikarz Polsat News i Interii.

Jak wynika z opracowania Polskiej Akademii Nauk „Delimitacja miast średnich tracących funkcje społeczno-gospodarcze”, transformacja polityczna i społeczno-gospodarcza po 1989 roku spowodowała silną deindustrializację większości miast i problemy z utrzymaniem ich bazy ekonomicznej. Autorzy wskazali 122 średnie miasta tracące funkcje społeczno-gospodarcze, z których połowa została dotknięta silnym regresem.

Zdaniem Piotra Witwickiego na pogorszenie sytuacji niedużych miast bezpośredni wpływ miała reforma Leszka Balcerowicza, ówczesnego wicepremiera i ministra finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, rozpoczęta w 1990 roku. Tzw. plan Balcerowicza miał pomóc w odejściu od gospodarki scentralizowanej i przejściu do  rynkowej.

– Radykalna reforma Balcerowicza sprawiła, że rachunek zysków i strat był rachunkiem bez specjalnego przyglądania się i wpatrywania w ludzi, którzy zostali pozostawieni sami sobie. Zapłatą, która potem przyszła, była też radykalizacja społeczeństwa, wykwit różnego rodzaju populizmów. To cena, którą płacimy za to, że gdzieś po drodze zapomniano o tych miejscach – twierdzi Piotr Witwicki.

Na transformację ustrojową nałożyła się przeprowadzona w 1999 roku reforma administracyjna, która ograniczyła liczbę województw z 49 do 16 i która nasiliła problemy wywołane różnicami w umiejscowieniu w hierarchii administracyjno-osadniczej.

To również kryzys demograficzny, obserwowany od kilkunastu lat, który stale się pogłębia – według danych Głównego Urzędu Statystycznego przy uwzględnieniu statystyk urodzeń i zgonów z września 2021 roku deficyt demograficzny za 12 miesięcy sięgnął już 204 tys. osoby. Jak wyliczono w raporcie PAN, populacja miast powiatowych grodzkich zaliczy drastyczny spadek w okresie 2030–2050. Wtedy zjawisko „kurczenia się” miast nabierze jeszcze większego tempa.

– Pewnie nie ma już powrotu do dawnej świetności, w takim rozumieniu świetności miasta przemysłowego za Gierka, ale możliwa jest jakaś inna świetność, która dzisiaj nie przychodzi nam do głowy – mówi dziennikarz. Wśród działań, które jego zdaniem są potrzebne, wylicza deglomerację funkcji publicznych. – Powinna się wpisać w programy polityczne. To też myślenie o Polsce nie tylko i wyłącznie z perspektywy Warszawy.

W 2019 roku ówczesny resort przedsiębiorczości i technologii przygotował raport w sprawie deglomeracji, z którego wynikało, że na 107 urzędów centralnych w Polsce tylko 14 jest zlokalizowanych poza Warszawą. Co najmniej 31 urzędów mogłoby potencjalnie mieć siedzibę poza stolicą.

Kolejnym elementem wpływającym na złą sytuację miast średniej wielkości stała się pandemia koronawirusa. Raport  „Polskie miasta w czasach pandemii”, przygotowany pod koniec ub.r. przez Polski Instytut Ekonomiczny, wskazał, że 88 proc. średnich miast (między 20 a 100 tys. mieszkańców) odnotowało pogorszenie sytuacji finansowej w 2020 roku, w tym 28 proc. stwierdziło, że było to zdecydowane pogorszenie. Nieco ponad 40 proc. wskazało, że również obszar związany z sytuacją bytową mieszkańców pod wpływem pandemii się pogorszył. Wiele miast deklarowało również zmniejszenie atrakcyjności dla turystów czy dla biznesu, a co istotne, w średnich miastach znacznie rzadziej niż w dużych planowano inicjatywy na rzecz jej ponownego zwiększania.

Z drugiej strony szansą dla mniejszych miast może być upowszechnienie się pracy zdalnej:

– Nie każdy musi dziś z nich uciekać, może tam pracować, realizować swoje marzenia, nie rezygnując jednocześnie np. z tego, by jego rodzice zajmowali się jego dziećmi – mówi Piotr Witwicki.

Od 1 stycznia 2021 roku na terenie Polski są 954 miasta (dane GUS). Zgodnie z wyliczeniami raportu PIE z 2018 roku to ponad 700 małych oraz ponad 200 średnich miast, w których mieszka około 40 proc. Polaków. 18 proc. średnich miast w Polsce stanowią ośrodki potrzebujące nowych strategii i pomysłu na rozwój. Są one położone przede wszystkim w centralnej, wschodniej i południowej Polsce, a ponad jedną czwartą z nich stanowią byłe miasta wojewódzkie (Chełm, Elbląg, Przemyśl, Tarnobrzeg, Włocławek). Eksperci PIE widzą w przypadku tych miast konieczność interwencji państwowej, bo to one są najbardziej zagrożone skutkami depopulacji. Z kolei 39 proc. średnich ośrodków miejskich określono mianem miast z potencjałem bez silnych wyróżników, z czego co czwarte leży w województwie śląskim. Jako największe zagrożenie dla nich analitycy wskazywali wyludnienie.

Premiera książki „Znikająca Polska” i towarzysząca temu debata o polskich średnich miastach miała miejsce podczas jednego z Thursday Gathering, czyli cyklicznych spotkań w warszawskim Varso gromadzących społeczność innowatorów. Otwarte i bezpłatne dla wszystkich zainteresowanych eventy organizuje co tydzień, w każdy czwartek Fundacja Venture Café Warsaw.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pandemia-pogorszyla-i-tak,p397817629

Budżety organizacji pozarządowych i samorządów ucierpiały w wyniku pandemii. Część projektów uda się zrealizować dzięki grantom

0

Pandemia koronawirusa uderzyła w samorządy i organizacje pozarządowe. Zmuszone zostały więc do cięcia wydatków i rezygnacji z części projektów. Wsparciem dla tych podmiotów stają się programy grantowe i edukacyjne organizowane przez polskie firmy. Jedna z nich – Polskie Sieci Elektroenergetyczne – w 2021 roku przekazała prawie 4,3 mln zł na realizację aż 215 projektów poprawiających jakość życia mieszkańców.

W 2021 roku Polskie Sieci Elektroenergetyczne realizowały swoje działania w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu na niespotykaną dotąd skalę. Na wszystkie projekty przeznaczyliśmy łącznie prawie 4,3 mln zł, naszym wsparciem objęliśmy m.in. 70 urzędów gmin i powiatów, ponad 60 organizacji pozarządowych, prawie 40 szkół i przedszkoli, 20 ośrodków kultury, sportu i rekreacji oraz bibliotek i 10 placówek ochrony zdrowia – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Kostiuk, koordynator projektów społecznych i edukacyjnych w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne w 2021 roku zrealizowały działania w zakresie społecznym, edukacyjnym i charytatywnym. Jedną z inicjatyw jest ogólnopolski program grantowy „WzMOCnij swoje otoczenie”, w ramach którego PSE wyłoniły najlepsze lokalne projekty społeczne związane z aktywnością fizyczną, bezpieczeństwem, edukacją czy rozwojem wspólnej przestrzeni publicznej. Łącznie nagrodzono ponad 180 pomysłów o wartości prawie 3,7 mln zł.

Wśród projektów nagrodzonych w tym roku możemy wymienić zakup interaktywnych narzędzi dydaktycznych, takich jak gogle VR, które trafiły do szkoły podstawowej w Otwocku, gdzie uruchomiliśmy wirtualne laboratorium chemiczne. Z narzędzi były to także pomoce dydaktyczne do nauki języków obcych. W innych placówkach oświatowych zostały uruchomione gabinety integracji sensorycznej, natomiast w obszarze środowiska naturalnego pomagaliśmy w budowie ścieżek rekreacyjnych rowerowych i pieszych czy tras do nordic walkingu – wymienia przedstawiciel PSE.

Ważnym obszarem działań firmy była edukacja. O roli, misji i znaczeniu PSE jako krajowego operatora elektroenergetycznego systemu przesyłowego dowiedzieli się uczniowie. W ramach pilotażowej edycji programu Akademia Mocy w 24 mazowieckich szkołach PSE zorganizowały 51 spotkań edukacyjnych dla 1800 uczniów. W trakcie zajęć mogli oni m.in. wytworzyć pioruny przy użyciu generatora Van de Graaffa, zbadać, czym jest plazma, uruchomić świetlówki bez podłączenia do gniazdka, sprawdzić pobór mocy poszczególnych urządzeń oraz natężenie pola elektromagnetycznego, a w wielkiej klatce Faradaya przekonać się, jak uchronić się przed burzą.

Ponadto PSE aktywnie zaangażowały się we wsparcie placówek medycznych i ich pracowników w celu zapobiegania, zwalczania i niwelowania skutków pandemii COVID-19. W ramach II edycji ogólnopolskiej akcji HASHWdzięczniMedykom Caritas Polska przekazano 77 koncentratorów tlenu dla hospicjum w Kartuzach oraz szpitali w Wejherowie, Słupsku, Gorzowie Wielkopolskim i Ostrołęce. Ważnym projektem było współfinansowanie zakupu tomografu komputerowego ze sztuczną inteligencją i platformą radiologiczną do analizy zdjęć dla Centralnego Szpitala Klinicznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie. Na ten cel przeznaczono aż milion złotych.

Wszystkie działania społeczne, edukacyjne i charytatywne realizujemy z myślą o mieszkańcach gmin i powiatów, w których budujemy bądź modernizujemy infrastrukturę najwyższych napięć, oraz w miejscach, w których dbamy o to, aby prąd w danym momencie trafił do gniazdek w naszych domach, miejscach pracy, szpitalach i szkołach. Zależy nam na inicjatywach, które mają taki wymiar długotrwały, a więc których korzyści będą odczuwalne przez mieszkańców nie tylko dzisiaj, ale także przez długie lata – tłumaczy Szymon Kostiuk.

Już w kolejnym roku na mieszkańców gmin czekają kolejne działania PSE. Firma przygotowuje się do organizacji czwartej, rekordowej edycji programu „WzMOCnij swoje otoczenie”. Swoim zasięgiem obejmie on ponad 170 samorządów. Kontynuowane będą także zajęcia w ramach „Akademii MOCy”. W 2022 roku odbędzie się aż 117 wydarzeń, w których udział wezmą uczniowie z 54 szkół podstawowych w 32 dolnośląskich i mazowieckich gminach.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/budzety-organizacji,p401122336

bp w przyszłym roku uruchomi możliwość ładowania aut elektrycznych. Stacje mają zamienić się w centra kompleksowej obsługi kierowców

0

– Stacja paliwowa dzisiaj i ta sprzed 30 lat to zupełnie inne obiekty – mówi Bogdan Kucharski, prezes zarządu bp w Polsce. Paliwowy koncern sukcesywnie poszerza ich ofertę o nowe produkty i usługi, więc stacje paliw w coraz większym stopniu konkurują już z dyskontami i osiedlowymi sklepami. Dzięki rozbudowanej ofercie gastronomiczno-kawiarnianej przestały być też punktem jedynie tankowania samochodu i zakupu hot-doga. Docelowo należące do bp stacje paliw mają przekształcić się w centra kompleksowej obsługi kierowców, gdzie będzie można załatwić wiele spraw w jednym miejscu. Paliwowy koncern coraz mocniej wchodzi w segment convenience, ale na duża skalę inwestuje też w zieloną, odnawialną energetykę. Nowa, ogłoszona rok temu strategia ma przekształcić spółkę w nowoczesną grupę energetyczną.

Paliwowy koncern świętuje właśnie 30-lecie obecności na polskim rynku. Z tej okazji na jednej stacji w Krakowie zorganizował jubileuszowy mapping. Prezes zarządu firmy wspomina jak w ciągu tych 30 lat diametralnie zmienił się wygląd stacji, a także sam rynek paliw. 

– Rynek paliw w ciągu ostatnich 30 lat zmienił się diametralnie. Kiedy bp rozpoczynało działalność w Polsce, stacje paliwowe wyglądały zupełnie inaczej. To była prosta oferta, tam można było kupić paliwo i to w zasadzie wszystko. Natomiast w tej chwili te obiekty są zupełnie inne, z rozbudowaną ofertą paliwową, ale i pozapaliwową. My byliśmy jedną z sieci, która zaczęła wprowadzać te nowości na polskim rynku. Rozszerzaliśmy ofertę paliwową i spożywczą, wprowadziliśmy ofertę myjni, wprowadziliśmy też do Polski programy lojalnościowe. Stacja paliwowa dzisiaj i ta sprzed 30 lat to zupełnie inne obiekty – mówi Bogdan Kucharski, prezes zarządu bp w Polsce.

Paliwowy koncern zarządza siecią blisko 600 stacji benzynowych na terenie całego kraju. Te już od kilku lat przestają być tylko punktem tankowania auta i zakupu kilku batoników czy hot-doga. Firma bp stale poszerza ofertę o nowe produkty i usługi, coraz mocniej wchodząc w segment convenience. Pod koniec ubiegłego roku koncern nawiązał współpracę z siecią handlową Auchan. W efekcie na stacjach paliw bp pojawia się nowa marka sklepów pod nazwą Easy Auchan, otwartych 24/7. W ich ofercie – porównywalnej z asortymentem sklepów osiedlowych, a nawet części dyskontów – jest ok. 2 tys. produktów w cenach marketowych. Można też odebrać w nich zakupy z Auchan zamówione w opcji Click & Collect czy skorzystać z opcji home delivery. 

– Obecnie stacje paliwowe to wielofunkcyjne obiekty, gdzie można nie tylko zatankować nowoczesne paliwa, ale i skorzystać z oferty sklepowej i gastronomicznej, myjni i wszystkich innych usług, które wokół stacji się pojawiają – mówi Bogdan Kucharski.

Jak podkreśla, sklepy przystacyjne nie oferują już wyłącznie produktów związanych z motoryzacją, powoli stają się miejscem, w którym można zaspokoić większość potrzeb zakupowo-usługowych. Firma bp 15 lat temu weszła jako pierwsza na rynek z gastronomiczno-kawiarnianym brandem Wild Bean Café, który oferuje restauracyjne menu i świeżo mieloną kawę oraz ciepłe przekąski na wynos. Obecnie sieć kawiarni Wild Bean Cafe ma najwięcej punktów w Polsce.

– Od początku działalności w Polsce odnotowaliśmy ponad  2  mld wizyt klientów na naszych stacjach, co ewidentnie świadczy o tym, że ta oferta do nich trafiła – mówi Bogdan Kucharski.

Docelowo należące do bp stacje paliw mają przekształcić się w miejsce kompleksowej obsługi kierowców. Już teraz klienci mogą skorzystać np. z myjni oferującej płatności bezgotówkowe, czy odebrać dietę pudełkową Body Chief.

– Rynek się zmienia, nie stoimy w miejscu i przed nami teraz kolejne etapy transformacji – mówi Bogdan Kucharski. – W Polsce, podobnie jak i w Europie i na całym świecie, zaczynamy w tej chwili potężną transformację energetyczną. Jesteśmy gospodarką, która odchodzi od węgla i zmierza do energii niskoemisyjnej, do odnawialnych źródeł energii. Firma bp będzie brać w tym procesie aktywny udział.

Paliwowy koncern w ubiegłym roku ogłosił nową strategię, zgodnie z którą bp konsoliduje wydobycie ropy naftowej i gazu na rzecz odnawialnych źródeł energii. Do 2030 roku zmniejszy wydobycie o 40 proc., ograniczając przy tym swoje emisje o ok. 1/3. W tym samym czasie 10-krotnie zwiększy wydatki na inwestycje w OZE i technologie niskoemisyjne, przeznaczając na nie co najmniej 5 mld dol. rocznie. Nowa strategia ma przekształcić globalną spółkę naftową, skoncentrowaną na wydobywaniu zasobów, w nowoczesną grupę energetyczną, a w długiej perspektywie – do 2050 roku – przełożyć się na całkowitą zeroemisyjność. To odpowiedź grupy na główne trendy na rynku energii i konieczność transformacji.

– Przed branżą stoją potężne wyzwania związane z transformacją energetyczną, musimy przejść od tradycyjnego sposobu dostarczania energii i mobilności do opartego o nowe technologie niskoemisyjne. Świat potrzebuje energii i będzie jej potrzebował coraz więcej. Aktualnie w globalnej skali około 1/4 energii jest dostarczana z węgla, 1/4 z ropy, 1/4 z gazu i mniej więcej 1/4 z alternatywnych, odnawialnych źródeł energii. Te proporcje będą się zmieniały w kierunku tych czystszych źródeł, ale to wymaga czasu. Projekty energetyczne są bardzo duże, kapitałochłonne, wymagające długoterminowego planowania, więc to jest potężna rewolucja i długotrwały proces. Mówimy tu o kolejnych 2-3 dekadach, ale tempo inwestycji jest już teraz ogromne, a będzie jeszcze przyspieszać – mówi Bogdan Kucharski.

Przejawem zaangażowania bp w transformację energetyczną są m.in. szeroko zakrojone inwestycje w fotowoltaikę. W październiku tego roku na polski rynek wkroczył już Lightsource bp – deweloper farm PV i jeden z globalnych liderów energetyki słonecznej. Brytyjska firma, należąca w 50 proc. do  bp, zrealizuje w Polsce dziewięć projektów o łącznej mocy prawie 760 MW. 

– Będziemy ten biznes w Polsce rozwijać. Już w przyszłym roku na naszych stacjach można tez spodziewać się ładowarek do samochodów elektrycznych na większą skalę. Przymierzamy się również do partycypacji w polskiej transformacji w zakresie energii wiatrowej z morza – zapowiada Bogdan Kucharski, prezes zarządu bp w Polsce.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/bp-w-przyszlym-roku,p1681967118

Pandemia nasiliła problemy zdrowotne i absencje wśród pracowników. Zyskują firmy inwestujące w prywatną opiekę medyczną

0

Pandemia mocno się przyczyniła do pogłębienia problemów zdrowotnych wśród polskich pracowników. Szczególnie w obszarze chorób układu ruchu i zdrowia psychicznego. W 2020 roku w Medicoverze udzielono aż o 55 proc. więcej konsultacji psychologów i psychiatrów, których powodem były m.in. zaburzenie lękowe i depresja. W efekcie liczba zwolnień lekarskich od psychiatry wzrosła aż o 60 proc. wynika z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2021”. Lekarze wskazują też, że nowe problemy związane z pandemią nałożyły się na te, które istniały już wcześniej. Statystyki pokazują bowiem, że 26 proc. pracowników ma nieprawidłowe ciśnienie tętnicze, a co piąty nieprawidłowy wynik badania glikemii. Związane z tym koszty niższej wydajności pracy i absencji chorobowych z każdym rokiem są coraz większe.

Od lat widzimy te same, niekorzystne zjawiska zdrowotne, do których zaliczamy przede wszystkim nieprawidłową dietę oraz związaną z nią nadwagę i otyłość, podwyższony poziom cholesterolu, palenie papierosów, a także niedobór aktywności fizycznej. W ubiegłym roku wiele z tych czynników uległo pogorszeniu, obserwujemy, że ryzyko zdrowotne pracowników w Polsce systematycznie się pogarsza. Systematycznie rośnie odsetek osób z nadciśnieniem tętniczym, nadwagą i otyłością, hipercholesterolemią i podwyższonym poziomem cukru we krwi. W tej chwili ponad 50 proc. pracowników ma przynajmniej jeden z tych czynników ryzyka, a wielu z nich – kilka naraz – mówi dr Piotr Soszyński, dyrektor ds. strategicznego doradztwa medycznego w Medicover Polska.

Medicover rokrocznie opracowuje kompleksową analizę stanu zdrowia polskich pracowników, którzy są objęci opieką medyczną. W tym roku – na potrzeby nowej edycji raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2021” – firma przeanalizowała dane ponad 443,3 tys. pracowników firm będących pod opieką Medicover w latach 2019–2020. Analiza ta pokazuje, że pandemia COVID-19 w znacznym stopniu przyczyniła się do pogłębienia problemów zdrowotnych i czynników wpływających na absencję chorobową pracowników.

– Ubiegłoroczna pandemia niekorzystnie wpłynęła na zdrowie pracowników w Polsce. Zauważyliśmy ten szczególnie negatywny wpływ na dwa obszary: układ ruchu, czyli nasze mięśnie i kości, oraz obszar zdrowia psychicznego. W tym pierwszym aspekcie odnotowaliśmy ponad 20-procentowy wzrost zwolnień z pracy związanych z urazami czy bólami pleców. Natomiast w obszarze zdrowia psychicznego te zmiany były jeszcze głębsze. Tutaj aż o ponad 50 proc. wzrosła potrzeba korzystania z porad psychologa i psychiatry. Natomiast długość zwolnień z pracy, wywołanych przez problemy takie jak reakcja na ciężki stres, epizody depresyjne czy sytuacje i reakcje lękowe, wzrosła ponad 60 proc. – mówi dr Piotr Soszyński.

Ze statystyk Medicovera wynika, że najczęstszym powodem konsultacji z lekarzem są wyłączając medycynę pracy choroby układu oddechowego oraz choroby oka i przydatków oka. Z kolei obszary z największym wzrostem absencji w 2020 roku to właśnie choroby układu ruchu i zaburzenia psychiczne. W ubiegłym roku w Medicoverze udzielono aż o 55 proc więcej konsultacji psychologów i psychiatrów, których powodem były m.in. zaburzenie lękowe i depresja. Ten wzrost był wyraźniejszy wśród kobiet.

Lekarze jednoznacznie wskazują, że pogorszenie stanu zdrowia psychicznego wynika z połączenia pracy zdalnej i stresu wywołanego pandemią COVID-19, czego efektem był wzrost liczby zwolnień lekarskich od psychiatry aż o 60 proc. Długość zwolnień lekarskich wzrosła również z powodu problemów związanych z układem ruchu. Wśród przyczyn tego wzrostu lekarze wskazują m.in. siedzący tryb życia i brak ergonomicznych warunków w czasie pracy zdalnej.

Z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2021” wynika też, że nowe problemy zdrowotne, zintensyfikowane przez pandemię, nałożyły się na te, które istniały już wcześniej. Dla przykładu ze statystyk Medicovera wynika, że średnio co czwarty pracownik w Polsce ma nieprawidłowe ciśnienie tętnicze, które stanowi ryzyko rozwoju chorób układu krążenia, w tym udaru mózgu i śmierci. Z kolei co piąty pracownik ma nieprawidłowy wynik badania glikemii, co wskazuje na konieczność podniesienia poziomu profilaktyki w kierunku cukrzycy.

– Pandemia koronawirusa odcisnęła ogromne piętno na systemie opieki zdrowotnej. Dlatego teraz tym bardziej istotne jest to, aby opieka oferowana pacjentom była na najwyższym poziomie – mówi Artur Białkowski, dyrektor zarządzający ds. usług biznesowych w Medicover Polska. – Pracodawcy są bardzo zainteresowani tym, żeby ta opieka była sprawna, szybka i dobra, żeby ich pracownicy nie chorowali, a – jeśli już zachorują – mogli szybko wrócić do zdrowia. I na to też wskazujemy w naszym raporcie, udowadniając, jak dobrą inwestycją w zdrowie jest opieka medyczna dla pracowników oferowana przez Medicover.

Jak podkreśla, dodatkowa opieka medyczna dla pracowników przynosi firmom wymierne, finansowe korzyści, wynikające m.in. ze spadku liczby absencji chorobowych i prezenteizmu, czyli kosztów związanych z obniżoną wydajnością pracy. Statystyki Medicovera pokazują, że w 2020 roku pracodawcy zyskali dzięki temu benefitowi średnio 4,4 produktywnego dnia i 1408 zł w przeliczeniu na każdego, statystycznego pracownika. To aż o 403 zł więcej niż jeszcze rok temu.

– Po raz kolejny pokazujemy, że inwestycja w dobrą opiekę zdrowotną dla pracowników się opłaci. W tym roku oszczędność z tego tytułu sięgnęła 1408 zł i jest to najwyższa kwota spośród wszystkich edycji naszego raportu – mówi Artur Białkowski.

– Kompleksowa opieka zdrowotna w ramach Medicovera niesie wiele korzyści zarówno z punktu widzenia pracownika, jak i pracodawcy – dodaje dr Piotr Soszyński. – Integracja w jednym miejscu całej opieki – począwszy od profilaktyki i medycyny pracy, po dostęp do szerokiego zakresu badań diagnostycznych i porad lekarskich – pozwala na wychwycenie problemu zdrowotnego na jego wczesnym etapie. To z kolei poprawia diagnostykę i leczenie już na samym początku choroby. Efektem są krótsze – w porównaniu do ogólnej populacji pracowników w Polsce – zwolnienia z pracy i lepsza produktywność.

Co ciekawe, statystyki pokazują, że pracownicy objęci przez firmę dodatkową opieką medyczną przykładają dużo większą wagę do profilaktyki zdrowotnej. W latach 2019 i 2020 konsultacjom profilaktycznym w ramach medycyny pracy poddało się średnio 50–60 proc. z nich. To aż dwukrotnie wyższy odsetek w porównaniu do ogólnej populacji pracowników w Polsce.

– Opieka zdrowotna to dziś nie tylko leczenie, ale i prewencja, zapobieganie chorobom. Medicover mocno inwestuje w tę prewencję wynikającą m.in. ze zmiany stylu życia, zwiększenia poziomu aktywności sportowej. Dlatego w ramach Medicover Sport rozwijamy dostęp do szerokiej sieci klubów sportowych i klubów fitness. W tej chwili mamy ich już ponad 80. Badania pokazują, że osoby, które aktywnie uprawiają sport i korzystają z aktywności ruchowej, są dużo bardziej odporne na infekcje, a w przypadku zachorowania dużo szybciej wracają do pełni zdrowia – mówi dyrektor zarządzający ds. usług biznesowych w Medicover Polska. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pandemia-nasilila,p1126525679

Polacy zaczęli przykładać się do oszczędzania na emeryturę. Rekordowa aktywność na IKE i IKZE

0

Na emeryturę w ramach III filaru oszczędza aktualnie rekordowa liczba Polaków. Według danych KNF tylko w ubiegłym roku do systemu emerytalnego przystąpiło 1,3 mln Polaków, a rachunki 5,1 mln osób objętych dobrowolnym zabezpieczeniem emerytalnym były zasilone wpłatami. Z kolei Expander zwraca uwagę, że w ubiegłym roku do rekordowego poziomu 686 tys. wzrosła liczba IKE i IKZE, na które dokonano wpłat. Rekordowa była również ich kwota, która sięgnęła 3,13 mld zł. W przypadku tego drugiego produktu, czyli indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego, wpłaty można jednak odliczyć od podstawy opodatkowania w rocznym rozliczeniu PIT, co obniża kwotę należnej do zapłacenia daniny.

W tej chwili aktywnych jest ok. 420 tys. kont IKZE, względem końca ubiegłego roku nastąpił wzrost o ok. 3 proc. – mówi Jakub Maciak, manager ds. rozwoju nowych produktów w Generali Investments TFI. Wartość aktywów zgromadzonych na IKZE na koniec ostatniego półrocza przekroczyła z kolei 5,2 mld zł i był to wzrost o blisko 14 proc. względem końca minionego roku. Największe przełożenie na ten wzrost miały nowe wpłaty na IKZE, których wysokość przekroczyła 500 mln zł.

Według statystyk Komisji Nadzoru Finansowego na koniec czerwca br. na rynku działało nieco ponad 420 tys. indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego, a wartość zgromadzonych na nich środków przekroczyła 5,24 mld zł. Tymczasem jeszcze na koniec 2020 roku aktywnych było 407,6 tys. IKZE, na których zgromadzono aktywa o wartości blisko 4,6 mld zł. W całym ubiegłym roku liczba nowych kont zwiększyła się o 59,1 tys., a wartość zgromadzonych na nich środków wzrosła aż o 39,5 proc. (z 3,3 mld zł na koniec 2019 roku). Najwięcej kont IKZE funkcjonuje obecnie w funduszach inwestycyjnych zarządzanych przez TFI, a najmniej w bankach.

– Dane Komisji Nadzoru Finansowego pokazują, że IKZE cały czas zyskują na popularności. Mimo to wciąż pozostają produktem niszowym, co jest dosyć zaskakujące, biorąc pod uwagę to, jakie korzyści wiążą się z taką formą oszczędzania – mówi Jakub Maciak.

Limit wpłat na IKZE jest ustalany co roku na podstawie prognozy przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W tym roku wynosi on 6310,80 zł albo 9466,20 zł w przypadku przedsiębiorców. Zgodnie z obwieszczeniem Ministra Rodziny i Polityki Społecznej w przyszłym roku limity wpłat na IKZE będą jeszcze wyższe i wyniosą 7106,40 zł albo 10 659,60 zł w przypadku przedsiębiorców. To właśnie efekt prognozowanego, wyższego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej na 2022 rok (5922 zł).

Indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego to nie tylko sposób na odłożenie pieniędzy na emeryturę, ale i obniżenie podatku. Osoby uzyskujące dochód, osoby fizyczne, przedsiębiorcy, a także emeryci mogą odliczyć wpłaty dokonane na IKZE w danym roku podatkowym od podstawy opodatkowania w rocznym zeznaniu PIT. Dzięki temu kwota należnej do zapłacenia daniny będzie niższa. Podstawę do rozliczenia ulgi stanowią dowody wpłat zawierające dane identyfikacyjne płatnika. Ci, którzy chcą skorzystać z ulgi, rozliczając dochód osiągnięty w 2021 roku, muszą jednak zdążyć z dokonaniem wpłaty na IKZE maksymalnie do 31 grudnia 2021 roku.

To już naprawdę ostatni dzwonek, żeby dokonać wpłat na IKZE, jeśli chcemy skorzystać z możliwości odliczenia – podkreśla manager ds. rozwoju nowych produktów w Generali Investments TFI.

Jak wskazuje, kwota oszczędności będzie zależna zarówno od wysokości wpłaty dokonanej na IKZE, jak i stawki, którą są obłożone nasze dochody.

Przykładowo osoba, która odprowadziła pełny tegoroczny limit i rozlicza się według drugiego progu podatkowego, może ograniczyć swój podatek o blisko 2020 zł – wskazuje Jakub Maciak.

Ulga podatkowa to jednak niejedyna korzyść związana z tą formą oszczędzania na emeryturę. Zysk osiągnięty z inwestycji w IKZE nie jest obciążony podatkiem Belki (pod warunkiem że środki pozostaną na koncie właściciela do ukończenia przez niego 65. roku życia, a wpłata na IKZE miała miejsce w co najmniej pięciu latach kalendarzowych). Oszczędności są też prywatną własnością oszczędzającego – więc nie trzeba się obawiać, że zostaną przejęte przez państwo – i podlegają dziedziczeniu, tak samo jak pieniądze zgromadzone na koncie bankowym. W praktyce, otwierając konto IKZE, właściciel może wskazać osoby uprawnione, które w przypadku jego śmierci będą upoważnione do dziedziczenia środków. Może też wskazać więcej niż jedną osobę i określić ich procentowy udział w spadku.

– Kolejną korzyścią oszczędzania w IKZE są również możliwości inwestycyjne. IKZE jest prowadzone przez różne instytucje finansowe i w różnych produktach finansowych, każdy może dobrać produkt zależnie od swoich preferencji. Z jednej strony mogą to być konta oszczędnościowe w bankach, z drugiej – samodzielne inwestowanie na Giełdzie Papierów Wartościowych poprzez rachunki maklerskie, a z trzeciej – powierzenie oszczędności instytucjom, które się specjalizują w zarządzaniu aktywami, takimi jak np. towarzystwo funduszy inwestycyjnych – mówi ekspert.

Manager ds. rozwoju nowych produktów w Generali Investments TFI podkreśla, że w nadchodzących latach świadczenia emerytalne będą coraz niższe w relacji do wynagrodzeń. Komisja Europejska prognozuje, że w 2050 roku liczba emerytów w Polsce (12,6 mln) niemal zrówna się z liczbą płatników składek (12,7 mln). O ile jeszcze w 2016 roku na 100 osób zatrudnionych przypadało prawie 54 emerytów, o tyle w 2060 roku będzie ich już 106. W efekcie – jak wynika z analiz Instytutu Badań Strukturalnych – przeciętna stopa zastąpienia w Polsce w 2060 roku wyniesie już tylko 24 proc. (dla porównania jeszcze w 2016 roku wynosiła 61 proc.). Innymi słowy: Polacy odchodzący na emeryturę będą otrzymywać tylko ok. 1/4 swojej ostatniej pensji. IBS szacuje, że w 2060 roku nawet 2/3 emerytur może być wypłacanych w minimalnej wysokości.

Nie są to optymistyczne prognozy, przyszli emeryci będą mogli liczyć na dużo niższe emerytury niż obecnie. W obliczu takich danych budowanie dodatkowego kapitału na emeryturę wydaje się po prostu niezbędne – mówi Jakub Maciak.


 

Generali Investments TFI SA działa na podstawie decyzji KNF z dnia 1 czerwca 1995 r., nr decyzji KPW-4073-195 i świadczy usługi pośrednictwa w zbywaniu i odkupywaniu jednostek uczestnictwa. Materiał ma charakter informacyjno-reklamowy.

Należy pamiętać, że inwestowanie wiąże się z ryzykiem i nie ma gwarancji osiągnięcia celów inwestycyjnych, a nawet istnieje możliwość zmniejszenia wartości, w tym utraty części zainwestowanych środków. Dodatkowo przy zbywaniu i odkupywaniu jednostek uczestnictwa mogą być pobierane opłaty manipulacyjne i należne podatki. Maksymalna wysokość wynagrodzenia stałego lub zmiennego za zarządzanie subfunduszem wskazana jest w prospekcie informacyjnym, z którym należy się zapoznać przed podjęciem decyzji inwestycyjnej. Zawiera on szczegółowe informacje w zakresie: polityki inwestycyjnej, czynników ryzyka, zasad sprzedaży jednostek uczestnictwa, tabeli opłat manipulacyjnych oraz informacji podatkowych. Decyzje inwestycyjne powinny być podejmowane wyłącznie po zapoznaniu się z prospektem informacyjnym, Kluczowymi informacjami dla inwestorów oraz Informacjami dla klienta AFI, dostępnymi na stronie: www.generali-investments.pl. Dokumenty są sporządzone w języku polskim. Szczegółowe informacje o IKE i IKZE zawarte są w ustawie o IKE/IKZE oraz w Regulaminie prowadzenia IKE/IKZE. Indywidualna sytuacja Uczestnika może mieć wpływ na zasady opodatkowania.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polacy-zaczeli,p791696584

Polacy chcą obniżyć podatki i odkładają na emeryturę. W tym roku taką możliwość zyskali samozatrudnieni

0

Założenie konta IKZE w wielu instytucjach możliwe jest przez internet, więc każdy, kto chce, zdąży jeszcze w tym roku je założyć i przelać na nie pieniądze, by już za kilka miesięcy móc je odliczyć od podstawy opodatkowania w rocznym rozliczeniu PIT. Jak radzi Paweł Mizerski z UNIQA TFI, wybierając instytucję, w której zakłada się IKZE, warto przyjrzeć się opłatom i wynikom inwestycyjnym danego towarzystwa.

Główną korzyścią z IKZE jest oczywiście możliwość odkładania dodatkowej kwoty na emeryturę, którą otrzymamy, kończąc 65. rok życia, natomiast co roku możemy kwoty, które wpłacimy na konto IKZE, odliczać od podatku dochodowego. I jest to główny powód, dla którego Polacy lubią i odkładają właśnie w tym trzeciofilarowym produkcie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Mizerski, wiceprezes zarządu odpowiedzialny za zarządzanie aktywami UNIQA TFI. − Osoby zatrudnione na umowę o pracę od dwóch lat mogą przystępować do pracowniczych planów kapitałowych i w ten sposób w ramach trzeciofilarowych produktów odkładać sobie dodatkową kwotę na emeryturę. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą takiej możliwości nie ma, natomiast mają one możliwość odkładania większej kwoty właśnie w przypadku produktów typu IKZE.

Dobrowolne produkty emerytalne, stanowiące tzw. III filar systemu emerytalnego, to właśnie indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE), IKE, PPK czy PPE. Państwo stara się zachęcić Polaków do oszczędzania na emeryturę, dlatego produkty te wiążą się z zachętami podatkowymi: zwolnieniem z podatku Belki, niskimi opłatami za zarządzanie, dopłatami czy możliwością odpisania zaoszczędzonej na emeryturę kwoty od podstawy opodatkowania. Ta ostatnia zachęta dotyczy właśnie IKZE.

Jeśli zatrudniony wpłaci maksymalną dopuszczalną w tym roku kwotę, czyli 6310,80 zł, pomniejszy należny podatek za 2021 rok lub otrzyma zwrot z urzędu skarbowego. W przypadku osób znajdujących się w pierwszym progu podatkowym zyskają one 1073 zł, a te, które płacą podatek według stawki 32 proc.,  odzyskają do 2019 zł. Od 2021 roku jest też nowość w kontach emerytalnych – IKZE dla samozatrudnionych, w którym limit wpłat wynosi 9466,20 zł. Oznacza to powrót do kieszeni podatnika od 1609 zł do nawet 3029 zł.

Na IKZE warto odkładać pieniądze głównie dlatego, że bazując tylko na obowiązkowej części systemu emerytalnego, odkładamy zdecydowanie mniejszą kwotę, która po naszym przejściu na emeryturę nie będzie odpowiadała kwocie, którą otrzymujemy, pracując, czy to będąc samozatrudnionym, czy to będąc zatrudnionym na umowę o pracę – tłumaczy Paweł Mizerski. ­W stosunku do rozwiązań publicznych dodatkową korzyścią jest też możliwość dziedziczenia tych środków. Musimy również pamiętać o tym, że jeśli sytuacja życiowa nas zmusi do skorzystania z tych środków wcześniej, jest również taka możliwość.

IKZE można założyć w banku, domu maklerskim, towarzystwie funduszy emerytalnych czy towarzystwie funduszy inwestycyjnych, i to z tej ostatniej możliwości Polacy korzystają najchętniej. Z danych KNF wynika, że usługę tę oferuje 20 TFI, dziewięciu ubezpieczycieli, siedem towarzystw emerytalnych, sześć domów maklerskich i trzy banki (stan na 30 czerwca 2021 roku). Z 22 633 IKZE istniejących w połowie roku aż 8,9 tys. prowadzonych było w TFI. W tym czasie średnia kwota wpłaty na IKZE wyniosła 3 tys. zł, czyli połowę dopuszczalnego limitu. W 2022 roku zostanie on podniesiony do 7106,40 zł dla pracowników i do 10 659,60 zł dla samozatrudnionych.

W przypadku produktów emerytalnych, czyli długoterminowych, najważniejszym kryterium są opłaty −​ im niższe, tym w dłuższym terminie wyniki rozwiązań różnego rodzaju produktów inwestycyjnych zwykle są lepsze. To jest podstawa. Myślę, że również ważna jest ocena wyników inwestycyjnych danej firmy oraz wiarygodność samej marki – mówi wiceprezes UNIQA TFI. − Założenie konta IKZE zależy od możliwości, którą daje nam dostawca danego rozwiązania. W przypadku UNIQA TFI istnieje możliwość całkowicie zdalnego założenia konta, bez wychodzenia z domu, w fotelu, zajmuje to około pięciu minut, czyli bardzo krótki czas, i mamy gotowe konto IKZE, na które już możemy wpłacać pieniądze.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polacy-chca-obnizyc,p1942643977